fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Reforma pracy biegłych sądowych skróci procesy

123RF
Zawieszenie eksperta w pełnieniu funkcji nie jest tak proste, jak by się mogło wydawać.

Nie trzeba nikogo przekonywać, jak braki systemowych rozwiązań w kwestii funkcjonowania biegłych sądowych wpływają na losy zwykłych ludzi. Kolejny raz przekonałam się o tym, uczestnicząc w programie telewizyjnej Dwójki „Ekspres Reporterów", we wtorek 4 grudnia 2018 r.

W reportażu, który miałam okazję komentować, przedstawiono historię mężczyzny, który zakupił samochód od nieuczciwego handlarza. Samochód prawie natychmiast przestał działać. Sprawa trafiła do sądu i tutaj już rozpoczyna się prawdziwy temat reportażu: historia oczekiwania na ekspertyzę określającą przyczynę niesprawności auta.

W sprawie zostało wyznaczonych kolejno czterech biegłych. Żaden z nich do chwili obecnej opinii nie wykonał. Sprawa ciągnie się od czterech lat, według najnowszych informacji przekazanych przez autora reportażu, w rzeczonej sprawie powołano już kolejnego, piątego biegłego.

Na przewlekłość postępowania z pozoru prostej sprawy wpływ ma wiele elementów. Powoływanie kolejnych biegłych przez sąd miało różnorakie przyczyny, usprawiedliwiające niemożność wykonania opinii przez kolejnych biegłych. Od choroby poprzez czynniki ekonomiczne (samochód, który stanowił przedmiot badania, stał na parkingu oddalonym od miejsca zamieszkania biegłego o około 150 km) aż do powołania biegłego, który biegłym już nie był.

Czy to pech?

Można oczywiście powiedzieć, że mężczyzna ten miał niebywałego pecha, ale mam wrażenie, że problem obnaża słabość instytucji biegłych sądowych. Najbardziej bulwersujący był dla mnie fakt, że powołano biegłego, który biegłym już nie był. Przy czym rozważyć tu należy „nieoczywistość stwierdzenia". A mianowicie – kwestię wpisu na różne listy, różnych sądów okręgowych w Polsce tego samego biegłego. To, że biegły był skreślony z jednej listy, wcale nie znaczy, że nie był wpisany na listę biegłych sądowych innego sądu okręgowego. Może się przecież zdarzyć, że ktoś zmienia miejsce zamieszkania i w zwykłym zamieszaniu biurokratycznej machiny stosowna informacja nie dotrze w odpowiednim momencie do właściwej komórki organizacyjnej. W omawianej sprawie chyba jednak należałoby wykluczyć taką możliwość.

Pikanterii dodaje fakt, że po otrzymaniu postanowienia o powołaniu biegłego i akt sprawy ten, zamiast zwrócić materiały i poinformować sąd o fakcie utraty możliwości pełnienia funkcji biegłego, zatrzymał akta sprawy, a po pół roku zwrócił się o przedłużenie terminu wykonania opinii. To mogłoby przemawiać za tezą, że pełnił funkcję biegłego, tyle tylko, że nie tego okręgu, który go powołał. Zdaję sobie sprawę, że jest to zagmatwana i zawiła konstrukcja. Dlaczego tak jest? Wiąże się to z brakiem regulacji, prostych i przejrzystych zasad (przepisów).

Jak to jest możliwe

W reportażu jego autor w rozmowie z bohaterem historii zadaje wręcz retoryczne pytanie, jak to jest możliwe, że nawet po utracie „uprawnień" biegły nadal opiniuje. I tutaj musimy się na chwilę zatrzymać. Otóż dla zdecydowanej większości ludzi niezwiązanych z wymiarem sprawiedliwości sformułowanie „uprawnienia biegłego" odnosi się do jego umiejętności merytorycznych jako fachowca wykonującego badania wąskospecjalistycznej dziedziny wiedzy. Oznaczałoby to także, że to nabywanie uprawnień jest w jakiś określony sposób unormowane lub dookreślone stosownymi przepisami.

Nic bardziej mylnego. Otóż wpisanie się na listę biegłych sądowych wprawdzie normują przepisy, ale mają one na tyle ogólny charakter, że „udowodnienie" posiadanych umiejętności jest kwestią umowną. Deklarowanie przez biegłego posiadania tzw. wiadomości specjalnych, a więc de facto tego, co czyni go biegłym w danej dziedzinie, to niestety kwestia wiary i zaufania, popartego lub nie dokumentami z poziomu rekomendacji, np. zakładu pracy lub instytucji zrzeszających.

Przepisy nie nadążają za zmianami otaczającej nas rzeczywistości

Gdybyż w naszym systemie wymiaru sprawiedliwości funkcjonowała ogólnopolska lista biegłych, zawierająca nie tylko najbardziej bieżące informacje o tym, kto biegłym jest, a kto taką funkcję przestał pełnić. Lista, która informowałaby o obłożeniu pracą eksperta i przewidywanych terminach realizacji badań... Lista zawierająca informacje o udziale biegłego w testach kompetencji, biegłości, uwzględniająca oczywiście częstotliwość udziału i wynik z takich testów...Wreszcie lista zawierająca potwierdzone informacje o kompetencjach biegłego przez niezależne instytucje certyfikujące... Wówczas pewnie taka historia jak opisana powyżej nigdy by się nie wydarzyła.

Komentując sytuację w studiu, starałam się zwrócić uwagę na ułomności systemu funkcjonowania biegłych sądowych w Polsce. Myślę jednak, że wiedza ta jest powszechnie znana, przynajmniej w środowisku związanym z wymiarem sprawiedliwości.

Wracając do bohatera reportażu „Ekspresu Reporterów" – finału sprawy nie widać, choć teraz, po interwencji mediów i nagłośnieniu sprawy, należy się spodziewać, że sprawa nabierze tempa. Nie zmienia to jednak faktu, że samochód pana Zdzisława zdążył już przez cztery lata mocno stracić na atrakcyjności, ale przede wszystkim – na wartości...

O sprawie dotyczącej błędnej ekspertyzy z zakresu rekonstrukcji wypadków komunikacyjnych pisałam w poprzednich felietonach. Sprawa wydawała się mieć już swoje szczęśliwe zakończenie. Nawet przywołałam ją jako „światełko w tunelu" – przykład ogólnej poprawy w zakresie funkcjonowania biegłych sądowych. Wydawało się, że rozsądek, a także determinacja pokrzywdzonego wygrały ze skostniałą machiną niereformowanego od lat systemu. Niestety, nic bardziej mylnego.

Przypomnijmy sobie tę bulwersującą historię

Od ostatniego artykułu, w którym tak naiwnie przywołałam „światełko w tunelu": w wyniku uporczywego podtrzymywania fałszywych obliczeń/opinii przez biegłego Centrum Certyfikacji Rzeczoznawców Samochodowych odbiera biegłemu certyfikat rzeczoznawcy samochodowego. W efekcie Ministerstwo Infrastruktury skreśla go z ogólnopolskiej listy rzeczoznawców samochodowych. Rzeczoznawca nadal pełni funkcję biegłego na dwóch listach sądów okręgowych i opiniuje. Następnie biegły zostaje wezwany na rozmowę do prezesa jednego z sądów okręgowych, nie ma ona jednak jakiegokolwiek merytorycznego skutku. W tym samym czasie prokuratura okręgowa przeprowadza wewnętrzną kontrolę postępowania prowadzonego przez prokuraturę rejonową, uchyla decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa i nakazuje je prowadzić na podstawie art. 233 § 4 kodeksu karnego, czyli świadomego składania przez biegłego fałszywych zeznań przed sądem. Prezesi obu sądów okręgowych wszczynają wobec biegłego postępowania wyjaśniające, ale jednocześnie przez kolejne miesiące nie podejmują decyzji nawet o czasowym zawieszeniu go w pełnieniu funkcji biegłego. Zgodnie z przepisami bowiem nie mogą tego zrobić. W ostatnich dniach ukazała się zaktualizowana lista biegłych jednego z ww. sądów, na której wciąż widnieje nazwisko biegłego, w sprawie którego toczą się postępowania: wyjaśniające i przygotowawcze.

Paranoja całej sytuacji, w której trwa prokuratorskie śledztwo w związku ze świadomym składaniem fałszywych opinii przez biegłego, biegły utracił uprawnienia rzeczoznawcze, na podstawie których został powołany do pełnienia tej funkcji, polega na tym, że biegły wciąż opiniuje. Z dużym prawdopodobieństwem można się spodziewać, że skoro popełnił liczne błędy w opisywanej przeze mnie opinii, to będzie je powtarzał w kolejnych. Tym bardziej że błędy te nie wynikały z prostych pomyłek matematycznych, ale u ich podstaw leżał brak znajomości teoretycznych zjawisk i praw fizyki.

To się nam należy

Zawieszenie eksperta w pełnieniu funkcji biegłego nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Taka forma ograniczenia działalności biegłych była przewidywana w kolejnych projektach ustaw o biegłych, na razie bezskutecznie, bo ustawy nie ma. Poczucie sprawiedliwości jest filarem naszej cywilizacji, egzystencji. Człowiek potrzebuje sprawiedliwego państwa, bo daje ono poczucie uporządkowania i przestrzegania norm życia. Tymczasem przywołane przeze mnie sprawy mocno naruszają poczucie sprawiedliwości zwykłego obywatela. „Chcemy Polski niepodległej, abyśmy tam mogli urządzić życie lepsze i sprawiedliwsze dla wszystkich" – tak sto lat temu mówił ten, dzięki któremu możemy dziś świętować odzyskanie niepodległości. Z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę Państwu sprawiedliwszego państwa... dla wszystkich.

Autorka jest wykładowczynią Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, współzałożycielką Polskiego Stowarzyszenia Biegłych Sądowych i wolontariuszką Fundacji Ubi Societas Ibi Ius.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA