Ministerstwo Sprawiedliwości chce zreformować aplikację ogólną. Projekt założeń zmian w ustawie o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury ma być gotowy najpóźniej w sierpniu. Wszystko wskazuje na to, że najbliższy (październikowy) nabór na aplikację ogólną może być ostatni. Resort myśli bowiem o jej likwidacji.
– To na razie tylko propozycje do dyskusji – zastrzega Grzegorz Wałejko, wiceminister sprawiedliwości. Tłumaczy, że jeśli dojdzie do likwidacji aplikacji ogólnej, to będzie jeden nabór do KSSiP na aplikacje sędziowską i prokuratorską oraz zwykłe szkolenie dla przyszłych asystentów. Każdy od początku będzie decydował się na zawód, o którym marzy. Dziś większość wybiera aplikację ogólną, bo jest to pierwszy (obowiązkowy) etap do zawodu sędziego i prokuratora. A na aplikacje specjalistyczne dostają się tylko najlepsi i miejsca są limitowane. Inni mogą zostać asystentami, ale o to jest trudno ze względu na ograniczoną liczbę etatów. Szkopuł w tym, że wszyscy aplikanci ogólni dostają co miesiąc stypendia – 3,3 tys. zł (brutto), a tylko niewielu trafia do sądów.
– Państwo płaci więc za dobre przygotowanie prawnicze, ale nie może żądać zwrotu nakładów na naukę od tych, którzy szkołę skończyli, a asystentami nie zostali
– wyjaśnia Grzegorz Wałejko. Stąd też pomysł na reformę.
– Bezpośredni nabór na aplikacje specjalistyczne to lepsze, tańsze i szybsze rozwiązanie – ocenia w rozmowie z „Rz“ Rafał Dzyr, wicedyrektor KSSiP ds. aplikacji. Dodaje, że aplikacja ogólna powinna zostać zlikwidowana lub zastąpiona asystencką, która nie będzie przedsionkiem do aplikacji specjalistycznych. Te z kolei nie powinny trwać dłużej niż trzy lata. Przekonuje też, że jeśli droga do zawodu asystenta sędziego i prokuratora ma przebiegać przez aplikację (a nie musi), to trzeba je rozdzielić.
806 aplikantów przyjęto w ciągu trzech lat
– Samych aplikacji asystenckich nie musi zresztą prowadzić KSSiP – uważa Dzyr. – Wystarczy, by były przez nią koordynowane. Ich prowadzenie mogliby przejąć prezesi sądów apelacyjnych i prokuratorzy apelacyjni.
Kierunek reformy krytykuje Piotr Kwaka, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziego.
– Dzisiejsza aplikacja ogólna dobrze przygotowuje do zawodu asystenta – twierdzi. Zapewnia też, że nie wyobraża sobie, by mogło ją zastąpić jakieś centralne szkolenie. – Bez praktyk nie ma mowy o dobrym przygotowaniu – uważa. Przyznaje jednak, że dochodzi do paradoksów. Otóż aplikant aplikacji ogólnej, który szkoli się na asystenta, zarabia więcej, niż kiedy już nim zostanie i dostanie pracę w sądzie rejonowym (około 2 tys. zł netto).
3,3 tys. zł brutto stypendium dostaje miesięcznie aplikant Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury
Z kolei sędzia Marcin Łochowski podkreśla, że najważniejsze, by asystenci w sądzie byli. Nie widzi jednak konieczności prowadzenia dla nich aplikacji. – Wystarczy szkolenie, bo pierwsze miesiące pracy asystenta i tak polegają na poznawaniu praktyki – dodaje.
Pierwszy rocznik aplikacji ogólnej rozpoczął naukę w 2009 r. Przez trzy lata szkoła wyuczyła 605 aplikantów, kolejnych 201 jest w trakcie nauki. Tylko połowa z tych, którzy naukę już skończyli, pozostała w szkole na aplikacji sędziowskiej i prokuratorskiej. Dziś, by zostać sędzią, trzeba skończyć roczną aplikacją ogólną, a potem trwającą 4,5 roku sędziowską.
Nauka na prokuratora jest krótsza. Po rocznej aplikacji ogólnej specjalistyczna trwa tylko 2,5 roku. Liczby 806 aplikantów przyjęto w ciągu trzech lat
Czytaj także w serwisie:
»