fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Wybory do KRS - Marek Jaskulski: Sędziowie bez partyjnej dyscypliny

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
W pewnym momencie nadzór ministerialny realizowany przez sędziów był tak intensywny, że zamiast na orzekaniu wszyscy skupiali się na nadzorowaniu - mówi sędzia Marek Jaskulski, kandydat do Krajowej Rady Sądownictwa.

Zebranie delegatów Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia wezwało pana uchwałą do natychmiastowego ustąpienia z funkcji członka komisji rewizyjnej. Nie zareagował pan, nie zmienił decyzji o kandydowaniu. Jest pan zdeterminowany?

Marek Jaskulski, sędzia Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto: Od chwili zgłoszenia odmawiałem wypowiedzi dla mediów. Dziś jednak zdecydowałem się przerwać milczenie. Przyglądam się prezentacji kandydatów w „Rzeczpospolitej" i widzę, że jako jedyna zapewnia transparentne warunki wypowiedzi. A przechodząc do pytania... Moja kandydatura jest wynikiem interpretacji art. 187 konstytucji, którą uważam za słuszną i nie jestem w tym odosobniony. Od dziesięciu lat interesuję się działalnością KRS. Moją uwagę zwrócił absolutnie niedemokratyczny dobór członków Rady wskazanych w pkt 2 ust. 1 art. 187 konstytucji w ostatnim ćwierćwieczu. Kiedy więc pojawiła się szansa na zmiany, uznałem, że chcę wziąć w nich czynny udział. Nie twierdzę, że nowela KRS jest idealna, ale nie można zmarnować szansy na zmiany. Rozmawiałem z ok. 50 sędziami w Wielkopolsce, z której pochodzę, i 29 poparło moją kandydaturę. To mnie przekonało, że trzeba przerwać ten marazm. Na tym polega odpowiedzialność.

Zrezygnuje pan z członkostwa w Iustiti?

Nie wiem, czy zostanę członkiem nowej KRS. Jeśli tak się stanie, to nie mam pewności, czy nowe obowiązki nie będą się kłóciły z moją funkcją w komisji rewizyjnej. Jeśli tak, to zrezygnuję. Co do członkostwa w Iustitii, to od lat dla niej pracuję, włożyłem w tę działalność mnóstwo czasu i serca i fakt, że mam nieco inny pogląd na pewne sprawy, nie jest powodem, by to wszystko zaprzepaścić. Zresztą w stowarzyszeniu często się różniliśmy, ale to nie powód, by odchodzić. Ponadto uważam, że w tej instytucji, a zwłaszcza w stowarzyszeniach sędziowskich, nie powinny obowiązywać reguły zbliżone do „dyscypliny partyjnej" ani być nadmiernie eksponowane wątki polityczne czy tematy przynależne związkom zawodowym.

Może pan zostać wyrzucony...

Takie działanie nie przystoi sędziom i świadczy o niezgodzie na czyjąś niezależność. Liczę się z tym, że mogę zostać wykluczony, ale jeśli już, to nie decyzją centrali, tylko oddziału Wielkopolska. Mam nadzieję, że gdy emocje opadną, przyjdzie czas na racjonalne decyzje, a ja przecież w radzie chcę prezentować postulaty, z którymi od lat Iustitia nie mogła się przebić. Przykro mi przeciwstawiać się stanowisku stowarzyszenia. Nie widzę jednak innego wyjścia, cenniejszy jest dla mnie pluralizm poglądów i odpowiedzialność. Uważam, że z powodu odmiennych poglądów na zapis konstytucji nie można wykluczać nikogo ze stowarzyszenia.

Podobają się panu zmiany w SN?

Trzeba zrobić wszystko, by trafili do niego najlepsi sędziowie. Nie możemy obrażać się na zmiany. Nieobecni nie mają racji. A co do zmian, jako praktyk i jako sędzia tzw. pierwszej linii niechętnie podchodzę do instytucji skargi nadzwyczajnej. Ale przyjmuję, że może przynieść pożyteczne rozwiązania. Może być jedyną ścieżką ratunku dla osób w beznadziejnej sytuacji. Mieliśmy w latach 90. wiele trudnych spraw, prywatyzację, zasiedzenia. Z pewnością popełniono błędy. Jeśli uznano, że przyszedł czas, by je naprawić, to niech tak będzie, choć dla nas oznacza to więcej pracy.

A pana zdaniem Trybunał działa sprawnie?

Nie śledziłem reformy TK. To skomplikowana sprawa. Trzeba mu dać czas i pozwolić spokojnie działać.

Czuje się pan dziś sędzią niezawisłym?

Tak. Niezawisłość to rodzaj cywilnej odwagi, aby nie ulegać żadnym naciskom i kierować się własnym sumieniem, ale to także nieuleganie żadnym własnym uprzedzeniom.

Przeszkadza panu nadzór administracyjny ministra sprawiedliwości nad sądami?

Sam przechodziłem różne formy nadzoru nade mną jako sędzią. W pewnym momencie nadzór ministerialny realizowany przez sędziów był tak intensywny, że zamiast na orzekaniu wszyscy skupiali się na nadzorowaniu. Niektórzy tej presji nie wytrzymali i ponieśli najwyższą ofiarę. Moja koleżanka sędzia umarła w budynku sądu. Tak więc nie mam nic przeciwko nadzorowi, ale rozsądnemu i prowadzonemu prawidłowo i niekoniecznie przez sędziów. Nie każdy się do tego nadaje. Być może, jeśli zostanę członkiem KRS, będę mógł przyczynić się do zajęcia się tym problemem.

A co pan myśli o stosowaniu przez sądy kontroli rozproszonej?

Dziś uważam, że skoro jest Trybunał, to niech się zajmuje konstytucyjnością przepisów rangi ustawowej. A sąd, jeśli ma wątpliwości w konkretnej sprawie, to niech zwróci się do niego z pytaniem prawnym.

— rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA