fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Uprawnienia to także wypełnianie obowiązków - Marcin Matczak odpowiada Mariuszowi Muszyńskiemu

Adobe Stock
Tezy Mariusza Muszyńskiego są błędne w świetle prawa i budzą wątpliwości natury moralnej.

W artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej" Mariusz Muszyński, osoba nielegalnie wybrana do Trybunału Konstytucyjnego na zajęte już miejsce, przedstawia tezę, że status 179 sędziów powołanych na urząd krótko po śmierci prezydenta Kaczyńskiego może być prawnie kwestionowany. W tej odpowiedzi oceniam negatywnie nie tylko wymiar prawny argumentacji Muszyńskiego, ale także jej wymiar moralny.

Czytaj też:

Mariusz Muszyński: da się podważyć powołania wielu sędziów

Nie straszyć sędziów bez potrzeby - Stanisław Biernat polemizuje z Mariuszem Muszyńskim

Muszyński podaje dwa argumenty za wadliwym powołaniem sędziów. Pierwszy: marszałek Sejmu, zastępujący prezydenta po jego śmierci, może wykonywać jedynie nałożone na prezydenta obowiązki, nie może natomiast wykonywać jego uprawnień. Ponieważ powołanie sędziów (i zaprzysiężenie) jest uprawnieniem prezydenta, marszałek nie może tego zrobić. Argument drugi – nawet jeśli może, powołania odbyły się na błędnej (a tak naprawdę nie w pełni powołanej) podstawie prawnej.

Argument pierwszy jest oparty na twierdzeniu, że art. 131 konstytucji, poświęcony zastępstwu marszałka, mówi o „obowiązkach prezydenta" oraz że marszałek w czasie zastępstwa powinien ograniczyć się wyłącznie do działań niezbędnych. W rzeczy samej art. 131 konstytucji mówi o „wykonywaniu obowiązków" prezydenta, a fraza ta, występująca także jako „wypełnianie obowiązków" czy „sprawowanie obowiązków", w całym tekście konstytucji jest odnoszona do pełnienia funkcji, która obejmuje zarówno obowiązki, jak i uprawnienia związane z daną funkcją.

Aby to stwierdzić, wystarczy przeczytać np. art 144 ust. 3 pkt 12 konstytucji, który mówi o powierzeniu zdymisjonowanej Radzie Ministrów „tymczasowego pełnienia obowiązków". Czy Muszyński broniłby absurdalnej tezy, że Rada Ministrów, której powierzone zostało „pełnienie obowiązków", ma zaprzestać wykonywania swoich uprawnień? Czy – przykładowo – Radzie Ministrów tymczasowo pełniącej obowiązki nie przysługuje uprawnienie do wystąpienia z inicjatywą ustawodawczą? Oczywiście przysługuje, co oznacza, że wykonywanie obowiązków jest przez polską konstytucję traktowane jako pełnienie funkcji, a więc obejmujące zarówno uprawnienia, jak i obowiązki (w podobnym sensie art. 106 mówi o „wypełnieniu obowiązków" posła).

Drugim argumentem przeciwko tezie Muszyńskiego jest art. 131 ust. 4 konstytucji, w którym wyraźnie stwierdzono, że marszałek Sejmu zastępujący prezydenta nie może tylko jednej rzeczy: skrócić kadencji Sejmu. Gdyby prawodawca chciał ograniczyć marszałka bardziej, zrobiłby to w tym przepisie. Przepis ten jednak o zakazie powołania sędziów nic nie mówi, co w sposób oczywisty świadczy o tym, że marszałkowi wolno ich powołać.

Fakt, że przepis art. 131 ust. 4 zabrania akurat skrócenia kadencji Sejmu, także dyskwalifikuje tezę Muszyńskiego. Skrócenie kadencji Sejmu jest bowiem uprawnieniem prezydenta, a nie jego obowiązkiem. Na przykład art. 225 konstytucji głosi, że w razie opóźnienia w uchwaleniu ustawy budżetowej prezydent „może" zarządzić skrócenie kadencji Sejmu, co wyraźnie wskazuje, że nie jest to prezydencki obowiązek. Gdyby zbiór rzeczy, które marszałek może robić w zastępstwie prezydenta, obejmował wyłącznie obowiązki, jaki sens miałoby wyłączanie z tego zbioru uprawnienia prezydenta? Oczywiście żaden, dlatego oczywiste jest, że marszałek może wykonywać wszystkie obowiązki i uprawnienia prezydenta, z wyjątkiem jednego wyraźnie odebranego mu uprawnienia.

Ten jedyny wyjątek w sposób oczywisty przeczy innej tezie Muszyńskiego: że działania marszałka w zastępstwie prezydenta powinny być sprowadzone do minimum. Wprost przeciwnie. To, że konstytucja przewiduje tylko jedno uprawnienie, którego marszałek zastępujący prezydenta wykonywać nie może, oznacza a contrario, że może wykonywać wszystkie inne, a nie tylko minimum.

Podsumowując, Muszyński niezgodnie z polską konstytucją i zdrowym rozsądkiem chce ograniczyć kompetencje osoby zastępującej prezydenta. Żeby zobaczyć absurd tej propozycji, wystarczy sobie wyobrazić, co mogłaby robić taka osoba, gdyby miała wykonywać jedynie obowiązki prezydenta. Odpowiedź brzmi: prawie nic. Nie mogłaby z pewnością podpisać żadnej ustawy (ani jej zawetować), ponieważ podpisanie ustawy (jak i zawetowanie) jest uprawnieniem prezydenta, a nie jego obowiązkiem. Wprawdzie dla podpisania ustawy przewidziany jest obowiązujący prezydenta termin, ale – jak Muszyński sam argumentuje w sprawie obowiązku „niezwłocznego" powołania sędziów – termin do wykonania uprawnienia nie zmienia faktu, że jest to uprawnienie. Tu należy się z nim zgodzić, tyle tylko, że jest to argument ukazujący bezsens całej jego argumentacji. Stosując bowiem tę argumentację, należałoby przyjąć, że 76 ustaw podpisanych w 2010 r. przez osoby zastępujące prezydenta jest nieważnych.

Także drugi argument Muszyńskiego, o błędnej podstawie prawnej powołania sędziów, nie wytrzymuje krytyki. Rzekomy błąd polega na tym, że przywołana podstawa prawna nie jest pełna: obejmuje bowiem tylko przepis uprawniający prezydenta do powołania sędziów, a pomija przepis, który daje marszałkowi Sejmu prawo zastępowania prezydenta.

Po pierwsze, niepowołanie pełnej podstawy prawnej nie oznacza, że jej nie było. Jest oczywiste, że zarówno Bronisław Komorowski, jak i Grzegorz Schetyna legalnie zastępowali prezydenta w czasie powoływania sędziów. Po drugie, niepełna podstawa prawna nie oznacza błędnej podstawy prawnej. Po trzecie, powołanie niepełnej podstawy prawnej z pewnością nie skutkuje nieważnością dokonywanej czynności. Nawet gdyby uznać, że błędem jest przytoczenie tylko jednego artykułu zamiast dwóch, naprawienie tego błędu powinno nastąpić poprzez sprostowanie, a nie poprzez zakwestionowanie powołania prawie 180 sędziów, którzy od roku 2010 wydają wyroki, z wszystkimi tego skutkami dla obywateli. Muszyński w rzeczywistości proponuje, aby do oceny ważności aktów powołania sędziów stosować zasady procesu formułkowego, w którym brak jednej litery albo pomyłka pisarska skutkowałaby unieważnieniem całego działania.

Tymczasem nieważność czynności jest w prawie tak nadzwyczajną konsekwencją, że jej groźba musi być wyraźnie stwierdzona. Tak jest w przypadku art. 144 ust. 2 konstytucji, który stwierdza, że działanie prezydenta podjęte bez kontrasygnaty premiera jest nieważne. Niestety, bez takiej kontrasygnaty zadziałał prezydent Duda latem 2018 r., kiedy uruchamiał procedurę naboru na nowe stanowiska w SN. Zastanawiające jest, że kwestionowanie ważności tych powołań Muszyński nazywa dewastacją państwa i nakazuje jej zaprzestanie, mimo że naruszenie procedury w tym przypadku było rażące, a przepis konstytucji expressis verbis wiąże z nim skutek nieważności. Jednocześnie swoich twierdzeń, które nie są wsparte jakimkolwiek przepisem mówiącym o nieważności, jako dewastacji państwa nie traktuje.

Tezy Muszyńskiego są nie tylko błędne w świetle prawa, ale budzą także poważne wątpliwości natury moralnej. Katastrofa w Smoleńsku była jedną z najbardziej wstrząsających tragedii w historii Polski. Zachwiała ona podstawami polskiego państwa, którego sprawne funkcjonowanie stanęło w jednej chwili pod znakiem zapytania. Wysiłkiem wielu ludzi reprezentujących różne opcje polityczne udało się nam tę ogromną tragedię przetrwać, także w sensie instytucjonalnym i państwowym, co zapewnił mechanizm zastępstwa przewidziany w konstytucji z 1997 roku. Podnoszenie po niemal dziesięciu latach argumentu, że w środku zarządzania tą wielką tragedią, w dokumentach powołujących sędziów zamiast dwóch przepisów powołano jeden, jest w najlepszym razie dowodem zupełnego braku empatii oraz pozbawienia jakichkolwiek granic w dowodzeniu wygodnych politycznie tez.

Argumentacja Muszyńskiego, co sam podkreśla, ma przecież na celu uciszenie krytyków niedawnych powołań sędziowskich do SN. Wyrażając zupełny brak szacunku dla osób pełniących w Polsce funkcje sędziowskie, pisze, że „sędziowscy prominenci" „kombinują" i rozpoczynają „interpretacyjną wojnę dewastującą państwo". Jednocześnie, wytykając rzekome błędy, sugeruje, że „nowe izby SN do tych błędów sięgną i zaczną deprecjonować ich uprawnienia".

Być może jest tak, że – na zasadzie psychologicznej projekcji – Muszyński przenosi na innych swoje własne uczucia, związane z nielegalnym powołaniem, byciem sędziowskim prominentem i kombinowaniem. Takie przeniesienie nie jest jednak usprawiedliwieniem dla budowania słabej argumentacji prawnej i wykorzystywania narodowej tragedii dla doraźnych celów politycznych.

Autor jest radcą prawnym, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA