fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Mirosław Żukowski: Max i jego Maria

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Powrót Marii Szarapowej został zorganizowany trochę za dobrze i właśnie to drażni. Przy tej okazji kolejny raz można zapytać, czy to jeszcze sport, czy już tylko biznes?

Kiedy Rosjanka jest na korcie, wątpliwości nie ma: potrafi walczyć jak mało kto, wygrywała już wiele przegranych meczów. Gdyby była tylko marketingową lalką, poddałaby się i uciekła do jednego ze swych luksusowych apartamentów. Jej zachowanie na korcie bywa aroganckie, czasem daje odczuć rywalkom, że są z innego, tylko sportowego świata, ale tenisowej klasy jej to nie odbiera. Gdyby jeszcze organizatorzy Wimbledonu, gdy wygrywała jako nastolatka, zakazali jej tych jęków, można by prawie ją polubić. Ale przepadło, teraz jęczy co druga.

Nową erę w kobiecym tenisie zaczęła rodaczka Szarapowej Anna Kurnikowa, która nie awansowała do żadnego wielkoszlemowego finału, mało tego, nie wygrała żadnego turnieju, a była znakomicie opłacaną gwiazdą.

Szarapowa to ta sama kategoria estetyczna, ale sportowo – zupełnie inna. Wygrała pięć turniejów wielkoszlemowych, była liderką światowego rankingu. Jej 300 milionów dolarów na koncie (podobno tyle właśnie zarobiła) ma o wiele większe sportowe uzasadnienie niż fortuna Kurnikowej.

Kiedy Szarapowa wpadła na dopingu, nie było wątpliwości, że ci, którzy w nią te pieniądze zainwestowali, dwa razy pomyślą, zanim opuszczą swoją gwiazdę.

Tak naprawdę Maszę dostrzegł, ukształtował i uczynił najbogatszą sportsmenką na świecie jeden człowiek: jej agent Max Eisenbud. To on zorkiestrował też jej powrót po dyskwalifikacji i przekonał prawie wszystkich sponsorów, by nie porzucali diwy, i zdecydowana większość została.

Nie zaniedbują niczego, bo wciąż mają ogromny apetyt: Szarapowa spotkała się osobiście z szefem Francuskiej Federacji Tenisowej i prosiła, by dał jej zaproszenie na Roland Garros. Na razie Francuzi są twardzi, ich wpływowe media (m.in gazeta „L'Equipe") zachęcają, by Rosjance nie okazywać względów, decyzja ma zapaść 15 maja.

Przy okazji poznaliśmy także opinie ludzi, którzy chcieli skłonić piękną Marię do udziału w turniejach przed dyskwalifikacją. Dyrektor ze Strasburga powiedział, że Eisenbud długo nie odpowiadał na jego pytania, a gdy w końcu się odezwał, w esemesie była suma z sześcioma zerami za sam przyjazd i długa lista innych żądań. Żadnego dzień dobry ani do widzenia.

Szarapowa sprzedaje bilety, napędza telewizyjną oglądalność, od lat patrzy na świat wyniośle (niektóre rywalki twierdzą, że nawet butnie), z wysokości swych 188 centymetrów.

Stałem kiedyś tuż obok niej, gdy rozmawiała z rosyjskimi dziennikarzami w Paryżu, i zapamiętałem dziewczynę o oczach wcale nie wesołych i paznokciach obgryzionych do krwi. Pomyślałem wtedy, że to nie może być ten blond cud z okładek, zimny jak Greta Garbo, i wciąż o tym pamiętam.

Ale dziś nie chciałbym być w skórze tych, które staną na drodze Marii i Maxa, bo dla nich ten powrót to kwestia honoru i kasy, a w tych sprawach oboje nie znają się na żartach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA