fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Zlecenia za 5,5 mln złotych na podstawie fałszywych certyfikatów

Firma Marcina P. specjalizuje się w zakładaniu monitoringu i systemów alarmowych. Właściciel chwali się, że jego pracownicy mają certyfikaty „NATO secret”.
123RF
Przedsiębiorca zdobył zlecenia warte prawie 5,5 mln na podstawie nierzetelnych dokumentów. W jego wysokie kwalifikacje uwierzyło nawet wojsko.

Mariusz P., właściciel firmy zajmującej się montażem i serwisem systemów alarmowych, w osobliwy sposób walczył o intratne zlecenia. Startując w przetargach, przedstawiał dokumenty, które go wyróżniały na tle konkurentów – tyle że potwierdzały nieprawdę. Tak zdobył zlecenia warte blisko 5,5 mln zł, w tym największe na rzecz Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych.

Wpadł m.in. dzięki podsłuchom, jakie, za zgodą sądu, założyli stołeczni policjanci. Prokuratura Okręgowa w Warszawie właśnie oskarżyła przedsiębiorcę i jego wspólników – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

– Łączna wartość przetargów, w których Mariusz P. przedłożył nierzetelne certyfikaty, wynosiła około 5,48 mln zł. Pokrzywdzone są jednostki wojskowe, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Muzeum Zamku w Oporowie – mówi Michał Dziekański, rzecznik prokuratury.

Cenne zlecenia biznesmen zdobył w ciągu trzech miesięcy, wiosną 2014 r., gdy w cuglach wygrał przetargi m.in. na montaż i modernizację instalacji alarmowych lub przeciwpożarowych.

Charakter obiektów, zwłaszcza wojskowych, sprawiał, że stawiano wysokie wymogi. Mariusz P. deklasował konkurentów. W czym tkwił sekret?

Żeby stanąć do przetargu, trzeba było mieć odpowiednie certyfikaty potwierdzające wiedzę i doświadczenie w zakresie żądanej usługi, np. biegle znać dany system alarmowy i mieć praktykę w jego stosowaniu.

– Mariusz P. uzyskiwał od producentów i dostawców systemów alarmowych zaświadczenia i certyfikaty o odbyciu odpowiednich szkoleń. Tyle że dokumenty te były nierzetelne, bo poświadczały nieprawdę. Przedsiębiorca i jego pracownicy w szkoleniach nie uczestniczyli, a zdarzało się nawet, że takich szkoleń w ogóle nie było – tłumaczy prok. Dziekański.

Jak ustalili śledczy, „lewe" certyfikaty biznesmen złożył w kluczowym przetargu – o wartości 4,8 mln zł – na „rozbudowę i przebudowę systemów ochrony" w obiektach Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych. Drugi, mniejszej wartości – 455 tys. zł – dotyczył konserwacji, naprawy i montażu alarmów w jednostce wojskowej w Poznaniu.

Jeden z certyfikatów stwierdzał, że ośmiu, a drugi, że sześciu pracowników P. przeszło profesjonalne szkolenia w zakresie niezbędnym do zdobycia doświadczenia i wiedzy.

Dokumenty stawiały firmę P. w uprzywilejowanej pozycji i miały decydujący wpływ na wynik przetargów. Legalne zdobycie certyfikatów wymagałoby kosztownych szkoleń.

Trzeci przetarg budzący zastrzeżenia śledczych dotyczył modernizacji instalacji przeciwpożarowej w Muzeum Zamku w Oporowie (wartość 200 tys. zł). Tu miało dojść do zmowy przetargowej.

Przedsiębiorca miał wejść w porozumienie z Norbertem P. z komisji przetargowej, który tak określił wymogi, by spełniała je tylko firma P., i jeszcze przed ogłoszeniem przetargu ujawnił mu istotne informacje.

Przesłuchani w śledztwie konkurenci (złożono pięć ofert) twierdzili, że przetarg był ustawiony pod jedną firmę.

Na początku 2014 r. Norbert P. chciał się zatrudnić w firmie przedsiębiorcy. Kilka miesięcy później, po wygranym przetargu, to się udało.

– Mariuszowi P. zarzucamy posłużenie się nierzetelnymi dokumentami o istotnym znaczeniu dla uzyskania zamówień publicznych i o udział w zmowie przetargowej – mówi Michał Dziekański.

Dwaj przedstawiciele firm odpowiedzą za wystawienie nierzetelnych certyfikatów i pomoc P. w przestępstwie. Norbert P. m.in. za udział w zmowie przetargowej.

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Potwierdzają ustalenia śledczych, ale uważają, że nie popełnili przestępstw. – Ich wersja stoi w sprzeczności z materiałem dowodowym – mówi Dziekański.

Firma przedsiębiorcy na stronie internetowej chwali się, że jej pracownicy posiadają „poświadczenia bezpieczeństwa" pozwalające na dostęp do informacji o klauzuli „ściśle tajne" i „NATO secret".

Jednak wojsko wycofało się ze współpracy z firmą. – W trakcie prowadzonej inwestycji otrzymaliśmy informacje, że firma nie będzie prowadzić dalszych prac, w związku z czym został jej cofnięty wstęp na teren dowództwa. Prace kontynuowała inna firma – mówi ppłk Piotr Walatek, rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

Podległy MON Stołeczny Zarząd Infrastruktury, który prowadził przetarg i inwestycję, nie odpowiedział, czy podjął działania w związku z podejrzeniem przedstawienia przez biznesmena nierzetelnych dokumentów.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: g.zawadka@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA