fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Mariusz Muszyński: da się podważyć powołania wielu sędziów

Mariusz Muszyński
materiały prasowe
W procedurze powoływania sędziów po 1997 r. można znaleźć wiele błędów. Na ich podstawie da się podważyć powołania wielu sędziów, również tych od lat orzekających w SN – uważa wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego.

Czas podobno leczy rany. Jednak upływ czasu i ustępstwa władzy ustawodawczej w sprawie reformy wymiaru sprawiedliwości nie zdołały złagodzić atmosfery. Wręcz przeciwnie. Można odnieść wrażenie, że sędziowscy prominenci nie robią już nic, tylko kombinują jak podważyć prezydenckie powołania sędziów Sądu Najwyższego z 2018 r. A przecież większy problem mają wewnątrz własnego środowiska. Z analizy powołań w 2010 r. można bowiem wyciągnąć wniosek, który brzmi: od dziewięciu lat orzeka co najmniej 179 sędziów sądów powszechnych i administracyjnych, którzy zostali powołani w niewłaściwym trybie, przez nieuprawniony organ i na błędnej podstawie prawnej.

Czytaj też: Prof. Biernat: Nie straszyć sędziów bez potrzeby

Powołanie sędziów w Polsce odbywa się w dwóch etapach: przygotowawczym, w którym Krajowa Rada Sądownictwa wyłania kandydatów i przedstawia prezydentowi RP wnioski o ich powołanie, właściwym – polegającym na powołaniu sędziów przez prezydenta RP w drodze postanowienia, który finalizuje następnie złożenie ślubowania. Kiedy w tragedii smoleńskiej (10 kwietnia 2010 r.) zginął prezydent Lech Kaczyński, procedury pierwszego etapu dotyczące kilkudziesięciu sędziów były w toku.

Wobec wakatu na urzędzie na podstawie art. 131 ust. 2 Konstytucji RP obowiązki prezydenta powinien tymczasowo wykonywać marszałek Sejmu.

W okresie od śmierci Lecha Kaczyńskiego, do zaprzysiężenia 6 sierpnia 2010 r. nowego prezydenta RP, którym został Bronisław Komorowski, marszałkami Sejmu wykonującymi obowiązki prezydenta RP byli: Bronisław Komorowski (10 kwietnia – 8 lipca 2010 r.) i Grzegorz Schetyna (8 lipca – 6 sierpnia 2010 r.).

Zaistniała sytuacja wygenerowała pytanie, jak w powyższym stanie prawnym powinno wyglądać powołanie sędziów?

Obowiązek to obowiązek

Art. 131 konstytucji regulujący instytucję zastępstwa prezydenta RP mówi o „obowiązkach prezydenta". Brzmienie to pokazuje, że dane przepisy nie odnoszą się więc w żaden sposób do „uprawnień" tego organu. A właśnie w takim kontekście należy postrzegać określoną w art. 179 w związku z art. 144 ust. 3 pkt 17 konstytucji instytucję powoływania sędziów przez prezydenta RP. Jak podkreślił TK w postanowieniu z 23 czerwca 2008 r., sygn. Kpt 1/08, „(...) w świetle art. 144 ust. 3 pkt 17 Konstytucji kompetencja Prezydenta określona w art. 179 Konstytucji traktowana jest jako uprawnienie osobiste (prerogatywa) Prezydenta (a zarazem: sfera jego wyłącznej gestii i odpowiedzialności)". Według TK, sam prezydent jest „najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej", a jego rola ustrojowa, określona w art. 126 ust. 1 Konstytucji, „(...) ma istotne znaczenie dla oceny charakteru prawnego i rangi czynności powołania na urząd sędziego". Podobny kierunek przyjęto w orzecznictwie Sądu Najwyższego i sądów administracyjnych.

Owszem, niektórzy przedstawiciele doktryny twierdzą, że przepis ten składa się z dwóch norm: kompetencyjnej oraz nakazującej czynić użytek z przyznanej Prezydentowi kompetencji. Wywodzą to ze sformułowania „Prezydent powołuje". Absurd takiego myślenia ujawnia jednak porównanie tego zwrotu ze zdaniem pierwszym art. 139 konstytucji. Na jego podstawie „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski". Proponowana wykładnia konstytucji znaczyłaby, że prezydent ma obowiązek stosować prawo łaski zawsze, gdy się do niego ktoś o to zwróci, albo (o zgrozo) w każdej sprawie karnej.

Poza tym to nie doktryna tworzy prawo, ale prawodawca i praktyka. I to zgodnie z wyrokiem TK z 5 czerwca 2012 r., (sygn. K 18/09) „rola Prezydenta w procedurze nominacyjnej nie sprowadza się tylko do roli »notariusza«, potwierdzającego podejmowane gdzie indziej decyzje (...), lecz dokonuje on samodzielnej oceny przedstawionych mu kandydatur i w konsekwencji może odmówić uwzględnienia wniosku KRS. Należy mu przyznać prawo odmowy spełnienia wysuniętych wniosków, jeżeli jego zdaniem sprzeciwiałyby się one wartościom, na straży których postawiła go Konstytucja". Trybunał podkreślił przy tym, że „nieokreślenie wprost terminu, w jakim Prezydent ma wykonać swoją kompetencję, nie oznacza, że art. 179 Konstytucji w ogóle nie odnosi się do tej kwestii. Należy go bowiem odczytywać jako obowiązek Prezydenta działania niezwłocznego (bez zbędnej zwłoki)".

Niezwłoczne działanie nie jest jednak obowiązkiem powołania sędziego, które stanowi prezydenckie uprawnienie osobiste. Wskazany brak zwłoki wynika jedynie ze stałości procesu kreacji określonych organów i urzędów. Państwo powinno móc funkcjonować. Bezsporne jest też raczej, że marszałkowi wykonującemu obowiązki prezydenta RP nie przysługują wszystkie osobiste uprawnienia głowy państwa, a wykonuje je tylko w niezbędnym zakresie. A w przypadku powołania sędziów nie biegną przecież żadne terminy konstytucyjne jak np. w przypadku podpisania ustawy. Ponadto takie interregnum nie trwa dłużej niż cztery miesiące. Nic nie burzy funkcjonowania państwa.

Świadomość tego wszystkiego miało Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, które nie przedłożyło marszałkowi wykonującemu obowiązki Prezydenta RP uchwały z 17 lipca 2010 r. w sprawie przedstawienia kandydatów na stanowisko prezesa TK oraz wiceprezesa TK. Uchwała została przekazana dopiero po zaprzysiężeniu nowo wybranego prezydenta RP.

Pomimo takiego stanu prawnego marszałek Komorowski wydał cztery postanowienia:

(1130-8-10 z 29.04.2010; 1130-9-10 z 1.06.2010; 1130-10-10 z 1.06.2010; 1130-11-10 z 17.06.2010), w których osobiście powołał 69 sędziów. Następnie marszałek Schetyna powołał 23 sędziów w drodze jednego postanowienia (nr 1130-12-210 z 22.07.2010).

Odbiór ślubowania

Kolejny problem prawny to pytanie, czy w zakresie „obowiązków prezydenta" znajduje się odbiór ślubowania od sędziów. Część z osób powołanych przez obu marszałków złożyła wobec nich ślubowanie. Ponadto takie ślubowanie złożyło też 87 sędziów powołanych jeszcze przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Ślubowanie powołanego sędziego wobec prezydenta jest wymogiem wyłącznie ustawowym. Stosowna podstawa znajduje się w ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych (art. 66). Brzmi: „(...). Przepis ten przez odesłanie zawarte w art. 29 § 1 ustawy Prawo o ustroju sądów administracyjnych stosuje się także do sędziów sądów administracyjnych.

Z literalnej treści art. 66 (słowa: „sędzia składa ślubowanie wobec Prezydenta") wcale nie wynika więc, że jest to norma skierowana do prezydenta. Wyraźnie widać, że jej adresatem jest sędzia. Sam prezydent jest jedynie świadkiem ślubowania, którego nikt nie może zastąpić.

Choć osoba wykonująca obowiązki prezydenta RP realizuje funkcje ustrojowe głowy państwa, to jednak przez tę okoliczność nie staje się prezydentem w sensie podmiotowym. Nie posiada bowiem stosownych cech identyfikujących urząd prezydenta. Ślubowanie nie jest też uroczystością wyłącznie symboliczną, a pozwala mu objąć urzędowanie (TK, sygn. K 34/15).

Skoro wykonywanie obowiązków prezydenta RP nie czyni marszałka Sejmu prezydentem RP, a z ustawy – Prawo o ustroju sadów powszechnych nie wynika żadna norma kompetencyjna statuująca obowiązek prezydenta RP, to w 2010 r. nie było możliwe zastąpienie tego organu marszałkiem Sejmu. Stąd co najmniej wątpliwe jest, czy złożenie ślubowania wobec marszałka Sejmu wykonującego obowiązki prezydenta RP było skuteczne.

Błąd formalny

Ale to nie koniec. Potencjalnym polemistom chcę podrzucić jeszcze jeden błąd – formalnoprawny. Postanowienia obu marszałków zaczynają się słowami: „Na podstawie art. 179 Konstytucji z 2 kwietnia 1997 r. na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, powołuje niżej wymienione osoby do pełnienia urzędu (...)". Zawierają więc tylko jedną podstawę prawną.

Przywołany w postanowieniach art. 179 konstytucji brzmi: „Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieokreślony". Przepis ten jest więc adresowany wyłącznie do prezydenta. Nawet jeśli uznalibyśmy, że marszałek może powołać sędziów jako osoba wykonująca „obowiązki prezydenta", to postanowienie powinno mieć inną, podwójną podstawę prawną: „Na podstawie art. 179 w związku z art. 131 ust. 2 Konstytucji z 2 kwietnia 1997 r. (...)", bo tylko poprzez art. 131 ust. 2 konstytucji, marszałek może użyć prezydenckiego postanowienia. Tak więc w 2010 r. obaj marszałkowie powołali sędziów na niewłaściwej podstawie prawnej.

Opisany przykład to nie zdarzenie jednostkowe. W procedurze powoływania sędziów po 1997 r. można znaleźć wiele błędów czy wątpliwości formalnych. Na ich podstawie da się podważyć powołania wielu sędziów, również tych od lat orzekających w SN. Co będzie, kiedy nowe izby SN do tych błędów sięgną i zaczną deprecjonować ich uprawnienia? Czas zakończyć tę interpretacyjną wojnę dewastującą państwo.

Autor jest wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego i prof. na Wydziale Prawa i Administracji UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA