fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Gorszy sort sędziów z ministerstwa - sędzia Jakub Iwaniec o „Żurek fiction" i podziałach wśród sędziów

Adobe Stock
Dzięki propagandzie KRS i stowarzyszeń sędziowskich wiemy dziś, że sędziowie z ministerstwa to gorszy sort, słabeusze, nieudacznicy, a podsekretarz stanu to ziejący zemstą Lucyfer - mówi Jakub Iwaniec, Sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa

Rz: Wytknął pan sędziemu Żurkowi syndrom hipochondryka, nieprecyzyjność, nadużywanie zarzutu niekonstytucyjności. Nie wdając się w szczegóły, czy to świadczy o podziale środowiska?

Jakub Iwaniec: Środowisko jest głęboko podzielone, bo stało się przedmiotem sporu ideologiczno-historycznego. Co chwilę otrzymuje ciosy, już nawet nie rykoszetem. To smutne. W „Żurek fiction" padły mocne zarzuty, również pod adresem wypowiedzi sędziego, lecz przede wszystkim samej KRS. Mocne i zasadne. Nie godzi się bowiem popierać twierdzeń prezentowanych w różnych mediach w tromtadrackim stylu o zagadnieniach, które dla prawnika są złożone i kontrowersyjne. Taka postawa uzurpuje sobie monopol na prawdę, dzieli przy tym i klasyfikuje środowisko, narzuca własną, jedynie słuszną narrację. Daleka jest przy tym od powinności sędziowskiej powściągliwości w dyskursie publicznym, o której ostatnio pisał rzecznik SN na łamach „Rzeczpospolitej". Co więcej, ostatnie dni pokazują, że jesteśmy świadkami rzeczy niespotykanej: publicznego linczu i szkalowania jednych sędziów przez innych („Czarno na białym" z 25 października, TVN 24). Wypowiedzi sędziów z piedestału Temidy są tam szokujące, zawierają nieodpowiedzialne insynuacje i świadczą o tym, że mamy już do czynienia z wyniszczającą wojną.

Podczas jednej z ostatnich konferencji o wymiarze sprawiedliwości w kuluarach wyraźnie mówiło się o podziale na sędziów zwykłych i delegowanych do MS.

Z pewnością. Nie tylko zresztą w kuluarach. Mówi się o tym otwarcie: głównie w mediach, na konferencjach, szkoleniach, a nawet występach estradowych. Dzięki tej propagandzie KRS i stowarzyszeń sędziowskich wiemy dziś, że sędziowie z ministerstwa to gorszy sort, słabeusze, nieudacznicy, a podsekretarz stanu to ziejący zemstą Lucyfer. Mój ostatni głos polemiczny w „Rzeczpospolitej" jest zarazem pierwszym głosem sędziego delegowanego, który odważył się stanąć w obronie niesłusznie potępianych ludzi. Mam nadzieję, że to początek dyskusji, która w mojej prywatnej ocenie powinna się skupiać na takich obszarach, jak: kadencyjność delegacji do MS, jej kryteria, limity, możliwość awansu w czasie delegacji.

Czy to przypadek, że większość tych delegowanych to członkowie Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia?

Nie znam dokładnej liczby Iustitian w MS, ale z pewnością ma pani rację. Stowarzyszenie liczy ponad 3 tys. sędziów, z czego jedynie kilkunastu jest stale aktywnych medialnie na froncie walki z rządem, nie tylko zresztą obecnym. Pamiętajmy, że w MS są też sędziowie, którzy na co dzień nie są tak radykalnymi działaczami stowarzyszenia i nie popierają linii ideowej zarządu. Dlaczego dalej są w Iustitii, dlaczego dalej są w MS? O to trzeba spytać ich samych.

Czy sędziom wypada okładać się słownie w mediach?

Jeżeli jest to bitwa na argumenty merytoryczne, i to między sędziami, nie widzę przeszkód. Stąd mój apel o rzeczową dyskusję o delegacjach sędziowskich. W dzisiejszych realiach, gdy wydaje się, że konflikt jest nieodwracalny, do tego rodzaju dyskusji należy usiąść, powstrzymując języki, ale z otwartymi umysłami. Nie oszukujmy się, czasem warto zrobić krok w tył, by ruszyć do przodu. Pytanie tylko, czy taka debata sprzedałaby się medialnie. Jeżeli zaś okładanie się ma polegać na tym, że albo zaprasza się do studia tylko jedną stronę konfliktu, albo stwarza namiastkę rzeczowej dyskusji na spotkaniu z jednostronną publicznością, to nie widzę sensu.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA