fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Nierzetelna opinia sądowa, czyli jaka?

123RF
Niewinny błąd edytorski może zaważyć na wartości opinii sądowej.

Podczas gorących dyskusji o projekcie ustawy o biegłych sądowych niejednokrotnie spotkałam się z opinią, iż pomysł nadawania biegłym certyfikatów przez podmiot podporządkowany ministrowi sprawiedliwości rodzi niebezpieczeństwo niezależności ekspertów. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią, gdyż podstawą funkcjonowania biegłych sądowych jest właśnie ich bezstronność, niezależność i obiektywność opiniowania.

Jestem przekonana, że nie jest to tylko naiwna wiara w uczciwość i niezależność biegłych. Jako wieloletni praktyk nie wyobrażam sobie, by biegły świadomie wydawał opinie w sprzeczności z wynikami badań i własnym sumieniem. Odpowiedzialność biegłego za wydanie fałszywej opinii jest jasno określona w przepisach i nie budzi żadnych wątpliwości. Chodzi o art. 233 § 4 kodeksu karnego, stanowiący, że karze podlega ten, kto jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz przedstawia fałszywą opinię (obecnie grozi za to maksymalnie do 10 lat więzienia).

Art. 233 § 4. Kto, jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz, przedstawia fałszywą opinię, ekspertyzę lub tłumaczenie mające służyć za dowód w postępowaniu określonym w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 4a. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 4 działa nieumyślnie, narażając na istotną szkodę interes publiczny, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Wobec tak wysokiego zagrożenia karą nie wyobrażam sobie, by biegły decydował się świadomie na wydanie fałszywej opinii.

Wymogi formalne opinii sądowych

Kodeks postępowania karnego wskazuje w art. 200 wymagania stawiane formie i treści opinii. W myśl tego przepisu opinia może być sporządzona w formie ustnej lub pisemnej. Sposób złożenia opinii wskazuje organ procesowy. W treści opinii powinny być uwzględnione: dane osób oraz instytucji sporządzających opinię, czas przeprowadzonych badań, data wydania opinii, sprawozdanie z przeprowadzonych badań, w tym opis wybranych metod i technik badawczych oraz wnioski, które muszą wynikać wprost z przebiegu badań szczegółowych. Tak lakoniczny lub raczej szeroki opis tego, co w opinii powinno być zawarte, rodzi ogromne pole do interpretacji lub nadinterpretacji.

Jakkolwiek byśmy jednak interpretowali obowiązujące dzisiaj przepisy, przyznać należy, że nie ma w kodeksie standardów uznawania opinii za rzetelną lub nie. Kodeks nie przewiduje szczegółowych procedur kontrolnych, które ułatwiłyby stwierdzenie, czy mamy do czynienia z opinią rzetelną, czy też takiej rzetelności należy jej odmówić. Sprawdzenie tzw. rzetelności opinii jest bardzo trudne, nie ułatwiają tego obowiązujące przepisy. Za to termin „rzetelności" jest z lubością przywoływany zarówno przez samych biegłych, którzy starają się nim uzasadnić słuszność swoich wniosków, jak i strony usiłujące obalić opinię, zarzucając jej... nierzetelność.

Niejednokrotnie, jeśli strona postępowania nie rozumie metodyki badawczej lub pojęć zawartych w opinii, podnosi, że jest nierzetelna. Tymczasem wszyscy wiemy, że prawie każda dyscyplina naukowa ma swoją nomenklaturę, czasem swoisty metajęzyk, który dla osób niezwiązanych akurat z tą dziedziną wiedzy może okazać się wyznacznikiem nierzetelności. „Nie rozumiem" – więc opinia jest nierzetelna.

Wielokrotnie obserwowałam i doświadczyłam na sali rozpraw, jak bardzo język i specyfika badawcza konkretnej dziedziny, np. badań kryminalistycznych, może okazać się zawiła i niezrozumiała. Nie jest to absolutnie zarzut pod adresem odbiorców opinii, ale apel do opiniujących, do biegłych, aby zważyli, iż odbiorcy, nieposiadający wiadomości specjalnych z określonej dyscypliny naukowej, będą musieli zmierzyć się z zawiłościami metodyki, języka, specyfiki badań itp.

Wracając jednak do przepisów, kodeks normuje jedynie sytuację, gdy opinia jest niepełna lub niejasna albo gdy zachodzi sprzeczność w samej opinii lub między różnymi opiniami w tej samej sprawie (art. 201 kodeksu postępowania karnego). Jedynie w tych przypadkach można wezwać ponownie tego samego biegłego lub powołać innego. Ustawodawca nic nie mówi jednak o sprawdzalności metod badawczych, która powinna być miarą rzetelności opinii.

Spotkałam w swojej kilkunastoletniej pracy opiniodawczej wiele przypadków opinii, w których sprawozdania z badań prowadziły do innej konkluzji niż te zawarte we wnioskach. Szczególnie bulwersujący przypadek, sprzed kilku lat, dotyczył opinii z zakresu badań genetycznych (DNA). W ekspertyzie biegły przedstawił przebieg procesu badań (obliczenia, wyniki badań aparaturowych), które nie potwierdzały obecności materiału genetycznego typowanej osoby w próbkach materiału dowodowego. Tymczasem w końcowej konkluzji, zatytułowanej: wnioski, pojawiło się zdanie mówiące coś zupełnie przeciwnego, wskazujące na zgodność genetyczną materiału DNA z miejsca zabójstwa z DNA typowanej osoby. Każdy praktyk wie, że czytanie opinii zleceniodawca rozpoczyna od... wniosków. W tym konkretnym przypadku doszło, jak tłumaczył później biegły, do pomyłki pisarskiej. Jednak przyznać należy, że pomyłka pisarska poprzez obecność, lub brak słowa „nie" we wnioskach mogła narazić niewinnego człowieka na niewyobrażalną szkodę.

Czy taka opinia była nierzetelna, nawet jeśli w grę wchodził „tylko" błąd edytorski? Z pewnością, uwzględniając bowiem zakres merytoryczny, owa pomyłka czy błąd edytorski znacznie przekraczał zwykłe niedopatrzenie w pisowni.

W projekcie ustawy powinny znaleźć się zapisy, które będą precyzowały sposób oceny wartości dowodowej opinii sądowych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to bardzo trudne i złożone zadanie, ale z pewnością warto zwrócić na nie uwagę i podjąć próbę wzbogacenia katalogu elementów stałych (obowiązkowych), którymi powinna cechować się opinia, nie tylko tych formalnych, ale także merytorycznych.

To sąd decyduje, czy opinia jest jasna, pełna i wewnętrznie spójna

Jeśli strony procesowe mają zastrzeżenia do opinii, próbują podejmować działania, które w konsekwencji prowadzą m.in. do przewlekłości postępowań. Nierzadko w takich przypadkach strony posiłkują się opiniami pozaprocesowymi.

O opiniach tzw. prywatnych już pisałam w jednym z moich materiałów. Osobiście uważam, że w niektórych przypadkach jest to przydatne i uzasadnione narzędzie, po które sięgają strony procesowe. Uważać jednak należy na opinie prywatne powstające na zlecenie jednej ze stron, powstające ze z góry założonym celem, z góry postawionym wnioskiem (tezą). Takim opiniom zdecydowanie należy odmówić rzetelności. Opinia pozaprocesowa, tzw. prywatna, która powstaje tylko po to, żeby zasiać wątpliwość do treści opinii procesowej, nawet jeśli ta wykonana została w zgodzie z metodyką badań, a jej wnioski są potwierdzone przeprowadzonymi badaniami, jest niedopuszczalna. I to kolejny temat, który również powinien znaleźć odwołanie w projektowanej ustawie o biegłych sądowych. Wprawdzie opinia pozaprocesowa funkcjonuje w obecnym systemie prawnym jako „dowód z dokumentu", jeśli sąd taki przyjmie, ale i takie opinie powinny być oceniane pod kątem ich rzetelności.

Jako przykładem posłużę się przypadkiem stworzenia opinii prywatnej, która powstała w jednym z ośrodków akademickich. Ekspert, pracownik naukowy, nie podjął badań podstawowych, ale zajął się oceną poprzedniej opinii, powstałej na zlecenie organu procesowego. Dyskredytował w niej wszystko – od metody badawczej po narzędzia badawcze, od pojedynczych sformułowań aż po sposób opisu badań, odmawiając im słuszności. W zamian przywoływał własne narzędzia badawcze (dostępne na uniwersytecie) i z dużym marginesem prawdopodobieństwa, ubarwionego terminami naukowymi starał się zdewaluować wartość opinii procesowej, używając przy tym określeń bezpośrednio uderzających w autora opinii procesowej. Prześmiewcze epitety, forsowanie autorytatywnych stwierdzeń, choć zupełnie zbędne – miały podnieść wartość badawczą tejże opinii prywatnej. Myślę, że warto i tutaj zwrócić uwagę podczas prac nad ustawą na ten szczególny rodzaj „dowodu z dokumentu" poprzez wprowadzenie stosownych, jasnych zasad, w jaki sposób opinie pozaprocesowe powinny być formułowane i klasyfikowane.

Obecnie opinia konsultacyjna nie ma znaczenia w procesie rozpatrywania sprawy przed sądem. Nawet jeśli zostanie złożona do akt sprawy, nie zostanie uznana za materiał dowodowy. Opinie te mogą jednak stać się przyczynkiem do rozpoczęcia batalii, w której biegłego traktuje się jako stronę postępowania.

Problem sprawdzalności opinii wydawanych przez biegłych sądowych

Jak sprawdzić, czy opinia pozaprocesowa jest prawdziwa i rzeczowa i czy nie powstała tylko jako próba zdewaluowania opinii procesowej? To prawdopodobnie jeden z trudniejszych problemów, przed którym stoją sędziowie, po dopuszczeniu dowodu z opinii biegłego i oceny wartości dowodowej takiego „narzędzia". Powraca zatem jak bumerang problem sprawdzalności opinii wydawanych przez biegłych sądowych.

Aby opinia mogła zostać sprawdzona pod kątem jej rzetelności, poprawności przeprowadzonych badań oraz prawidłowości wysuniętych wniosków, specjalista, który dokonuje badań, musi po pierwsze dysponować całym materiałem badawczym, ponadto kolejne fragmenty wysuwanych konkluzji w trakcie badań muszą stanowić jasny, logiczny i czytelny „ciąg zdarzeń" dla odbiorcy ekspertyzy.

Takich zagadnień, niezwykle istotnych z punktu widzenia funkcjonowania opinii sądowych, jest bardzo wiele. Każde z nich zasługuje na uwagę podczas prowadzonych prac ustawodawczych.

Prace nad ustawą ruszyły z miejsca, co z pewnością zasługuje na uznanie, ważne jest jednak dołożenie wszelkich starań, aby kierunek zaproponowanych rozwiązań był przemyślany, rozważny i właściwy.

Autorka jest wykładowczynią Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie, współzałożycielką Polskiego Stowarzyszenia Biegłych Sądowych i wolontariuszką Fundacji Ubi Societas Ibi Ius

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA