fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Erdogan odciąga Turcję od Zachodu

AFP
Jędrzej Bielecki
Brutalny sposób, w jaki Recep Erdogan rozprawił się z przeciwnikami, stawia pod znakiem zapytania uprzywilejowane stosunki między Turcją a Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską.
W nocy z wtorku na środę policja przy użyciu gumowych kul i gazów łzawiących rozpędziła manifestantów z placu Taksim w centrum Stambułu. Parę godzin przed rozpoczęciem akcji premier w wystąpieniu telewizyjnym ostrzegł manifestantów:
– Wzywam wszystkich, którzy są na Taksim lub manifestują gdzie indziej: opuśćcie te miejsca, skończcie z tymi incydentami i niech towarzyszą wam moje ciepłe uczucia. Ale do tych, którzy chcą kontynuować protesty, mówię wprost: jest już po wszystkim. Od tej pory nie mam już dla was cierpliwości.
W środę Erdogan co prawda przyjął „mediatorów” – aktorkę, piosenkarza i pisarza. Jednak ci, którzy protestowali na Taksim, uważają, że żaden z nich nie jest ich reprezentantem.
Siłowa metoda rozprawienia się z przeciwnikami przez Erdogana nie tylko jest trudna do pogodzenia z obyczajami zachodnich demokracji, ale także wywołuje coraz większy sprzeciw Waszyngtonu.
– Mamy rosnące obawy z powodu nadmiernego użycia siły, dużej liczby rannych. Wzywamy wszystkie strony do powstrzymania się od przemocy – powiedział rzecznik Białego Domu Jay Carey.
Zdaniem Bulenta Aliriza z waszyngtońskiego Center for Strategic and International Studies (CSIS) stosunki między USA i Turcją coraz bardziej przypominają relacje Ameryki z Egiptem w schyłkowym okresie rządów Hosniego Mubaraka: z powodu wielu wspólnych interesów administracja Obamy nie będzie otwarcie krytykować Turcji, ale zacznie się od niej dystansować.
Erdogan w przeszłości już narażał się Waszyngtonowi, m.in. sprzeciwiając się w 2010 roku w ONZ sankcjom przeciw Iranowi, a później nazywając syjonizm „przestępstwem przeciwko ludzkości”. Obama zdołał jednak doprowadzić niedawno do pogodzenia Turcji i Izraela.
Bardzo daleko zaszło już natomiast ochłodzenie między Ankarą a Brukselą. Choć negocjacje między Unią a Turcją zaczęły się już osiem lat temu, do tej pory udało się zamknąć jedynie 1 z 35 rozdziałów rokowań. Jednym z powodów było „zawieszenie” pertraktacji trzy lata temu. Innym – niemożność otwarcia rozmów w 17 obszarach jak handel czy współpraca celna, gdyż tureckie władze nie uznają jednego z krajów UE – Cypru. Nawet jednak gdyby rozmowy kiedyś się zakończyły, wcale nie musi to oznaczać członkostwa. Niemcy i Francja wymusiły bowiem, aby ich efekt był „sprawą otwartą”. Takich warunków nie postawiono żadnemu z krajów kandydackich. Nowy prezydent Francji Francois Hollande co prawda krytykował sprzeciw swojego poprzednika Nicolasa Sarkozy’ego wobec integracji Turcji, ale odkąd jest u władzy, nie tylko nie chce podjąć w tej sprawie żadnych zobowiązań, ale nawet zapowiedział, że za jego kadencji kraj nie przystąpi do Wspólnoty.
– Akcesja Turcji do Unii jest już sprawą czysto teoretyczną. Od blisko 10 lat Turcy nawet nie byli zapraszani do udziału w szczytach przywódców UE – mówi „Rz” Nicolas Veron z Instytutu Bruegla w Brukseli.
Nie koniec na tym. Komisja Europejska odrzuciła starania Ankary o udział w rozpoczynających się wkrótce rokowaniach między Unią i USA nad utworzeniem największej strefy wolnego handlu na świecie. Turcy nie otrzymali także żadnych zobowiązań Brukseli co do zniesienia wiz dla swoich obywateli mimo porozumienia o readmisji, jaki zawarli z Grecją. Z możliwości swobodnego podróżowania po całej zjednoczonej Europie Polacy korzystają już od dwóch dekad.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA