fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Zatrzymanie Giertycha. Wielkie przestępstwo czy polityczna awantura?

Fotorzepa/ Piotr Nowak
Biznesmen Ryszard K., adwokat Roman Giertych oraz dziesięć innych osób miało wyprowadzić z jednej ze spółek 90 mln zł. Zostali zatrzymani.

Byłego ministra edukacji, który po zakończeniu działalności politycznej wrócił do zawodu prawnika, zatrzymano w czwartek, gdy po rozprawie wychodził ze stołecznego sądu. CBA tłumaczy, że zatrzymanie ma związek z prowadzonym przez dolnośląską delegaturę pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Poznaniu śledztwem. – Sprawa ma charakter stricte kryminalny, związany z operacjami finansowymi, CBA prowadzi ją od 2017 r., materiał dowodowy jest mocny – mówi nam Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.

Według informacji „Rz” chodzi o operacje finansowe w deweloperskiej spółce Polnord. Do 2014 r. poprzez inne swoje spółki kontrolował ją Ryszard K. (także zatrzymany). Spółka istnieje od lat 70. XX w. Działa w branży budowlanej i deweloperskiej, m.in. zbudowała osiedle w Trójmieście i Warszawie, a pod koniec lat 90. weszła na giełdę. Od ubiegłego roku spółka praktycznie należy do węgierskiego akcjonariusza, który z prokuratorską sprawą nie ma nic wspólnego.

Zarzuty dla Giertycha, Ryszarda K. oraz dziesięciu innych osób – w tym byłych członków zarządu – dotyczą właśnie tej spółki. Pieniądze miały być z niej wyprowadzane w latach 2010–2014.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że część zarzutów dotyczy skupowania przez zarząd Polnordu po zawyżonych cenach działek w Wielkopolsce pod budowę osiedli, jednak największą kwotę rzekomo wyprowadzonych ze spółki środków poprzez weksle – 70 mln zł – dotyczy inwestycji w warszawskim Wilanowie.

– Śledztwo jest prowadzone od 2017 r. w wyniku m.in. audytu w spółce. Dowody przestępstwa to efekt wielomiesięcznych analiz finansowych prowadzonych przez CBA – mówi nam nasze źródło.

Z raportów giełdowych wynika, że firma generowała w tamtym czasie wysokie zyski – w przeciwieństwie do innych spółek należących do trójmiejskiego biznesmena Ryszarda K. – Roman Giertych był jego etatowym doradcą. Miał kierować obsługą transakcji, które uznaliśmy za noszące znamiona transferowania środków do innych firm, w tym za granicę – mówi nasz rozmówca.

Mec. Roman Giertych (poprosił o podawanie pełnych danych) uważa, że sprawa ma tło polityczne. „Zostałem dziś zatrzymany pod zarzutem działania na szkodę jakiejś spółki, skuto mnie kajdankami w przeddzień sprawy aresztowej Leszka Czarneckiego, którego jestem jedynym obrońcą. Nie pozwólcie, żeby moje zatrzymanie przykryło katastrofę epidemiczną rządu PiS, bo taki jest tego cel” – napisał na Facebooku.

Zatrzymanie Giertycha wzbudziło kontrowersje m.in. dlatego, że w piątek miał się stawić w warszawskim sądzie jako obrońca milionera Leszka Czarneckiego, którego aresztowania domaga się warszawska Prokuratura Regionalna w śledztwie dotyczącym GetBacku. Chce ona uzyskać sądową zgodę na areszt, by potem wystawić za przebywającym za granicą Czarneckim list gończy.

Zatrzymanie mecenasa nie jest na rękę warszawskiej prokuraturze, bo to jej zależało na tym, by sąd jak najszybciej rozpatrzył wniosek o areszt dla Czarneckiego, złożony już w sierpniu.

Na nieobecności mec. Giertycha na rozprawie aresztowej Czarneckiego straci więc prokuratura, a zyska klient Giertycha, czyli Czarnecki - bo kiedy nie będzie jednego z obrońców (drugi to mec. Dubois), posiedzenie sądu może zostać odroczone, a decyzja o tym, czy aresztować Czarneckiego, odsunie się w czasie. – Nic nie wiedzieliśmy o działaniach na zlecenie poznańskiej prokuratury – słyszymy w stołecznej prokuraturze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA