fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ustrój i kompetencje

Wybory prezydenckie 2020: Witek czeka, a Senat pracuje

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Szybkie „zakończenie sprawy" poprzedniego terminu wyborów przez PKW nie oznacza szybkiego zarządzenia ponownych przez marszałek Sejmu.

Lipcowe głosowanie nadal jest możliwe. Marszałek najwyraźniej liczy na krótsze terminy „awaryjnego" kalendarza wyborczego.

Marszałek czeka na zakończenie prac nad ostatnią ustawą o wyborach mieszanych, upoważniającą ją do skrócenia terminów wyborczych. A pomaga jej w tym brak publikacji uchwały Państwowej Komisji Wyborczej.

Czytaj także:

Marszałek mogła zarządzić wybory już 11–12 maja, tuż po uchwale PKW z 10 maja podjętej w dniu niedoszłych wyborów. Wynika z niej, że się one nie odbyły, i wskazuje „awaryjną" i uregulowaną konstytucyjnie szybszą ścieżkę ponownych wyborów. A więc na przykład na 12 lub 19 lipca, przy zachowaniu konstytucyjnego wymogu, aby głosowanie odbyło się w ciągu 60 dni od zarządzenia marszałek.

Wcześniejszy termin, tak często wskazywany przez stronę rządową, czyli 28 czerwca, byłby raczej zbyt wczesny, gdyż blokuje go np. 55-dniowy termin (licząc do głosowania) z kodeksu wyborczego na zgłoszenie komitetów wyborczych.

Odsuwając publikację uchwały PKW, strona rządowa przesuwa 14-dniowy termin, w którym marszałek ma zarządzić ponowne wybory, ale odsuwa też dzień głosowania, czego PiS wyraźnie chce uniknąć. Liczy zatem na poluzowanie kalendarza wyborczego na postawie ustawy leżącej w Senacie.

Senat ma na jej rozpatrzenie formalnie czas do 12 czerwca. Marszałek Witek nawet następnego dnia po ogłoszeniu ustawy może zarządzić wybory, mocno przy tym skracając kalendarz wyborczy. Oddawanie głosów w pierwszej turze mogłoby nastąpić pod koniec lipca.

Artykuł 15 najnowszej ustawy pozwala marszałek Sejmu, po zasięgnięciu opinii PKW, w postanowieniu o zarządzeniu wyborów określić dni, w których upływają terminy wykonania czynności wyborczych z uwzględnieniem skrócenia kalendarza maksymalnie do 60 dni.

Krótsze terminy uderzą w nowe komitety, gdyż rejestracje i zebrane podpisy tych, które już brały udział w tegorocznych wyborach, będą honorowane przez PKW. Szybsze działanie Senatu, dodatkowe dwa tygodnie dałyby kalendarzowi wyborczemu i samym wyborom pewien oddech.

Dodajmy, że czekająca w Senacie ustawa skraca terminy sądowej kontroli wyborów: protesty przeciwko wyborowi prezydenta będzie można wnieść do SN nie później niż w ciągu trzech dni od podania wyników wyborów (było 14) , a uchwałę w sprawie ważności wyborów SN ma podjąć w ciągu 14 dni od podania wyników – było 30 dni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA