fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Koronawirus: recepta na sądy po wirusie

Adobe Stock
Rośnie świadomość, że tym razem nie mamy szans poradzić sobie z zaległościami i nowymi sprawami

Pustki na ulicach, miasta bez korków, centra handlowe i sklepy puste, ludzie w maseczkach. Można by tak długo wyliczać. Ale starczy wspomnieć jedno: sądy też nie działają. A powinny zacząć działać jak najszybciej. Może dla niektórych polityków sądy są głównie karne. Ze społecznego i gospodarczego punktu widzenia najważniejsze są jednak sądy cywilne, gospodarcze, w tym upadłościowe, oraz wydziały rejestrowe i ksiąg wieczystych, a także zastawów. Przymusowa przerwa w gospodarce to niezapłacone rachunki, tysiące problemów i roszczeń – konieczna jest ochrona wierzycieli i obrotu gospodarczego. Rząd proponuje różne rozwiązania, Sejm uchwala kolejne tarcze, ale nikt nie wierzy, że uda się uniknąć milionów sporów. Trzeba więc sądy uruchomiać jak najszybciej, bo nie jest to zadanie łatwe.

Świat po Covid-19 będzie inny – sądy również

Przez wiele lat nikomu nie udawało się zreformować sądów. Kiedy przychodziło do konkretów, autorytety (wciąż te same) radziły tu coś dopisać, a tam wykreślić – więc system tak samo (nie)wydolnie działa. Nic nie wnoszą zmiany np. w Sądzie Najwyższym, który przecież nie rozpatruje milionów spraw. Za to skutkiem pandemii, w sądach powszechnych rosną nie tylko zaległości. Rośnie też świadomość, że tym razem nie mamy już szans poradzić sobie z zaległościami i nowymi sprawami. Chyba że pod presją wirusa dojdą do głosu nowe rozwiązania i możliwości.

Głównym problemem jest efekt skali, a nie skala problemów

Efekt skali polega na tym, że liczba spraw do załatwienia przekracza możliwości systemu, choć nie są trudne, a rozwiązania znane. Kiedy problemem jest skala problemu – poszukiwanie rozwiązania jest drogie, trudne lub czasochłonne. W naszej legislacji widać staranie, aby pokazywać sądom, jak mają załatwiać poszczególne sprawy, lub przynajmniej, jak postępować. Stąd wrażenie, że nasz system sądowniczy ukształtowały umysły chętne dzielić się swoimi subiektywnymi osiągnięciami, a przy okazji utrwalić je zapisem w jakiejś ustawie. To podejście typowe dla skali problemu. A w sądach niezmiennie się nie poprawia, choć objętość i ilość aktów normatywnych rośnie (może właśnie dlatego?). Brakuje podjęcia wyzwania, aby rozwiązać problem skali, który pokazują wszystkie statystyki. A daje się go opanować na dwa główne sposoby:

1) ograniczając ilość spraw,

2) upraszczając każdą sprawę.

Sądy po pandemii będą potrzebować obu. Potrzebne są więc zmiany w prawie materialnym, aby normatywnie pomagać w rozwiązywaniu problemów, zamiast generować kolejne sprawy. A kto sam nie potrafi, niech szuka pomocy u mediatora. Nie potrzeba kolejnych przepisów, co lub jak sądy mają robić. Konieczna jest pomoc, aby zmniejszyć ilość czynności lub konieczny do nich nakład pracy. Przekładając na konkrety – ograniczenie ich np. o 10 proc. w każdej sprawie oznacza możliwość załatwienia dodatkowej w tym samym czasie i za te same pieniądze. Dlatego warto rozważyć:

1) czy da się uruchomić sądy według lepszych zasad,

2) czy sprawy wywołane epidemią mają być rozpoznawane w jakimś specjalnym trybie,

3) które zmiany wprowadzone na czas epidemii warto pozostawić.

To wyznacznik kierunku, w którym trzeba podążać. Ale faktyczne osiągnięcia są zawsze sumą spraw prostszych, obciążonych efektem skali, a nie skalą problemu.

Zacznijmy od zawiadomienia

To czynność niby prosta, ale pogrąża sądy. Żeby je zatrzymać, wystarczyła jedna czynność administracyjna – ogłoszenie, że wstrzymuje się rozprawy i inne czynności. Wystarczyła we wszystkich sprawach naraz. Dużo trudniej będzie ponownie uruchomić sądy. Trzeba wydać merytoryczne zarządzenia w każdej sprawie z osobna oraz skutecznie powiadomić wszystkich zainteresowanych. To miliony czynności do wykonania przez dziesiątki tysięcy osób! Gigantyczne zadanie, z pewnością przekraczające aktualne możliwości administracji sądowej, osłabionej przebywaniem na urlopach opiekuńczych oraz pracą rotacyjną. Jeżeli od dnia X sądy mają wznowić urzędowanie na podstawie aktu legislacyjnego typu zarządzenie ministra Z., będzie to możliwe tylko w sprawach, w których zdążono przed epidemią wysłać zawiadomienia. Takich spraw jest mało, bo terminy wyznacza się na rozprawie albo pisemnie z wyprzedzeniem. Teraz terminy przepadły, nowych się nie wyznacza (bo nie wiadomo, na kiedy), a w sekretariatach zalegają stosy niewysłanej korespondencji (wszystkie do sprawdzenia, czy są aktualne). Pierwszym problemem będzie więc ustalenie nowych terminów i zawiadomienie o nich. Rozruch sądów do pierwszych czynności to przedsięwzięcie wielomiesięczne, a pierwszych nowych terminów można się spodziewać za nie mniej niż dwa miesiące. Da się ten proces ułatwić i przyspieszyć pod dwoma warunkami:

a) przejścia na korespondencję elektroniczną wszędzie, gdzie technicznie i organizacyjnie wydaje się to możliwe.

b) ograniczenia lub uproszczenia decyzji oraz czynności, jakie muszą być wydawane indywidualnie w każdej sprawie.

Jak uprościć i ułatwić decyzje i czynności wydawane indywidualnie

Jest to już możliwe. Korzystając z przepisów obowiązujących w stanie wyjątkowym, jakim jest stan zagrożenia epidemią, można poszerzyć te ułatwienia. Najważniejsze są sprawy proste, sprawiające trudności z powodu ich ilości. Zacząć wypada od korespondencyjnej działalności sądów, bo bez niej nie da się przeprowadzić żadnej sprawy. Aby ułatwić oraz radykalnie przyspieszyć tę działalność, trzeba korzystać z drogi elektronicznej. Nie potrzeba już do tego osobnego systemu teleinformatycznego, jaki miał zostać utworzony na podstawie rozporządzenia ministra sprawiedliwości. W czasie oczekiwania na to rozporządzenie powszechnie dostępne technologie osiągnęły poziom pozwalający na e-komunikację z sądem bez tego systemu. Tyle że tego, co możliwe, przepisy nie przewidują, a sądy i strony tracą korzyści. Wciąż podstawowym sposobem jest wysyłanie pism pocztą, chociaż wszystkie sądy w kraju mają komputery zdolne obsłużyć korespondencję elektroniczną. Pamiętajmy więc o dwóch ważnych sprawach. Po pierwsze, komunikacja elektroniczna ma służyć do przesyłania wszelkich informacji (a nie tylko pism procesowych). A strony i pełnomocnicy mogą na bieżąco śledzić przebieg swojej sprawy w systemie sądu. Gdyby podnieść tę praktykę do poziomu zasad wyrażonych przepisami, sądy zostałyby uwolnione od milionów czynności, które nie są już niezbędne. Po drugie, projekt akt elektronicznych dla sądów jest nieporozumieniem. Bo akta elektroniczne to skutek, a nie przyczyna komunikacji elektronicznej. Gdyby ktoś zarządził zamianę akt na elektroniczne, może trzeba by skanować akta, ale nadal nie możemy wysyłać elektronicznej korespondencji. Wprowadzono ją dla korzyści, dlatego stała się standardem w bankowości, księgowości, dostępie do zasobów bibliotecznych itd. Dane elektroniczne łatwo się przegląda i udostępnia. Dlatego repertoria sądowe od dawna są skomputeryzowane. Dane zgromadzone w aktach spraw sądowych nie mogą być tak traktowane. Akta sporów to nie księgi wieczyste, a skoro spory nie mają trwać wieczyście, nie warto ich skanować, jak było to konieczne dla ksiąg wieczystych. Ponadto pojęcie „akta sprawy" odnosi się jednoznacznie do formy i materii. Jeżeli pracujemy na papierze, musimy zebrać i spiąć wszystkie dokumenty, inaczej zawsze będzie czegoś brakowało. W komunikacji elektronicznej powinno to wyglądać inaczej, odpowiednio do możliwości technologii. Historycy i socjologowie już piszą o rewolucji na miarę Gutenberga. Nie warto więc skupiać się na „aktach elektronicznych", ale korzyściach z nowych technologii. Jak na razie do usprawnienia pracy sądów wystarczy w zupełności komunikacja elektroniczna. Natomiast czy i kiedy z tego powodu powstaną akta elektroniczne – to zupełnie inna sprawa i nie ma większego znaczenia (chyba że chodzi o ochronę danych, bo wtedy będzie odwrotnie).

Lista spraw wartych natychmiastowego rozpatrzenia i wdrożenia

Wszystkie łączy jedno: są powodem czynności i sporego nakładu pracy nie tylko sądu. Jeżeli nie są oczywiste – uproszczenie, ograniczenie lub rezygnacja z nich wydaje się koniecznością. Jest wiele możliwości, z których sądy nie korzystają wcale albo w niewielkim rozmiarze. Jak to zmienić na lepsze?

Najważniejsze jest wprowadzenie komunikacji elektronicznej

Główną do tego przeszkodą jest niechęć ustawodawcy, który zbytecznie rozpisuje się w k.p.c. o specjalnym systemie teleinformatycznym dla sądów. Tymczasem są już inne sposoby (np. różne platformy epu-ap i profile zaufane), ale ustawodawca pozwala np. wymieniać się pismami w formie elektronicznej, ale pod warunkiem że obie strony wyrażą na to zgodę (art. 132 § 1/3 k.p.c.). Warto przemyśleć zmianę takiej filozofii. Aby korespondencja z sądem odbywała się elektronicznie, trzeba ją wprowadzić jako zasadę, pozwalając każdemu wnioskować, aby sąd kontaktował się z nim listownie, niezależnie od tego, jak będą się komunikować pozostałe strony lub uczestnicy postępowania. Komunikacja elektroniczna jest lepsza, dlatego powinna być tańsza dla stron, niż listowna. Muszą być bodźce do preferowania tego, co konieczne do sprawnego funkcjonowania sądu, bo przekłada się na sprawność postępowania i jakość relacji. Dla niechętnych nowym technologiom można przewidzieć usługi w rodzaju; sąd wysyła elektronicznie, a materializacja odbywa się w urzędzie pocztowym adresata, aby umożliwić doręczenie tradycyjne. Taki outsourcing konwersji to jedna z propozycji, bez których nie ma mowy o poprawieniu pracy sądów.

Szczegółowo o uruchamianiu sądów po wirusie

1. Korespondencja zwykła czy elektroniczna – sądy nie wznowią żadnej działalności bez uprzednich zawiadomień i korespondencji. Do sądu każdy może napisać e-maila w swojej sprawie, ale sąd już do niego nie napisze, choćby z braku adresu. W sprawach, gdzie występują profesjonalni pełnomocnicy, korespondencja elektroniczna powinna być obowiązkowa przynajmniej w czasie usuwania skutków epidemii, a także w sprawach gospodarczych, rejestrowych i upadłościowych. Warto więc przewidzieć taką możliwość: każdy, kto napisze do sądu elektroniczny wniosek, może korzystać z elektronicznej korespondencji.

2. Modyfikacja czynności o małym znaczeniu, przykładem jest nowy obowiązek sądu, aby zawiadamiać powoda o wysłaniu odpisu pozwu pozwanemu (Art. 2051 § 1. k.p.c.). To kolejne dodatkowe obciążenie dla sądu, a nie ma skutków procesowych. Można od niego odstąpić, zawiadamiać tylko elektronicznie albo wcale – kiedy strony mają możliwość wglądu do systemu na stronie internetowej sądu.

3. Racjonalizacja czynności decydujących o biegu sprawy – nowy obowiązek (art. 139/1 § 2 k.p.c.) polegający na doręczeniu odpisu pozwu przez komornika nic nie wnosi merytorycznie, kiedy komornik powiela czynności poczty. Ustawodawca pomieszał doręczenie jako czynność prawną sądu ze stanem faktycznym polegającym na braku fizycznego odebrania pisma. Były ku temu słuszne przesłanki, odnoszące się do niebadania przyczyn nieodebrania pisma. Założono w doktrynie, że jeżeli sąd ma dobry adres, to adresat powinien pismo odebrać. Jednak adresat często nie może pisma odebrać z przyczyn od siebie niezależnych. Dlatego komornik powinien to zbadać. Problem polega na tym, że potwierdzeniem doręczenia będzie awizo komornicze. Wtedy doręczenie komornicze niczym się nie różni od pocztowego, co podważa zasadność jego ustanowienia. Wskazany w przepisie obowiązek ustalenia nowego adresu należy do powoda, a nie do komornika w trakcie czynności doręczenia. Systemowo pozostała więc fikcja doręczenia, ale postępowanie zostało przedłużone. Kiedy adresat odmawia albo uchyla się od przyjęcia pisma, staranność doręczyciela sprawia, że doręczenie nastąpiło. Mamy więc do czynienia z prawidłową konstrukcją ustrojową, opatrzoną nazwą, która łatwo wprowadza w błąd co do jej treści i znaczenia. Można więc rozważyć, jak powinno wyglądać doręczenie przez komornika, kiedy jest konieczne, czy nie przedłuży postępowania i czy można uważać awizo komornicze za dowód doręczenia.

4. Możliwość rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym po wniesieniu przez strony pism przygotowawczych oraz po wyczerpaniu dowodów – takie procedowanie pozwalałoby uniknąć rozprawy, której wyznaczenie przedłuży postępowanie. Jeżeli strony wniosły pisma przygotowawcze, a dowody zostały przeprowadzone, na rozprawie nie zostaną już podniesione nowe argumenty. Można w takim sposobie upatrywać metody na przyspieszenie zakończenia wielu spraw.

5. Dopuszczenie do procedowania według nowych przepisów w sprawach podlegających wyłączeniu spod nowelizacji na podstawie art. 11 ustawy z 4 lipca 2019 r. o zmianie kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw. Jest jeszcze wiele takich spraw i nadzieja na ich szybsze zakończenie z pomocą nowych przepisów, w szczególności odnoszących się do postępowania dowodowego.

Powyższe spostrzeżenia mają przenieść każdy z problemów na płaszczyznę pragmatyczną. Sądy są dzisiaj zakładnikami polityki, doktryny i bieżących sporów. Można się od nich uwolnić wyłącznie drogą racjonalizacji postępowania. A kryzys wywołany Covid-19 z pewnością przymusi nas do tego, skrupulatnie przeliczy koszty, pomoże wyciągać wnioski i przyspieszy decyzje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA