Finanse

Przymknąć drzwi rajów podatkowych

Bruksela chce utrudnić lokowanie oszczędności bogatym europejczykom.Naciskają na to Niemcy, które co roku tracą miliardy euro z tytułu niezapłaconych podatków - pisze korespondentka "Rzeczpospolitej" z Brukseli
Potężne Niemcy kontra maleńki Liechtenstein – ten konflikt zdominował wczorajsze spotkanie ministrów finansów krajów Unii Europejskiej. Co prawda przedstawicieli księstwa tam nie było, ale ważyły się losy tego raju podatkowego.
Kilka dni wcześniej Berlin omal nie zablokował przyjęcia Liechtensteinu do strefy Schengen – europejskiego obszaru bez kontroli granicznej. Ostatecznie się zgodził, ale zażądał zdecydowanych działań Komisji Europejskiej w celu ukrócenia działalności rajów podatkowych. Głównym podejrzanym jest Liechtenstein, bo Niemcy weszły w posiadanie poufnych raportów pokazujących działalność około 600 fundacji czy powierników, którzy w imieniu osób fizycznych lokują pieniądze na kontach w tym kraju. Faktycznie jednak podobny proceder ma miejsce w innych państwach znanych z tajemnicy bankowej, jak Andora, Monako czy Szwajcaria. Niemcy szacują, że co roku do ich budżetu wpływa o 30 mld euro mniej z powodu ucieczki oszczędności.
– Są luki w przepisach, bo unijna dyrektywa (o wymianie informacji o oszczędnościach – przyp. red.) stosuje się tylko do osób fizycznych, a nie do instytucji – przyznaje Maria Assimakopoulou, rzeczniczka Komisji Europejskiej. Dzięki temu Liechtenstein nie musi przekazywać innym krajom informacji o wypłacanych odsetkach. Taki obowiązek istnieje w przypadku kont, których posiadaczami są osoby fizyczne. Wtedy państwo pochodzenia nakłada na oszczędzającego podatek, zgodnie z zasadą kraju-rezydencji. Jeśli ktoś o kontach nie wie, to oszczędzający. Europejskie raje podatkowe nie są członkami Unii Europejskiej. Ale wiąże je ze Wspólnotą wiele umów, w tym obowiązek przestrzegania dyrektywy z 2005 roku. Ta zaś mówi o konieczności przekazywania informacji. Kraje, które dostały okres przejściowy na uchylenie tajemnicy bankowej, jak Austria, Belgia, Luksemburg, muszą pobierać podatek od odsetek. Przez pierwsze trzy lata obowiązywania dyrektywy jest to 15 proc., przez kolejne trzy lata – 20 proc., przez następne lata – 35 proc. Trzy czwarte dochodów z tego tytułu przekazują krajom pochodzenia posiadaczy kont. Podobne zasady dotyczą Liechtensteinu, Monako, Andory i San Marino. Na razie Komisja Europejska ma przygotować raport – już w maju – o dotychczasowych efektach działania dyrektywy i ewentualnie propozycje zmiany przepisów, które uwzględniłyby także instytucjonalnych właścicieli kont. Problem jednak w tym, że zmiany wymagają jednomyślności. A Austria, Belgia i Luksemburg są niechętne. – Naszym zdaniem przepisy są jasne – powiedział austriacki minister Wilhelm Molterer. Kraje te dały do zrozumienia, że zaostrzenie przepisów może nastąpić tylko wtedy, gdy Brukseli uda się skłonić kraje trzecie do przyjęcia jej reguł. Z europejskimi minipaństwami może się to udać, ale dalekie raje – jak Macao, Singapur i Hongkong – do tej pory odmawiały współpracy. co roku nie wpływa do niemieckiego budżetu z powodu tzw. ucieczki oszczędności masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.slojewska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL