fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sędzia Aneta Łazarska: setki wyroków i uzasadnień w roku, który ma tylko 365 dni

123RF
Zasady organizacji pracy w polskich sądach są z pewnością dalekie od kanonów dobrej roboty prof. Kotarbińskiego. Są wręcz zaprzeczeniem zasad logiki, ale i standardów prawa pracy. Jest to konsekwencją braku jakichkolwiek limitów obciążenia pracą sędziego. Sędzia ma bowiem nienormowany czas pracy. Czy to jednak znaczy, że jest nieograniczony, nie przewiduje przerw czy wypoczynku?

Powszechnie wiadomo, że standard 40-godzinnego tygodnia pracy sędziów z dużych sądów jest fikcją. Pracują znacznie więcej aniżeli 40 godzin w tygodniu, pracują po godzinach, jak również w weekendy. Wystarczy sięgnąć do statystyk niektórych warszawskich sądów. Wynika z nich przykładowo, że sędziowie sporządzają setki uzasadnień rocznie, kończą kilkaset spraw rocznie, wyznaczając kilkadziesiąt sesji. To wszystko robią w ciągu roku, który ma przecież tylko 365 dni.

Referat – worek bez dna

Osobom nieznającym polskich realiów, a szczególnie sędziom z innych jurysdykcji, trudno wytłumaczyć, co to jest referat sędziego. W systemie brytyjskim przykładowo sędzia, dopiero gdy zakończy jeden proces, otrzymuje kolejną sprawę. W danym momencie sędzia ma więc jeden proces, który prowadzi do końca. Inne sprawy czekają w kolejce na wejście na wokandę. Podobnie wygląda praca adwokatów.

W Polsce zaś sędzia ma referat, do którego niczym do worka bez dna co miesiąc jest wrzucana nieokreślona liczba spraw, i to bez żadnych ograniczeń. Wszystkie sprawy, które wpłyną do sądu, muszą być natychmiast rozdzielone. Jednocześnie z reguły w dużych sądach spraw wpływa znacznie więcej, aniżeli przeciętnie sędzia jest w stanie w danym miesiącu ich zakończyć. Różnica pomiędzy sprawami niezakończonymi a zakończonymi tworzy tzw. referat, który z reguły powiększa się z każdym miesiącem. W Warszawie w niektórych wydziałach sędziowie mieli więc nawet i 1000 spraw...

Multitasking sądowy

Największym jednak chyba nieporozumieniem w sposobie organizacji pracy sądów jest jednoczesne napoczynanie wszystkich tych spraw. Każdej sprawie natychmiast nadawany jest bieg. W ten sposób często sprawy „stare" są niejako wypierane przez nowsze. Jak bowiem wśród 1000 spraw sędzia ma je odróżnić? Największą jednak trudnością dla sędziów i sekretariatu jest jednoczesne zarządzanie tymi wszystkimi sprawami. Konsekwencją bowiem nadania biegu każdej jest np. wymiana pism procesowych czy planowanie biegu postępowania. Sędzia nie może się skupić na jednej sprawie, lecz ma obowiązek prowadzić wszystkie. I to nawet JEDNOCZEŚNIE tysiąc w swoim referacie (!).

Dziennie sędzia ma więc do zadekretowania kilkadziesiąt pism procesowych, a na wokandę nie trafia jedna sprawa, lecz kilkanaście. Najbardziej zaś chyba absurdalną fikcję przyjmuje się w odniesieniu do uzasadnień. Zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego sędzia powinien sporządzić uzasadnienie w terminie 14 dni od dnia wpłynięcia wniosku. Tyle tylko, że w tym czasie może wpłynąć kilka wniosków, jeśli sąd w danym tygodniu wydał kilka wyroków. W ciągu 14 dni sędzia pisze więc kilka uzasadnień... Oprócz tego jednak ma w tym czasie kolejne wokandy i każdego dnia obsługuje kilkaset spraw w swoim referacie.

Dzięki pracy w sądzie można więc zrozumieć, na czym polega multitasking. To jednoczesne wykonywanie wielu czynności w tym samym czasie. Trudno w takich warunkach o dobrą jakość pracy, skoro sędzia nieustannie musi sobie przypominać sprawy sprzed kilku miesięcy, prowadzić rozprawy, wydawać wyroki i jednocześnie w ciągu 14 dni pisać uzasadnienia do kilku spraw.

Efektywność bliska zeru

Efektywność pracy sędziego w takich warunkach jest bliska zeru. Co więcej, system ten jest wręcz ukierunkowany na tworzenie zaległości. Gdyby bowiem sędzia co tydzień kończył np. dziesięć wyznaczonych na wokandę spraw, musiałby w danym tygodniu napisać jednocześnie aż dziesięć uzasadnień. Jeśli natomiast osiem z dziesięciu spraw odroczy, to napisze realnie dwa uzasadnienia. Nie ma jednak i wówczas komfortu pracy, gdyż w tym czasie przypomina sobie kolejnych dziesięć spraw na następną wokandę i zajmuje się obsługiwaniem 1000 spraw ze swego referatu.

Łatwo obserwować wokandę i organizację rozpraw przez pryzmat zewnętrznego obserwatora, gościa w sądzie, wytykać spóźnialstwo czy nieprzygotowanie. Niewielu jednak wie, w jakich naprawdę warunkach pracują polscy sędziowie w dużych sądach i z jakim zmagają się obciążeniem, ile rozpraw mają tego samego dnia na wokandzie i jaki stos akt na nich czeka po zakończeniu wokandy. W dobie agresywnej kampanii medialnej skierowanej przeciwko sędziom warto pisać, w jakich warunkach pracują niektórzy sędziowie, zwłaszcza w dużych metropoliach. Wielu z nich nie wytrzymuje tempa i odchodzi z zawodu. Część zmaga się z syndromem wypalenia zawodowego. Złe warunki pracy i brak wsparcia technicznego czy choćby asystenckiego antagonizują sędziów, prowadzą do konfliktów i wyjątkowo trudnej atmosfery w pracy.

Praca w sądzie w tych warunkach staje się pracą na akord, a nie misją czy posłannictwem. Liczy się ilość, a nie jakość. O tego rodzaju problemach jednak jak do tej pory w Polsce nikt nie chciał poważnie dyskutować. Wszelkie zaś dyskusje choćby o formie jakiegoś dodatku dla sędziów z najbardziej obciążonych metropolii, co i tak przecież nie rozwiązuje problemu przeciążenia, nie znajdują zrozumienia nawet w samym zróżnicowanym środowisku sędziowskim. System zaś zrównoważonego podziału spraw pomiędzy sądami w Polsce jest jak dotąd fikcją. Problematyka zaś nierównomiernego obciążenia i przeciążenia pracą to najpoważniejsze problemy systemowe polskiego sądownictwa. Jak dotąd nierozwiązane. ?

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie i wykładowczynią Uczelni Łazarskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA