fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Jak sobie radzić z mediami przed salą sądową

Fotorzepa, Kuba Kamiński
Podsądny, a tym bardziej jego prawnik, nie może ignorować faktu, że żyjemy w epoce mediów, że dziennikarz może się pojawić przed salą rozpraw i zadawać pytania. Jak sobie wtedy radzić?

O ile mniej więcej wiadomo, jakie są prawa podsądnych i dziennikarza w sprawie karnej, o tyle o sprawach cywilnych, a tych jest znacznie więcej, wiedza jest często znikoma. Co gorsza, znikome doświadczenie mają niektórzy prawnicy, albo tylko przyjmują taką niemądrą pozę, nie odpowiadając na żadne pytania, zasłaniając się tajemnicą adwokacką (radcowską).

Czytaj także:

Obecność dziennikarza przed salą sądową zwykle cieszy poszkodowanego, zwłaszcza podejrzliwego wobec sądów, a wprowadza w zakłopotanie stronę, która jest na bakier z prawem czy moralnością, dla której sprawa jest wstydliwa. Są oczywiście sprawy z natury prywatne, zwłaszcza dotyczące kwestii rodzinnych, ale w tych zwykle jest wyłączona jawność i dziennikarzowi nic do tego. Są też dotykające prywatności pośrednio czy ubocznie, jak sprawa o spadek czy spór sąsiedzki, w spółce czy spółdzielni. I nimi dziennikarz może się interesować, choć obowiązują go granice – ma chronić dobra osobiste podsądnych (np. nie pomawiać ich, nie obrażać, nie naruszać ich prywatności).

Podsądny nie musi znać tych granic, ale ma prawo wskazywać dziennikarzowi, co chciałby zachować jako prywatne, np. nazwisko, zawód czy miejsce zamieszkania, i dziennikarz, który zwykle zna prawo prasowe, powinien mu powiedzieć, na ile podsądny jest chroniony, i tego dotrzymać. Inaczej naraża się na odpowiedzialność sądową i przed redakcyjnymi przełożonymi.

Nawet jeśli dziennikarza nasłała, tzn. poinformowała o sprawie, druga strona, to lepiej z nim rozmawiać, gdyż jest to okazja do wyprostowania sugerowanej mu przez drugą stronę wersji sporu, bo w sądzie zawsze jest jakiś spór.

Dziennikarz ma zresztą obowiązek wysłuchać obu stron, ale to, że jedna nie chce z nim rozmawiać, nie powstrzyma go zwykle od napisania tekstu. Wręcz przeciwnie, może do tego mobilizować. Jest tylko wtedy większe ryzyko, że lepiej zaprezentuje stanowisko drugiej strony.

Dylemat nie polega zatem na tym, czy rozmawiać z dziennikarzem czy nie, ale ile mu powiedzieć. Jeśli rozprawa jest jawna i dobrze prowadzona, dziennikarz dowie się i tak głównych rzeczy. Jeśli podsądny ma prawnika, to oczywiście ten doradzi mu, co powiedzieć.

Chodzi o to, że nieraz młodzi prawnicy, zwłaszcza działający dla korporacji, odsyłają do rzecznika, którego w sądzie nie ma i który nie zna sprawy lub zasłania się źle pojętą tajemnicą zawodową prawników. Takie zasklepienie prawników razi, zwłaszcza gdy występują w większych sprawach, nawet medialnych, w których udzielanie odpowiedzi prasie powinno być standardem, bo zwyczajnie leży w interesie ich klienta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA