fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Kryzysowa fala samobójstw

Fot. Victor
Flickr
Brak pracy i środków do życia coraz częściej motywem prób samobójczych. W pół roku było ich 4,2 tys.
Alarmująco przybywa osób, które nie widząc innej możliwości rozwiązania swoich problemów, odbierają sobie życie. Z danych Komendy Głównej Policji, do których dotarła „Rz", wynika, że w I półroczu 2013 r. osób, które próbowały popełnić samobójstwo, było o ponad tysiąc więcej niż w tym samym czasie rok temu.

Jest bardzo źle

Rosnący trend potwierdza prof. Maria Jarosz, socjolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN, autorka publikacji  i badań dotyczących samobójstw. Jej zdaniem, jest ich jeszcze więcej, niż pokazują policyjne statystyki.Ile rób samobójczych było w Polsce w I półroczu 2013 r.
– Od 2009 r. liczba samobójstw rośnie, już skoczyła do ponad 6 tys., a tempo wzrostu jest podobne jak w Grecji – mówi „Rz" prof. Jarosz. – Są  one wskaźnikiem kondycji społecznej, także dezintegracji społeczeństwa. Jeżeli ich liczba rośnie, jest to bardzo mocny wskaźnik, że jest źle – tłumaczy.
Z danych policji wynika, że w ciągu sześciu miesięcy tego roku na życie targnęły się 4192 osoby, z których ponad 3 tys. nie przeżyło.  Jeśli sytuacja się nie poprawi (a drugie półrocze zwykle jest gorsze pod tym względem niż pierwsze), w całym roku liczba prób samobójczych grubo przekroczy 8 tys., podczas gdy w zeszłym roku wyniosła 5791 (4177 zakończyło się śmiercią).
Średnio w tym roku dochodziło do blisko 700 prób samobójczych miesięcznie. W ubiegłym roku – do 480.

Zabijają się panowie

Kim są desperaci? Na ogół to mężczyźni, którzy – według danych policji – stanowią ponad 80 proc. samobójców. Najczęściej się wieszają, rzadziej rzucają się z mostu czy z okna, podcinają żyły czy trują środkami nasennymi.
Jakie są ich motywy? Eksperci, jak i liczby potwierdzają, że – obok nieporozumień rodzinnych – powodem coraz częściej jest brak środków do życia.
Z danych policji wynika, że z tych powodów  w I półroczu 2013 r. łącznie próbowało się zabić ponad 300 osób (z tego 234 z powodu złych warunków ekonomicznych, a 73 z powodu nagłej utraty źródła utrzymania). To niemal tyle co w całym 2008 r. i proporcjonalnie więcej niż w ubiegłym (w całym 2012 r. takich przypadków było niespełna 500).

Nie wytrzymują eksploatacji

Jedni robią to w ciszy, inni chcą, by ich dramat ujrzał światło dzienne.
Spektakularny sposób wybrał 56-letni Andrzej F. z Kielc, który w czerwcu podpalił się pod Kancelarią Premiera. Zmarł po kilku dniach. – Podpalił się z biedy – mówiła w mediach jego żona. F. z powodu choroby kręgosłupa stracił pracę, nie mógł znaleźć nowej, rodzina żyła z ok. 500 zł zasiłku.
Długi miały popchnąć do samobójstwa 57-letniego Jana G. z Siedlec prowadzącego firmę transportową. Ogłuszył żonę i założył jej pętlę na szyję, potem sam się powiesił. Przez kryzys, brak zleceń miał wpaść w długi.
Głośno było też o Krzysztofie M., bezrobotnym dwudziestokilkulatku z Lubelszczyzny, który sprowokował czołowe zderzenie, by się zabić. Śmierci uniknął, zginął niewinny kierowca.
– Trudne warunki ekonomiczne, bezrobocie, coraz mniej środków na życie i coraz większa eksploatacja pracownika. To ludzi najbardziej dobija, niektórzy psychicznie nie wytrzymują – mówi „Rz" prof. Brunon Hołyst, kryminolog.
Rośnie liczba samobójstw. W tym roku już...  (wideo)

Desperaci po 50.

Inny trend zauważalny w  policyjnych danych: dziś częściej niż kiedyś do samobójstw popycha ludzi przewlekła choroba. W I półroczu była powodem 273 prób samobójczych, czyli niemal tylu co w całym 2012 r. (wtedy 288).
Choć specjaliści zastrzegają, że tak naprawdę nigdy nie ma 100-proc. pewności, czym się kierował samobójca. Zwłaszcza że zwykle nakłada się na siebie kilka przyczyn. – Ustalamy je na podstawie informacji od rodziny, sąsiadów, dzięki listom pożegnalnym, jakie zostawiają desperaci – mówi Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji.
Odebrać sobie życie próbują najczęściej ludzie po pięćdziesiątce (co piąty samobójca) oraz po trzydziestce. Najczarniejsze dni to sobota i poniedziałek.
W kryzysie pogarszają się też kontakty międzyludzkie.
– Rywalizacja o etat powoduje, że ludzie zachowują się jak bestie. A szefowie w myśl zasady „dziel i rządź" podsycają konflikty – mówi „Rz" pracownik jednego z państwowych urzędów.
– Tempo życia jest szybkie, narasta wrogość, człowiek człowiekowi staje się wilkiem. Zanika życzliwość i choć ludzie w sytuacjach ekstremalnych się jednoczą, to w życiu codziennym okazują sobie wrogość – potwierdza prof. Hołyst.
Niedawno Marek S., asesor w Prokuraturze Rejonowej w Piszu, zamknął się w pokoju i chciał podciąć sobie żyły. W liście pożegnalnym – jak pisały media – skarżył się na złą atmosferę w pracy i mobbing. Sprawę badają śledczy z Łomży. – Niehumanitarne warunki związane z atmosferą w pracy mogą wpływać na decyzje samobójców – podsumowuje prof. Hołyst.
Eksperci sugerują, że policyjne dane odsłaniają tylko część prawdy o samobójstwach. W istocie jest ich więcej.
– To lekarze, a nie policjanci wystawiają akty zgonu – zauważa jeden z rozmówców „Rz". Policjanci badają te przypadki, co do których są wątpliwości, czy np. ktoś desperata nie nakłaniał do śmierci albo czy tak nie uprzykrzył mu życia, że ten postanowił się zabić.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki g.zawadka@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA