fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kara dla policji, nie chuliganów

Rzeczpospolita
Piotr Kowalczuk
W Mediolanie na ławie oskarżonych zasiadło 44 policjantów. W Genui – 29. Wszyscy odpowiedzą za znęcanie się nad alterglobalistami podczas szczytu G8 w Genui w 2001 roku. Chuligani, którzy zdewastowali wówczas Genuę, są w większości bezkarni
W Mediolanie prokurator zażądał już 76 lat więzienia dla wszystkich 44 oskarżonych. W Genui proces też dobiega końca.
Ci, którzy byli wówczas po drugiej stronie barykady, nie muszą bać się tak surowych konsekwencji. Carlo Giuliani, śmiertelna ofiara starć z policją, stał się nawet oficjalnym bohaterem włoskiej lewicy. Od kilku lat z jego portretami coraz liczniej obnoszą się podczas demonstracji włoscy komuniści, pacyfiści, anarchiści i zieloni. W tych środowiskach (około 10 proc. włoskiego elektoratu) 24 anarchistów skazanych w grudniu 2007 roku za udział w krwawych zajściach w Genui ma status bohaterów i ofiar opresyjnego państwa. Siedem lat temu do Genui zjechało – obok przywódców państw G8 – 250 tysięcy ludzi którzy oskarżają ich o całe zło współczesnego świata. Z całych Włoch, a także z Grecji, Hiszpanii, Niemiec, Wielkiej Brytanii,a nawet z Polski przyjechali żądać respektowania układu z Kioto, praw dla imigrantów, pracy dla wszystkich, likwidacji zadłużenia krajów Trzeciego Świata, zniesienia dyktatu wielkich koncernów, Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Monetarnego, likwidacji McDonaldów i Coca-Coli.
Przeważała kolorowa młodzież z plecaczkami, ale nie brakło siwiejących i łysiejących hippisów. Odbywały się dziesiątki spotkań, dyskusji, odczytów. Był znany francuski antyglobalista Jose Bove i cała czołówka włoskiej anarchizującej lewicy. Wszędzie odczytywano przesłanie od Susan Sontag. Wieczorem koncerty z udziałem Manu Chao. Piknikową i idylliczną atmosferę jeszcze w czwartek19 lipca zakłócały jedynie doniesienia, że tu i ówdzie policja zatrzymała na drogach dojazdowych samochody z kijami bejsbolowymi i pałkami. A skąpana w muzyce, z dokazującą i rozdyskutowaną młodzieżą na ulicach Genua wyglądała groteskowo. Bo przecież nie działo się nic złego, a im bliżej portu, gdzie na statkach na redzie mieli mieszkać przywódcy i delegacje G8, tym więcej policji i wojska. Drut kolczasty, punkty kontrolne, wiele okien na parterze zabitych deskami i dyktą. W piątek 20 lipca poszedłem na demonstracje. Planowano ich chyba z 10. W związkuz tym w centrum miasta zapanował niebywały chaos, nad którym policja przestała panować. Już w południe doszło do pierwszych starć. Dwie godziny później rozpoczęły się działania zaczepne kilkuset zorganizowanych bojówkarzy Black Block. Wyglądali trochę jak Robocop: z ochraniaczami na kolana i łokcie i kaskami na głowie. Świdrujący w uszach gwizdeki atak na policję. Dwa gwizdkii odskok w boczną uliczkę. Potem atak z innej strony. Niektórzy mieli krótkofalówki. Całe śródmieście bardzo szybko pogrążyło się w totalnym chaosie. Okazało się, że i pacyfiści mieli ze sobą kominiarki. Zaatakowali stację benzynową i napełniali butelki benzyną. Jeszcze chwila, a płonęły samochodyi McDonaldy. Dewastowano wszystko – kubły na śmieci, bary, wystawy, i rabowano sklepy. Kilka budynków poszło z dymem. Ktoś wykorzystał sytuację i włamał się do banku. W tym wszystkim brały również udział ładne, młode dziewczyny. W tym samym czasie w jednym miejscu kilkunastu policjantów kopało jednego bezbronnego dwudziestolatka. Śmierć Carlo Gulianiego pokazywali później w telewizji. Policyjny land rover zaklinował się i zaatakowało go kilkunastu demonstrantów. Jeden chwycił gaśnicę, którą chciał ugodzić23-letniego wówczas, spanikowanego policjanta Mario Placanica. Ten wystrzelił. Giuliani, zdezorientowany, bezrobotny chłopak, który miał na koncie kilka drobnych kradzieży i posiadanie narkotyków, zginął na miejscu. Następnego dnia, w sobotę, znów doszło do wojny z policją. Tym razem pod hasłem „Pomścimy Carlo”. Wielu ludzi zostało jednak w domach. Bali się. W niedzielę mogli oglądać krajobraz po bitwie. Dotychczas takie rzeczy wielu widziało jedynie na filmach wojennych.Dopiero w poniedziałek do Włochów zaczęły docierać pierwsze wiadomości o odwecie policji. W nocy z soboty na niedzielę policjanci bez powodu zaatakowali szkołę Diaz w Genui, w której mieszkali alterglobaliści. Dotkliwie pobili niemal wszystkich (97 osób), w tym wiele dziewczyn. Zdewastowali cały budynek, komputery. Jak dzisiaj wiadomo, przynieśli ze sobą koktajle Mołotowa i kije bejsbolowe. Pokazywali je potem w telewizji jako trofeum swojej wyprawy. W szkole pobity został również mieszkający tam brytyjski dziennikarz. Może dlatego świat dowiedział się tak szybko, co się stało.Do innych incydentów i poniżania aresztowanych doszło w policyjnych koszarach w Bolzaneto. Bito, torturowano, nie pozwalano skorzystać z toalety. Kazano im klękać przed portretami Mussoliniego i Pinocheta.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA