fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Tomasz Pietryga: Ustawa PiS zaostrzy konflikt z sędziami

Środowy protest przed Sejmem w obronie sądów
AFP/Wojtek Radwański
Siłowe rozwiązanie problemu niepokornych sędziów to zły pomysł. Władza w ten sposób nie tylko ?nie stłumi sędziowskich protestów, ale jeszcze je zradykalizuje.

Wszystko wskazuje na to, że radykalna ustawa sądowa zostanie w tym tygodniu przyjęta, bo to jedynie kwestia woli politycznej, która ewidentnie jest. PiS, mając większość w Sejmie, jest w stanie skutecznie przyjąć praktycznie każde rozwiązanie legislacyjne. Brak większości w Senacie jedynie spowolni ten proces, bo finalnie poprawki izby wyższej i tak mogą zostać odrzucone przez posłów.

Jeżeli tak się stanie, ustawa wejdzie w życie najpóźniej pod koniec stycznia i zacznie być stosowana. Pytanie, jaki skutek odniesie.

Trudno sobie wyobrazić, że nagle stłumi sędziowski bunt, a sędziowie w obawie o dalsze swoje kariery zaprzestaną nie tylko publicznych, medialnych wystąpień, ale przede wszystkim negowania niezależności KRS, niezawisłości sędziów nominowanych przez Radę oraz statusu Izby Dyscyplinarnej SN. Rozszerzająca interpretacja orzeczenia „trójki" sędziów Izby Pracy oparta na wskazaniach TSUE znacznie umocniła ich krytyczne wobec działań władzy postawy, dając orzeczniczą tarczę.

Bogatsza paleta środków dyscyplinujących i surowsze kary dla sędziów zradykalizują ich postawy i zapewne bunt będzie się rozszerzał. Rozwiązania siłowe polegające na karaniu, zawieszaniu czy zwalnianiu sędziów z pracy jedynie zbrutalizują ten konflikt, bo raczej trudno sobie wyobrazić, aby bunt został stłumiony przez tę ustawę.

Przewidywalnym innym skutkiem będzie natomiast błyskawiczna reakcja Brukseli. Komisja Europejska już przygląda się projektowi. I pewnie zaraz po uchwaleniu zostanie zaskarżony do Trybunału w Luksemburgu. Ten zapewne wprowadzi środki zabezpieczające, zamrażając stosowanie ustawy do czasu wydania wyroku w tej sprawie. Taki scenariusz był już testowany przy okazji zmian w Sądzie Najwyższym. Politycy PiS świetnie zdają sobie sprawę, patrząc na dotychczasowe wyroki TSUE, że werdykt w sprawie ustawy dyscyplinującej będzie zdecydowanie negatywny.

Szerszym skutkiem na forum europejskim będzie natomiast powrót zimnej wojny między Warszawą i Brukselą, jak za czasów Fransa Timmermansa. Po odejściu Holendra i wsparciu na stanowisko komisarza Ursuli von der Layen wydawało się, że PiS najgorszy okres w relacjach z UE ma już za sobą. I w sytuacji kiedy największe demokracje w Europie: Wielka Brytania, Włochy czy Hiszpania pogrążone są w kryzysie, Polska może stać się jednym z głównych rozgrywających w sprawach europejskich, zrzucić z siebie opinię państwa o niestabilnej demokracji, które ma problemy z praworządnością.

PiS nie wykorzystał możliwości resetu relacji z Unią w sprawie sądownictwa po zmianie władzy w Brukseli. Nie zrobił też nic w polityce wewnętrznej, aby złagodzić napięcia z władzą sądowniczą. Sprzyjało temu choćby nowe otwarcie po wyborach parlamentarnych, kiedy można było skorygować kurs wobec sądownictwa z mniej emocjonalnego na bardziej merytoryczny, łagodząc najbardziej kontrowersyjne zmiany.

Dziś widać, że tą samą ścieżką wracamy do przeszłości. Tyle że ta wojna może być bardziej krwawa i kosztowna, zwłaszcza że w grę wchodzi ograniczenie funduszy strukturalnych. O stratach dyplomatycznych nie wspomnę.

Jest jeszcze aspekt polityczny i społeczny, na którym PiS może stracić najwięcej. To prawda, że walka z sądownictwem w ostatnich latach była dla PiS politycznie opłacalna. Mimo zarzutów o zapędy autorytarne, zamach na praworządność prawica utrwaliła w swoich wyborcach przekonanie o konieczności resetu Temidy, a opozycja, inwestując w obronę sądów, nic nie zyskała, jeśli chodzi o poparcie wyborców. Teraz jednak sytuacja jest inna. Ustawa może być zapalnikiem na znacznie większą skalę niż dotąd. Dopóki protest sprowadzał się do medialnej czy publicznej krytyki działań władzy, dopóty był dla PiS bezpieczny. Teraz, gdy sędziowie zaczynają kwestionować skutek decyzji legislacyjnych władzy, ingerując w decyzje orzecznicze swoich kolegów czy procedury dyscyplinarne, sytuacja robi się bardzo poważna. Stanie się krytyczna, jeżeli ów protest przemieni się w masowy. Bo może doprowadzić do niepewności, czy wydawane przez kwestionujących się wzajemnie sędziów wyroki są skuteczne. To dotrze w końcu do Polaków za kilka tygodni czy miesięcy, kiedy nie będą mieli pewności, czy wyrok w ich sprawie rozwodowej, spadkowej, czy majątkowej jest ważny, czy ktoś go nie podważy za miesiąc czy za rok. To sytuacja koszmarna, której nikt nie będzie tolerował. Nie pomogą argumenty o sędziach pijakach czy złodziejach. Odium niestabilności wymiaru sprawiedliwości spadnie na władzę polityczną, która jest aktywnie zaangażowana w ten konflikt, i to ona może go wygasić.

Dlatego tak ważne jest w obecnej sytuacji wzbicie się poza własne emocje i szukanie rozwiązań kompromisowych, dialogu przynajmniej z tą częścią przedstawicieli klasy politycznej i sądownictwa, która jest w stanie zrezygnować z konfrontacyjnego tonu i rozmawiać, jak zakończyć długą i wyniszczającą dla państwa i systemu prawnego wojnę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA