fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Gdzie jest cyfrowa szkoła?

Fotorzepa, Sławomir Mielnik SM Sławomir Mielnik
Na informatyzację szkół wydano już miliardy złotych. Efektów tych inwestycji niestety wciąż nie widać.
Do końca czerwca do wojewodów ma trafić raport z pilotażowego programu „Cyfrowej Szkoły". Od jego wyników zależy, czy rząd przeznaczy ok. 2 mld zł na wyposażenie szkół w jak to się określa – technologie informacyjno-komunikacyjne (TIK).
Zgodnie z zapowiedziami z początku 2012 r. miał on zrewolucjonizować polską szkołę. Tablety, tablice multimedialne, a także e-podręczniki miały zupełnie zmienić obraz edukacji. Korzyści? No właśnie. Ministerstwo Edukacji, odpowiedzialne za przygotowanie rozporządzenia, które było niezbędne do uruchomienia programu, nie potrafiło wytłumaczyć partnerom z rządu, co dzięki tym zmianom zyskają uczniowie. Przegrało też konfrontację z Ministerstwem Finansów, które  postawiło na swoim i uzależniło przekazanie pieniędzy na realizacje programu od wyników pilotażu. Pieniądze będą, jeżeli pilotaż pokaże, że uczniowie dzięki nowoczesnej technologii mogą się uczyć wydajniej, lepiej i ciekawej.
Rząd obiecywał kilka programów cyfryzacji edukacji. Skończyło się na zapowiedziach
Trudno się dziwić stanowisku resortu finansów. Od 2004 r. funkcjonuje portal Scholaris, poświęcono na niego co najmniej 50 milionów złotych. Znawcy tematu przekonują, że jest to wzorowy przykład zbyt lekkiego traktowania budżetowych czy unijnych środków. Oddany do użytku w 2006 r. portal przeszedł już kilka modernizacji. Dokupywano mocniejsze serwery, weryfikowano treści, koszty zmian przekroczyły już koszty stworzenia tego portalu. Scholaris, który miał służyć nauczycielom i uczniom, nigdy nie spełnił swoich oczekiwań, liczba wejść na portal była sporadyczna. To dlatego, według ostatniej koncepcji Scholaris ma być teraz portalem przeznaczonym dla nauczycieli.
Dlaczego projekt się nie udał? Odpowiada były urzędnik resortu edukacji: – W pierwszym etapie zabrakło promocji i reklamy, potem zaczęła się permanentna modernizacja. Nasz rozmówca zaznacza, że niektóre z informatycznych projektów realizowanych przez MEN padały z powodu kwestii politycznych. W 2008 r. zostały wstrzymane realizowane od 2005 r. programy „Pracownie komputerowe dla szkół", „Internetowe Centra Informacji Multimedialnej" i szereg innych – jak doposażenie – centrów kształcenia praktycznego czy Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. – Kierownictwo resortu za wszelką cenę chciało się jak najszybciej rozliczyć z tych projektów przed instytucjami unijnymi. Byli przekonani, że skoro programy realizowali wcześniej ich oponenci polityczni PiS, a wcześniej SLD, to muszą być tam ukryte jakieś afery – mówi nasz informator.
W ten sposób zatrzymano największy do tej pory projekt doposażeniowy szkół, który objął 20 tys. placówek, ponad połowę wszystkich i kosztował 1,3 mld zł. W zamian rząd obiecywał komputery dla pierwszoklasisty, a potem gimnazjalistów. Na obietnicach się skończyło.
Teraz MEN ma nową wizję. Za 45 mln zł chce stworzyć e-podręcznik i za darmo rozdać go uczniom. Z tym wiążą się kolejne kontrowersje. Po pierwsze, tego typu projekt nie powiódł się w żadnym kraju. Dla przykładu stworzona w 2006 r. we współpracy z Microsoftem w Filadelfii szkoła School of Future, w której uczniowie kształcą się bez tradycyjnych podręczników, ma jedne z najgorszych wyników nauczania w całym stanie.
W Katalonii nieudana próba cyfryzacji szkół skończyła się dymisją ministra edukacji, w Korei Południowej uczniowie po próbach nauki z e-podręcznikami stwierdzili, że wolą tradycyjne. Mimo to MEN konsekwentnie realizuje program, choć z wyjątkiem treści do nauczania początkowego, w projekcie nie bierze udziału żaden profesjonalny wydawca. Ci zbojkotowali przedsięwzięcie, po tym jak resort edukacji zignorował ich stanowisko w debacie na temat projektu.
– Problem polega na tym, że w ministerstwie nie ma decyzyjnych osób, z którymi można by było porozmawiać merytorycznie na temat cyfryzacji szkół. Rozmowy z wiceminister Joanną Berdzik, która koordynuje ten segment edukacji, bardzo szybko kończą się stwierdzeniem: – „realizujemy rządowy program i to jest odpowiedź na wszystkie wątpliwości" – mówią osoby znające kulisy programu Cyfrowej szkoły i powiązanego z nim e-podręcznika.
Nad stworzeniem spójnej koncepcji cyfryzacji polskich szkół od 2008 r. przez trzy kolejne lata pracowało kilkunastu profesorów i zewnętrznych ekspertów z Rady ds. Edukacji Informatycznej i Medialnej. Powstał dokument, który zakładał stworzenie Powszechnej Sieci Edukacji, wirtualnych środowisk kształcenia (to w tym kierunku idą najbardziej rozwinięte cyfrowo państwa), szkoleń dla nauczycieli czy programów wsparcia dla szkół. MEN, zamiast przyjąć rekomendację ekspertów, wrzucił ich projekt do szuflady i stworzył własne założenia dla „Cyfrowej szkoły". Gdy zostały przedstawione, okazało się, że według wytycznych MEN dałoby się zinformatyzować szkoły, kupując im zamiast komputerów odtwarzacze mp3 lub aparaty cyfrowe.
Absurdów jest więcej. W ramach koncepcji MEN za 20 mln zł ogólnopolskie szkolenia z wykorzystania technologii informatyczno-komunikacyjnych dla nauczycieli prowadzi fundacja, która nigdy wcześniej nie prowadziła tego typu akcji. Co ciekawe, z fundacją była związana wcześniej wiceminister Berdzik.
Podobne przykłady można wymieniać długo. Problem w tym, że 30 czerwca 2013 r. mija 5-letni okres tzw. trwałości projektów z ostatniego dużego doposażenia szkół w 2008 roku. Zdaniem ekspertów to oznacza, że w polskich szkołach będzie ponad pół miliona sprawnych, ale przestarzałych komputerów. Jeżeli pilotaż „Cyfrowej szkoły" nie przyniesie pokładanych w nim oczekiwań, to może się okazać, że projekt cyfryzacji oświaty doprowadzi szkoły do wykluczenia cyfrowego. Nie byłoby w tym zresztą nic dziwnego. Rząd Donalda Tuska obiecywał już kilka programów informatyzacji szkół, które skończyły się na zapowiedziach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA