Rzecz o prawie

Andrzej Bryk: Państwo rozbija rodzinne relacje

Adobe Stock
W styczniu Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok, w którym stwierdził, że odmowa szwajcarskich władz uwzględnienia prawa rodziców do nieposyłania swoich dzieci na obowiązkową edukację seksualną nie jest pogwałceniem europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Sprawa rozpoczęła się w 2011 r. w jednej ze szkół podstawowych w kantonie Bazylei. Szkoła odmówiła matce siedmioletniej dziewczynki prawa do nieposyłania jej na lekcje edukacji seksualnej. Inni rodzice. poparci przez Kościół katolicki i część polityków, przyłączyli się, uważając, że szkoła jest nieodpowiednia do tego rodzaju nauk.

Czyje prawo ważniejsze

Szkoła stawiała opór. Rodzice odwołali się do sądów szwajcarskich, które we wszystkich instancjach orzekły, iż mają oni obowiązek posyłania dzieci na edukację seksualną. Rodzice poszli więc do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a ten przyjął argumentację Szwajcarii, że taka edukacja pomoże dzieciom zrozumieć i bronić się przed molestowaniem. Trybunał uznał, że prawo rodziców do wychowania dzieci, w tym w tak delikatnej sprawie jak seksualność musi ustąpić przed prawem państwa do definiowania treści i sposobu wprowadzania dzieci w świat seksualności. Trybunał dodał, że szkolna edukacja jest komplementarna wobec rodzicielskiej.

Trybunał ustanowił ogólną normę europejskiego prawa, przyczyniając się do dalszego rozbijania przez państwo relacji rodzice –dzieci.

W 2014 r. dziesięcioro rodziców w Niemczech zostało uwięzionych, ponieważ odmówili posyłania swoich czteroletnich dzieci na zajęcia o gender, ideologii, w której płeć przestaje być determinowana biologicznie, lecz jest wybierana w drodze subiektywnego odczucia, kim chce się być.

Gwałt na małoletnim

Obrona praw rodzicielskich miała też miejsce w marcu 2018 r., gdy rodzice zbuntowali się w kilku stanach amerykańskich. W Kalifornii nauczyciel w przedszkolu na lekcji o tożsamości transgenderowej stwierdził „Jestem Jazzem", co wywołało żądania ze strony rodziców, by wyłączyć ich dzieci z tych zajęć. Szkoła odmówiła.

W Ohio sąd odmówił rodzicom prawa opieki nad dzieckiem zdiagnozowanym przez psychitrów jako genderowo zaburzone (genderdysphoria), gdy matka sprzeciwiła się wdrożeniu eksperymentalnej terapii hormonalnej, by przejść do płci innej niż płeć biologiczna, argumentując – po konsultacji z innymi specjalistami – iż jest na to za wcześnie i że przyczyny zaburzeń mogą być inne, a terapia jest gwałtem na dziecku.

W odpowiedzi prawnicy broniący praw rodziców zainicjowali ustawę, według której państwo „nie może uznać odmowy hormonalnej terapii za powód pozbawienia praw rodzicielskich, w tym opieki nad dzieckiem.

Stanowi to zwycięstwo ideologii nad świadomością, co jest najlepsze dla dziecka.

Tożsamość bez udziału

W innym sądzie sędzia przyznała opiekę nad 17-letnim dzieckiem dziadkom. Stwierdziła, że choć istnieje „zdumiewający brak dostatecznych i rozstrzygających [naukowo] klinicznych studiów pozwalających uznać skuteczność różnych sposobów terapii [w tej dziedzinie]", uważa, iż dzieci doświadczające „rozchwiania" genderowego „mają legitymowane prawo kontynuowania swojego życia z inną tożsamością genderową niż ta przyznana im przy porodzie".

W Delaware przygotowywana jest nawet ustawa pozwalająca dzieciom wybrać swoje gender bez rodzicielskiej wiedzy. W styczniu 2017 r. matka w Minnesocie dowiedziawszy się, iż jej syn mający 15 lat w tajemnicy przed nią poddał się terapii hormonalnej w celu zmiany płci, pozwała instytucje szkolne i medyczne za naruszenie praw rodzicielskich.

Szkoła twierdziła że piętnastolatelatek, mieszkający po rozwodzie rodziców z ojcem (choć matka nie utraciła praw rodzicielskich), mógł podjąć taką decyzję, ponieważ był niezależny od rodziców.

W Stanach Zjednoczonych można przeprowadzić prawnie „uniezależnienie" dziecka od rodziców, ale w tym przypadku ono nie nastąpiło. Stąd wniosek o terapię wspierany przez organizację LGTB (zawierał zresztą błędy formalne, z których najistotniejszy był brak zgody matki na taką operację, nie mówiąc o jej niewiedzy). Kiedy post factum zażądała wglądu w dokumentację medyczną syna, szkoła odmówiła, a to skutkowało złożeniem przeciwko niej pozwu.

Życiem dziecka kierują inni

W maju 2017 r. sąd odrzucił skargę. Choć uznał prawa rodzicielskie matki, stwierdził, iż nie można pociągnąć nikogo do odpowiedzialności karnej z powodu ich naruszenia, ponieważ i szkoła, i właściwa instytucja lekarska działały zgodnie z prawem. Co do prawa wglądu do dokumentacji medycznej, sędzia stwierdził, iż jest to kwestia otwarta do rozstrzygnięcia.

Orzeczenie sprowokowało komentarz działacza Stowarzyszenia Thomasa More'a: „Matka przeżywa najgorszy możliwy koszmar dla rodzica. Osoby trzecie pokierowały życiem jej nieletniego dziecka w taki sposób, że przeszło ono zmieniający jego życie, trwały proces zmiany organizmu dokonany przez organizacje, które nie mają do tego żadnego prawa i które odmawiają dostępu do niego jego własnej matce". Sprawa być może znajdzie finał w Sadzie Najwyższym.

Wszystkie te sprawy, a to zaledwie nieliczne, jakich doświadczają od dłuższego czasu rodzice, toczą się w trwającej cały czas liberalnej rewolucji seksualnej, z dziećmi poddanymi jej presji od najwcześniejszych lat. Eksperymentowanie z seksualnością dziecka, gdy fundamentalne prawo do opieki nad dzieckiem ma państwo, a wyłącza się z niej rodziców, poddane jest presji grup ideologicznych.

Z trudnego zagadnienia dojrzewania w takiej kulturze, z rozbitych rodzin, kultu indywidualnego, autonomicznego wyboru i zrodzonych w takiej kulturze patologii uczyniono front ideologicznej walki, w której rodzice są postrzegani jako zagrożenie dla fundamentalnych praw dziecka.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL