fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Zmarła Joanna Chmielewska

Joanna Chmielewska
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
W wieku 81 lat zmarła w poniedziałek w Warszawie Joanna Chmielewska, jedna z najpopularniejszych polskich pisarek ostatniego półwiecza – pisze Jacek Marczyński.
Nikt zapewne nie potrafi zliczyć wszystkich tytułów jej autorstwa. Pełna lista powieści, poradników, książek dla dzieci i młodzieży plus osiem tomów autobiografii liczy około 80 pozycji. Ale też zapewne nie ma Polaka, który nie wiedziałby, kim jest, a od dzisiaj, niestety, kim była – Joanna Chmielewska.
Naprawdę nazywała się Irena Barbara Kuhn. Jak kiedyś powiedziała, zaczęła pisać pod pseudonimem, bo była akurat w trakcie rozwodu i nie chciała szargać nazwiska męża. Pewnie tak by się nie stało, bo niemal od razu odniosła sukces. A dla milionów czytelników stała się po prostu Joanną, gdyż takie imię miała bohaterka, którą wykreowała w pierwszej swej powieści „Klin" wydanej w 1964 roku. Nie od razu chciała zostać pisarką. Studiowała architekturę na Politechnice Warszawskiej, pracowała w Biurze Projektów „Stolica" i przy budowie warszawskiego Domu Chłopa. Miała 30 lat, gdy z rękopisem „Klinu" udała się do ówczesnego redaktora naczelnego „Przekroju", Mariana Eile. On powieść przeczytał i skierował autorkę do Wydawnictwa „Czytelnik". Poradził jednak, by na spotkanie nie ubrała się zbyt elegancko. Poszła więc z siatką pełną zakupów.
"Lekarstwo na miłość", film na podstawie kryminału Joanny Chmielewskiej: Debiutancki „Klin" dziś znają wszyscy, jeśli nie w literackim oryginalne, to w ekranizacji Jana Batorego jako „Lekarstwo na miłość". To przecież jedna z kultowych komedii czasów PRL z Kaliną Jędrusik i Andrzejem Łapickim w rolach głównych oraz plejadą gwiazd w tle (Krystyna Sienkiewicz, Mieczysław Czechowicz, Jacek Fedorowicz, Wieńczysław Gliński). Z Joanną wykreowaną przez Chmielewską mogły utożsamiać się czytelniczki w PRL. Była kobietą pracującą na etacie (w biurze projektowym), ale jak większości Polek obowiązki zawodowe nie absorbowały jej aż tak bardzo, by nie mogła w godzinach pracy zajmować się innymi rzeczami. Joanna – trochę lekkomyślna, uwielbiająca plotki i ciągle trafiająca facetów, którzy robili na niej piorunujące wrażenie – miała ponadto jedną, wyjątkową przypadłość. Uwielbiała wplątywać się w kryminalne afery. Niezwykła popularność powieści Joanny Chmielewskiej wynikała z faktu, że pisarka, obdarzona zmysłem obserwacyjnym, portretowała prawdziwe życie codzienne w PRL, a wymyślone przez nią kradzieże i zabójstwa pozbawione były ideologicznego dydaktyzmu jak u większości krajowych autorów. – Wielu z tych pisarzy było nieźle zorientowanych w tym, co się działo – wspominała w jednym z wywiadów. – Byli upolitycznieni, w przeciwieństwie do mnie, bo ja polityki alergicznie nie znoszę. Nie miałam znajomości, chodów ani niczego takiego. Nie posługiwałam się aktami milicyjnymi. Moja twórczość jest innego rodzaju. Nazywano ją polską Agatą Christie, u obu nawet najpoważniejsza intryga kryminalna podszyta była zawsze humorem i ironią. I tak jak sławna Brytyjka okazała się niesłychanie płodną autorką, która potrafiła wydawać po trzy książki rocznie. – Agata pisała inaczej i zupełnie co innego – wyjaśniała Joanna Chmielewska. – U niej sens i sedno utworu, podstawę rzeczy stanowiła zagadka kryminalna. Zagadka skonstruowana starannie i skrupulatnie. U mnie natomiast sednem utworu są okoliczności towarzyszące tej zagadce. W przeciwieństwie do wielu polskich autorów literatury popularnej w okresie transformacji przeszła bezproblemowo z jednej polskiej rzeczywistości w drugą. W latach 90. do powieści kryminalnych dołączyła jednak kolejne tomy swej autobiografii ( pierwszy ukazał się w 1993 roku) oraz literaturę poradnikową, przede wszystkim „Jak wytrzymać z mężczyzną" oraz „Jak wytrzymać ze współczesną kobietą". Odbywała też dziesiątki spotkań autorskich, choć prywatnie twierdziła, że nie lubi takich rozmów z czytelnikami. Nie odmawiała, bo wiedziała, że ludzie pragną z nią również bez pośredniego kontaktu. Łączny nakład jej książek w Polsce przekroczył sześć milionów, ponad sto razy jej książki przetłumaczono na języki obce. Szczególną sławę zyskała w Rosji, gdzie stała się jedną z najpopularniejszych pisarek zagranicznych. Niektóre jej powieści, w tym m. in. bestseller „Wszystko czerwone", w Rosji sfilmowano. U nas Oprócz „‚Klinu" reżyserzy zainteresowali się jedynie „Upiornym legatem", z którego w 1979 r. powstała jednak nie najlepsza komedia „Skradziona kolekcja" zrealizowana przez Jana Batorego. Fenomen swej ogromnej popularności skwitowała w którymś z wywiadów jednym zdaniem: „Proszę pokazać mi kogoś w naszym kraju, kto pisze pogodnie i dowcipnie!". I rzeczywiście, w III RP nękanej politycznymi kłótniami, walką z kolejnymi aferami i kryzysami, pisarstwo Chmielewskiej stało się rodzajem lekarstwa. Nie na miłość, ale na życie codzienne. A takie zawsze jest najbardziej potrzebne.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA