Wiadomości

Boniek: Bądźmy poważni

Fotorzepa
Niech wszyscy mobilizują się do wtorku najpierw w Warszawie, potem w Londynie. A prezes PZPN na pewno nie będzie im w tym przeszkadzał decyzjami ani wypowiedziami - mówi w rozmowie z "Rz" Zbigniew Boniek
Rz: Kibice chcieliby żeby natychmiast po porażce prezes powiedział co będzie dalej.
Zbigniew Boniek: Wiem, najlepiej żebym jeszcze podjął jakąś spektakularną decyzję w świetle kamer. To nie mój styl. Teraz jest czas dla dziennikarzy. Zwłaszcza młodych, szybkich, lubiących krew. Ale coś się skończyło. Straciliśmy szansę na mundial i wszyscy chcieliby wiedzieć co nas teraz czeka.
To nie znaczy, że mam się pożegnać z rozumem i udzielać na lewo i prawo wypowiedzi, które się będą dobrze klikały. Mogę powiedzieć jedno. Do wtorku na pewno nic się nie zmieni. Nie należę do prezesów, którzy zwalniają trenera po porażce, między samochodami, w drodze z szatni do autokaru. Reprezentację czeka jeszcze jeden mecz i nie widzę powodu żeby przed nim mącić. To nic nie da. Przegraliśmy, zupa się wylała i nikt tego nie zmieni. Gwałtowne decyzje tylko pogarszają sytuację. Mecz na Wembley może mieć wpływ na pańską decyzję w sprawie przyszłości Waldemara Fornalika? Nie wiem i na razie o tym nie myślę. Mecz z Anglią na Wembley jest wydarzeniem samym w sobie. Zawsze i dla każdej reprezentacji. Mnie nie było dane nigdy zagrać na starym Wembley, bo kiedy ja występowałem w reprezentacji nie trafialiśmy w losowaniu na Anglię. Grałem z nią na mundialu w Meksyku, niestety, przegraliśmy 0:3. Mam więc swoje porachunki i już ich, jako piłkarz, nie wyrównam. Wembley jest Colosseum futbolu. Zawodnicy na całym świecie marzą żeby tu zagrać. To dodatkowo mobilizuje? Na pewno. Nawet jeśli, jak w naszej sytuacji, wynik nie będzie miał już wpływu na kolejność  w czołówce tabeli. Ale to jest jeden z takich meczów, o jakich śni się, będąc juniorem. Wyjście na boisko Wembley to jak dla śpiewaka występ w La Scali. Dużo ludzi gra i wielu śpiewa. Chodzi o to, żeby cię zapamiętali. Wyzwanie jest tym większe, że nigdy jeszcze Polska nie odniosła na Wembley zwycięstwa. Myśli pan, że jest ono realne? Że gdybyśmy tam wygrali, winy zostałyby odpuszczone? Na boisko wychodzi się po to, żeby wygrać. Ale tego chcą obydwie strony a ktoś przegrać musi. Kibic potrafi docenić nawet przegranych, jeśli widzi, że się starali, dali z siebie wszystko, zależy im, bo mają na sobie koszulkę z orłem. Chce pan patosem zagłuszyć porażkę? To nie jest patos. Zaprzeczy pan, że koszulka z orłem powinna mobilizować? Niech więc wszyscy mobilizują się do wtorku najpierw w Warszawie, potem w Londynie. A prezes PZPN na pewno nie będzie im w tym przeszkadzał decyzjami ani wypowiedziami. W sprawach konkretnych zabiorę głos choćby w środę, dopiero wtedy, kiedy eliminacje zostaną zakończone. Teraz jadę do Krakowa na mecz młodzieżówki ze Szwecją. Nasza piłka nie kończy się na pierwszej reprezentacji. Rozmawiał Stefan Szczepłek Stefan Szczepłek: Nie mam grobowej miny
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL