fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Prof. Waldemar Gontarski o kompromisie ws. budżetu UE: Same deklaracje liderów nie wystarczą

Jarosław Kaczyński, Viktor Orbán i Matuesz Morawiecki zgodzili się na propozycję niemieckiej prezydencji
facebook.com/orbanviktor
Trzeba prawnie wiążąco doprowadzić do zgodności rozporządzenia o warunkowości z prawem traktatowym UE – mówi prof. Waldemar Gontarski, adwokat, były pełnomocnik RP przed TSUE.

W spekulacjach, jak mógłby wyglądać kompromis w sprawie budżetu, UE mówi się o jakimś obudowaniu spornego rozporządzenia o warunkowości np. solenną deklaracją przywódców na szczycie. Jaką miałaby ona moc, panie profesorze?

Szczyt unijny może politycznie zobowiązać swoich ministrów do pewnych działań, ale dopóki ministrowie zebrani na posiedzeniu Rady nie wydadzą odpowiedniego aktu prawnego (czy choćby jednostronnej deklaracji), z traktatowego punktu widzenia nie ma o czym mówić – oto możliwa granica prawnie dopuszczalnego kompromisu.

Czyli same deklaracje choćby najwyższego szczebla niewiele znaczą?

Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jednostronna deklaracja, która stworzyła zobowiązania prawne dla podmiotu składającego deklarację, nie może zostać arbitralnie odwołana – tyle możemy powiedzieć o ewentualnych deklaracjach (oświadczeniach) do rozporządzenia Unii Europejskiej warunkującego wypłatę funduszy unijnych. Dodajmy, że zgodnie z art. 15 ust. 1 traktatu o Unii Europejskiej deklaracja Rady Europejskiej interpretująca czy uściślająca rozporządzenie nie będzie mieć mocy prawnej, o czym przekonała się Polska, skarżąc się do TSUE, że z konkluzjami Rady Europejskiej ustalającymi wieloletnie ramy finansowe nie jest zgodne prawo wydane przez instytucje unijne (wyrok TSUE w sprawie C-5/16, pkt 86).

Co trzeba zatem uzyskać w tych negocjacjach, by uspokoić obiekcje Polski, a jak kto woli – rządu polskiego?

Mówiąc najogólniej, wynegocjowane w listopadzie przez instytucje UE (tzw. trilog) rozporządzenie o warunkowości narusza art. 7 ust. 2 TUE – choćby dlatego, że przepis ten wymaga, aby wstrzymanie wypłaty funduszy unijnych było możliwe, jeśli naruszenie praworządności miało miejsce (i było „poważne i stałe"), a w myśl rozporządzenia wystarczy, istnienie ryzyka takiego naruszenia. Dlatego traktatową granicą kompromisu planowanego na ten tydzień szczytu unijnego jest to, aby odpowiednie instytucje unijne (Parlament Europejski i Rada Ministrów państw członkowskich), uprawnione do wydania rozporządzenia, a nie sam szczyt (czyli Rada Europejska), doprowadziły do zgodności tegoż rozporządzenia z prawem traktatowym.

Piłka zatem na boisku liderów państw członkowskich?

Szczyt unijny (prezydenci lub szefowie rządów) może politycznie zobowiązać swoich ministrów do pewnych działań, ale dopóki ministrowie zebrani na posiedzeniu Rady (nie mylić z Radą Europejską) nie wydadzą odpowiedniego aktu prawnego (czy choćby jednostronnej deklaracji), z traktatowego punktu widzenia nie ma o czym mówić. W przeciwnym razie instytucje unijne pod płaszczykiem ochrony praworządności będą mogły w świetle rozporządzenia praworządność (na którą składa się m.in. pierwszeństwo prawa traktatowego przed rozporządzeniem) naruszać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA