fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Andrea Anastasi, trener Onico: Przychodzę z szacunkiem

DPA, Andreas Gora
Trener Onico Andrea Anastasi chce, by Warszawa stała się siatkarskim miastem.

Jak ma grać pana Onico Warszawa?

W poprzednim sezonie zespół był znakomity. Nie chcę zmieniać zbyt wiele. Trzon drużyny będzie ten sam: zostają rozgrywający, świetny libero, do tego Bartosz Kwolek, Piotr Łukasik, Andrzej Wrona. Dodam do tego swoje pomysły, rozumienie siatkówki, metody treningowe. Spróbujemy pójść krok do przodu. Przychodzę jednak z ogromnym szacunkiem dla osiągnięć drużyny.

Moda na siatkówkę powoli się w stolicy tworzy.

Onico to klub, który może zrobić wiele dobrego dla polskiej siatkówki. Największe miasta potrzebują drużyn na najwyższym poziomie. Ostatnio pracowałem w Treflu Gdańsk. Niestety, straciliśmy głównego sponsora, ale władze miasta cały czas nas wspierały, nieustannie na trybuny przychodziły tłumy. Warszawa może również stać się siatkarskim miastem. Nie ma takiej hali, jaką Paweł Adamowicz zbudował w Gdańsku, ale wierzę w projekt Onico, dlatego tutaj jestem. Musimy pokazać miastu, że zasługujemy na więcej uwagi. A moda na Onico to także efekt ciężkiej pracy ludzi zaangażowanych w klub, są bardzo aktywni w mediach społecznościowych.

Pan też nie próżnuje na Twitterze.

Rzeczywiście się udzielam. Kiedy spotkałem się z prezesem Piotrem Gackiem, jeszcze przed ogłoszeniem decyzji o związaniu się z Onico, i wziąłem telefon do ręki, powiedział: „Trenerze, tylko proszę niczego nie wrzucać do sieci". Musiałem go uspokajać. Lubię to, bo dzięki mediom społecznościowym jestem blisko ludzi. Wydaje mi się, że używam Twittera we właściwy sposób, piszę tylko o siatkówce. Lubię obserwować innych trenerów, sportowców. To bardzo interesujące podglądać, co oni myślą.

Gacek, przedstawiając pana, powiedział, że drużyna potrzebowała nowego lidera.

To nie zadziała w sposób automatyczny, że teraz wszyscy pójdą za mną. Muszę pomagać ludziom wokół mnie stawać się lepszymi. Będę miał dwóch asystentów. Może ludzie w Polsce nie są do tego przyzwyczajeni, ale lubię mieć wewnątrz sztabu różne opinie. Mam swój styl, przy ławce rezerwowych jestem energetyczny, nie stoję z założonymi rękami. Zawsze chcę wydrzeć zwycięstwo i próbuję to przekazać zawodnikom. Każdy pracuje inaczej i nie ma jednego, uniwersalnego sposobu. Vital Heynen ma podobny styl, ale John Speraw stoi czasem jak posąg, a przecież jest wybitnym szkoleniowcem. Julio Velasco zasadniczo zachowuje się spokojnie, ale przeciwko Polsce w czasie mistrzostw świata szalał. Mam swój system pracy, metody, w które wierzę. Wiem, że czasem nie jest ze mną łatwo, ale jednocześnie stawiam na porozumienie, rozmowę, dobre emocje. Myślę, że tak samo będzie w Warszawie, zwłaszcza że będę pracował z wieloma zawodnikami, których znam.

Już kilka tygodni temu klub ogłosił pierwsze decyzje transferowe, kto odchodzi, a kto przychodzi? To były już pana sugestie?

Tak, dużo na ten temat rozmawialiśmy. Priorytetem było pozyskanie Polaka na pozycję środkowego bloku, bo zgodnie z przepisami może być na boisku maksymalnie trzech obcokrajowców. Dzięki temu mielibyśmy więcej swobody na innych pozycjach. Graham Vigrass jest świetny i nie chciałbym go oddawać, ale miałem szansę ściągnąć Piotra Nowakowskiego, którego trenowałem przez ostatnie dwa lata. Przekonałem go do przeprowadzki do Warszawy. To niesamowity zawodnik, na pewno się nie osłabiliśmy. Po tym transferze mieliśmy w składzie miejsce dla Kevina Tillie. To nie były długie negocjacje, rozmawiałem z nim osobiście, bo mieszkam niedaleko Modeny. Opisałem mu nasze plany. On doskonale się uzupełnia z Kwolkiem i Łukasikiem, dodaje nam doświadczenia.

Mam wrażenie, że jest sprawniejszy i bardziej elastyczny niż choćby Łukasik.

Oczywiście. Łukasik to potwór w pierwszej linii, ale w głębi pola ma pewne problemy. Jeśli chce być świetnym siatkarzem, musi to poprawić. Kevin to zawodnik, który radzi sobie w każdej sytuacji. Świetnie zaprezentował się w półfinałach Serie A. Kiedy Velasco wpuścił go na boisko, Modena zaczęła grać lepiej. Pomoże nam też w przyjęciu zagrywki.

Onico zadebiutuje w Lidze Mistrzów. Czego można się spodziewać?

Musimy mieć szczęście w losowaniu. ZAKSA tego szczęścia nie miała, trafiła do grupy z Cucine i Modeną. We Włoszech są teraz dwa, trzy kluby, które, ostrożnie licząc, mają budżety dwa razy większe niż drużyny z PlusLigi.

Podobnie jak kluby z Rosji...

W ostatnim sezonie graliśmy z Zenitem Kazań w ćwierćfinale. To oni ostatecznie awansowali, ale wygraliśmy rewanż i byliśmy o punkt od wyrzucenia ich z rozgrywek. Lube i Kazań to drużyny z innej półki. To będzie trudny sezon, trochę się go obawiam, potrzebujemy szerokiej kadry. W każdym mieście w Polsce przy okazji spotkań ligowych będą czekać na to, aż przyjedziemy zmęczeni Ligą Mistrzów. Może się zdarzyć, że przegramy trochę więcej meczów, ale to normalne, bo ciężko utrzymać koncentrację, jeśli grasz co trzy dni. Tak było w poprzednich rozgrywkach w Gdańsku, gdzie prezentowaliśmy się świetnie w Lidze Mistrzów, żeby chwilę później zanotować porażkę w rozgrywkach krajowych. Ale w Onico nie musi być tak samo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA