fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Podwójny obwarzanek dla Igi

Iga Świątek i jej ekipa na korcie w Rzymie
Iga Świątek i jej ekipa na korcie w Rzymie po finałowym zwycięstwie
AFP
Bajeczny sukces Igi Świątek w Rzymie. Polka pokonała w finale Karolinę Pliskovą 6:0, 6:0 i jest dziesiątą rakietą świata.

W międzynarodowym tenisie wynik 6:0, 6:0 to „double bagel", czyli podwójny obwarzanek, choć lokalnych nazw jest o wiele więcej i nie wszystkie tak smaczne (po polsku mówi się „rower"). W zawodowych meczach zdarza się rzadko, a w finale turnieju WTA 1000 (dawniej Premier 5, jeszcze dawniej Tier I) w Rzymie pojawił się pierwszy raz.

Ten znakomity rezultat to przede wszystkim zasługa rewelacyjnie grającej Polki. Jak zaczęła od gema wygranego bez straty punktu, tak bez zatrzymania pędziła na Campo Centrale do efektownego zwycięstwa, prezentując to, co najlepsze w jej młodym tenisie: dynamikę serwisów i forhendów, bezlitosną precyzję większości zagrań, świetną szybkość nóg i kreatywność w wyborze uderzeń.

Wyszedł jej finał marzenie: 12 gemów wygranych w 46 minut, tylko 13 straconych piłek w drodze po srebrny puchar i czek na 178 630 euro oraz bardzo przyjemną świadomość, że od poniedziałku będzie po raz pierwszy w czołowej dziesiątce świata.

– Jestem naprawdę szczęśliwa i trochę przytłoczona, gdyż na początku turnieju nie śmiałabym marzyć o tej wygranej, było mi bardzo trudno – brzmiały pierwsze słowa nowej mistrzyni.

To prawda – mecze z Alison Riske, Madison Keys i zwłaszcza spotkanie z Barborą Krejcikovą, w którym Polka obroniła dwie piłki meczowe, nie zapowiadały takiego rozwoju akcji, ale po przerwie na deszcz od słonecznej soboty Iga Świątek była już nie do zatrzymania dla Eliny Switoliny, Cori Gauff i wreszcie Karoliny Pliskovej.

Skuteczność polskiej mistrzyni jest godna pochwały. W cyklu WTA zagrała o tytuł czwarty raz, wygrała trzy finały. W turniejach ITF ma bilans perfekcyjny: siedem zwycięstw i zero porażek, w karierze juniorskiej na osiem finałów przegrała tylko dwa.

Czeszka, której jedyną wartą zapamiętania akcją było złamanie rakiety w siódmym gemie, nie miała wiele na wytłumaczenie porażki. – Masz takie dni, kiedy sprawy nie układają się po twojej myśli. To był taki właśnie dzień, że próbowałam coś zrobić, ale nic nie działało. Teraz po prostu szybko o nim zapomnę. Miałam przecież tutaj kilka świetnych meczów. Finał oznacza dobry tydzień i dobry turniej – mówiła.

Przegrana nie kosztowała ją jednak wiele, w rankingu awansowała nawet z dziewiątego na ósme miejsce. Premia w wysokości 132 tys. euro, choć wyraźnie obniżona w porównaniu z poprzednimi latami przez pandemię Covid-19, niewiele odbiegała od wypłaty Polki. Tylko ten wstydliwy wynik zapewne będzie przypominany od czasu do czasu.

Poprzedni rzymski finał, w którym najbliżej było do podwójnego obwarzanka, zdarzył się w 1983 roku, kiedy Andrea Temesvari pokonała Bonnie Gadusek 6:1, 6:0. W 1988 roku w finale Roland Garros Steffi Graf tak samo wysoko pokonała Nataszę Zwieriewą.

Ostatni finał turnieju WTA, w którym padł wynik 6:0, 6:0, odnotowano w 2016 roku w Bukareszcie. Mistrzynią była Simona Halep, przegraną Anastasija Sevastova. Wcześniej w ten sposób finałowe zwycięstwa odnosiły Agnieszka Radwańska z Dominiką Cibulkovą (Sydney 2013) i Marion Bartoli z Olgą Puczkową (Quebec 2006).

Iga Świątek w zawodowej karierze nie wygrała meczu w tak spektakularny sposób (w juniorskiej owszem), ale złośliwa tenisowa statystyka przypomina, że po drodze do pierwszego finału turnieju WTA w Lugano w 2019 roku zwyciężyła 6:0, 6:1 bliźniaczkę Karoliny, Kristinę Pliskovą. Karolina zaś może niechętnie wspominać, że wynik 0:6, 0:6 zaliczyła w karierze profesjonalnej drugi raz. Pierwszy był dawno temu, w 2009 roku, w małym turnieju ITF też we Włoszech. Tą lepszą również była Polka, Anna Korzeniak.

Rzymskie zwycięstwo zapewne mocno rozgrzeje kibicowskie nadzieje na wielkoszlemową powtórkę Igi Świątek sprzed ośmiu miesięcy. Argumenty z Rzymu są mocne. Polka wygrała turniej, w którym z pierwszej piętnastki świata pojawiło się na starcie 14 tenisistek. Były obecne Naomi Osaka, Serena Williams, Ashleigh Barty, Aryna Sabalenka, Garbine Muguruza i Simona Halep – trudno o lepsze nazwiska.

Iga Świątek nie będzie już grać w turniejach do rozpoczęcia Roland Garros w niedzielę 30 maja. Pozostaje więc czekać i słuchać polskiej tenisistki, która jeszcze przed finałem na Foro Italico mówiła amerykańskiej dziennikarce: – Właściwie to sama siebie zaskakuję, kiedy nie radzę sobie dobrze, bo jestem perfekcjonistką, z czym czasem walczę. I staram się uczyć od innych. Wiem zatem, że jest wiele dziewczyn, które doświadczyły regresu po wygraniu pierwszego Wielkiego Szlema. Zawsze myślałam o tym, że muszę postarać się być inna. Po prostu pracować i koncentrować się na tym, by nie popełniać ich błędów. I to działa całkiem nieźle.

Iga na dwa tygodnie znika, podobnie jak Hubert Hurkacz, Łukasz Kubot oraz spora grupa znanych tenisistek i tenisistów pragnących wykorzystać pozostały czas wyłącznie na przygotowania do startu w Paryżu.

Kalendarz rozgrywek WTA i ATP nie jest jednak pusty. Panie mają od poniedziałku w programie turnieje w Belgradzie, Parmie i Rabacie, za tydzień w Strasburgu (wszystkie z cyklu WTA 250). Panowie odpowiednio: w Genewie (wraca tam Roger Federer), Lyonie i Parmie, następnie w Belgradzie (wszystkie ATP 250).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA