Nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby numer, który w tym tygodniu oddaję w Państwa ręce, nie otwierał się tekstem przez niektórych nazwanych feministycznym. Postanowiłam jeszcze mocniej zaakcentować ważny problem, który porusza. Internet uwielbia uproszczenia i szybkie osądy. W tym wypadku chodzi o coraz powszechniejsze zacieranie różnicy pomiędzy samotnością a samodzielnością w kontekście rodzicielstwa. Zgadzam się z autorką felietonu, mec. Joanną Parafianowicz, że pojęcia, które opisują zupełnie różne doświadczenia, zaczynają funkcjonować jak synonimy. To źle. Samotność dotyczy przecież braku drugiego człowieka – relacji, wsparcia, obecności. Samodzielność oznacza natomiast sprawczość, odpowiedzialność i zdolność do organizowania codzienności bez stałego partnera u boku.