fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Tankowce w basenie

Robert Kubica w Monako dwukrotnie stawał na podium
AFP
90 lat temu auta pierwszy raz pędziły ulicami Księstwa Monako. Zmieniła się technika i przepisy, ale magia nietypowego toru wciąż działa. W niedzielę w Monte Carlo kolejny wyścig.

Najkrótsza, najbardziej wymagająca pętla pozwala oddzielić genialnych kierowców od bardzo dobrych. Rekord zwycięstw (6) wciąż należy do Ayrtona Senny, o jeden triumf mniej mają Michael Schumacher i Graham Hill, zwany Mr Monako.

Wąska, kręta nitka wyboistego asfaltu potrafi jednak skrzywdzić nawet największego asa. Senna przekonał się o tym w 1988 roku, gdy mimo bezpiecznej przewagi nad rywalami uderzył w barierę. Dzień wcześniej Brazylijczyk przeżywał mistyczne uniesienia za kierownicą swojego McLarena, miażdżąc rywali w kwalifikacjach.

Z kolei jego rodak Nelson Piquet był jednym z tych, którzy traktowali zmagania na ulicznym torze jak bezsensowny kaprys (porównywał ten wyścig potężnych maszyn między stalowymi barierami do pływania tankowcem w basenie). Ale niezależnie od podejścia sukces w Monako smakuje wyjątkowo.

– Ulice są tu bardzo wąskie, a współczesne samochody jeszcze szersze i większe, więc na pewno nie będzie łatwo – mówił przed tegorocznym wyścigiem Robert Kubica, którego z Monako wiążą szczególne wspomnienia. Jeszcze jako dzieciak wygrywał tu prestiżowe zawody kartingowe, a w F1 dwukrotnie odbierał trofea przed książęcą lożą. To miejsce jest tak wyjątkowe, że nawet nie ma tu tradycyjnego podium i najlepsza trójka świętuje na czerwonych schodach przy prostej startowej. Gwardia Książęca stoi na baczność, gdy wokół niej szaleją kierowcy, polewając siebie – i gwardzistów – szampanem. Kubica (wówczas w Renault) w deszczowych zmaganiach w 2008 roku przegrał tu tylko z Lewisem Hamiltonem. Dwa lata później po starcie z drugiego pola – i przejechaniu imponującego okrążenia kwalifikacyjnego – finiszował za duetem Red Bulla (Mark Webber, Sebastian Vettel), który rozpoczynał czteroletnią dominację w F1.

Monako nagradza kunszt kierowcy: odwagę i wyczucie przyczepności oraz bliskości barier. Szybka jazda milimetry od nich jest kluczem do sukcesu, ale najmniejszy błąd może boleśnie ugodzić w dumę kierowcy.

Max Verstappen, jeden z talentów młodego pokolenia, nigdy nie stanął tu na podium i praktycznie w każdym występie płacił cenę za łapczywość, z jaką próbował podbić Monako. Nigdzie indziej granica między smakiem szampana i fontanną odłamków z włókna węglowego po uderzeniu w barierę nie jest tak cienka.

Faworytami w tym roku są kierowcy Mercedesa, niepokonani w pięciu pierwszych wyścigach sezonu. Od trzech lat „Srebrne Strzały" akurat w Monako ustępowały jednak rywalom – Red Bullowi i Ferrari – ale tegoroczny samochód Lewisa Hamiltona i Valtteriego Bottasa doskonale spisuje się w wolnych, ciasnych zakrętach. Podczas treningów (tradycyjnie w czwartek) kierowcy mistrzowskiej ekipy wysłali rywalom wyraźne ostrzeżenie, uzyskując czasy aż o 0,7 sekundy lepsze od Ferrari czy Red Bulla. Na tak krótkim torze to przepaść, ale w Grand Prix Monako nikt nie może być pewny swego aż do minięcia flagi w biało-czarną szachownicę.

Autor jest komentatorem telewizji Eleven Sports

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA