fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Nostalgia, która stała się doskonałym biznesem

Millie Bobby Brown, gwiazda wszystkich trzech sezonów serialu
Netflix
Tęsknota za latami 80. okazała się strzałem w dziesiątkę. Kolejny sezon „Stranger Things" pobił rekord oglądalności Netfliksa.
Cztery dni wystarczyły, aby trzeci sezon osiągnął najlepszy wynik platformy cyfrowej, która ma na koncie takie hity jak „House of Cards" czy „The Crown". Od premiery (4 lipca) netfliksowe „Stranger Things" obejrzało 40,7 mln widzów. Na dodatek Netflix tradycyjnie udostępnił wszystkie odcinki od razu. Dlatego prawie połowa rekordowej liczby widzów (18,2 mln) po weekendzie miała za sobą całość trzeciej serii.
Historia „Stranger Things" osadzona jest w latach 80. Do cukierkowego świata pełnego kolorów oraz muzyki The Clash, Joy Division czy Queen wkrada się jednak mroczny cień, a wszystko z powodu tajnego laboratorium rządowego i jego nieudanego eksperymentu. Dzieci, które przesiadywały w piwnicy, grając w planszówki, muszą podjąć walkę z jak najbardziej realnym potworem przypominającym tego z filmu „Obcy. Ósmy pasażer Nostromo".
Po nieco słabszym drugim sezonie sztandarowa produkcja Netfliksa wróciła na właściwe tory. Tym razem w akcję zamieszani są rosyjscy naukowcy i wojsko. Choć widz przeczuwa, że tak jak w dwóch pozostałych częściach fabuła zmierza ku wielkiemu finałowi z udziałem sił paranormalnych i walki z potworem, ale wszystkie wątki horroru oraz akcja są odpowiednio dawkowane. Nie brakuje humoru, czasem przerysowanego, ale adekwatnego do klimatu całości. Żadna scena nie jest zbędna, a każdy bohater jest odpowiednio wyeksponowany.
W trzeciej serii dodatkowo pojawiają się wątki pierwszej miłości pomiędzy nastoletnimi bohaterami, odpryski zimnowojennego konfliktu USA i ZSRR, a nawet drobny motyw LGBT. Jest to zatem mieszanka społeczno-polityczna z dodatkiem elementów nadprzyrodzonych, ale niezwykle spójna.
Odkrycie trzeciego sezonu stanowi niewątpliwie Maya Hawke – córka aktorskiej pary Umy Thurman i Ethana Hawke'a. Gra znudzoną nastolatkę Robin, która podjęła wakacyjną pracę w lodziarni i wplątuje się w tajemnice prowincjonalnego miasteczka Hawkins.
Poza tym niezmiennie od pierwszego sezonu zachwyca gra aktorów dziecięcych – Millie Bobby Brown w roli obdarzonej supermocami nastolatki Eleven czy Gatena Matarazzo wcielającego się w kujona Dustina. Najgłośniejsze nazwisko produkcji, czyli Winona Ryder w roli Joyce – matki jednego z głównych bohaterów – również dobrze wpasowała się w atmosferę zwalczania paranormalnych zjawisk.
Zaledwie kilka dni po premierze fani „Stranger Things" rozpoczęli dyskusję, kiedy powstanie następna część, tym bardziej że twórcy, 34-letni bracia Duffer, od początku zapowiadali, że planują cztery sezony tego, jak mówią, serialu retro science fiction. Ta definicja dobrze komentuje popularność produkcji. Od kilku lat panuje bowiem moda na lata 80., do której serial również się przyczynił.
Serial drobiazgowo odtwarza życie amerykańskiego miasteczka sprzed ponad 30 lat. Niektóre rekwizyty są rękodzielniczą rekonstrukcją produktów lub ubrań, inne wyszukano na pchlich targach czy w second-handach. Troska o szczegóły i odwoływanie się do nostalgii za minioną epoką sprawiają, że nie tylko młodzież ogląda kolejne sezony.
Netflix z roku na rok wydaje przy tym coraz więcej pieniędzy na marketing, w zeszłym roku było to 2,4 mln dol., co oznaczało wzrost o ok. 65 proc. w stosunku do poprzedniego. Zarobki aktorów z serialu też poszły w górę.
„Stranger Things" stał się dla Netfliksa marką, którą sprzedaje innym firmom. Można więc kupić kosmetyki z logo serialu, ubrania, buty, a nawet specjalne kanapki w jednej z fastfoodowych sieci.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA