fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dobra osobiste: ustawą w hejt na Facebooku

123RF
Paweł Litwiński – opisuje adwokat zajmujący się mediami elektronicznymi.

Rz: Niemcy planują przyjęcie ustawy, która nakaże sieciom społecznościowym takim jak Facebook, usuwania oszczerczych postów i gróźb. Za nieprzestrzeganie tych standardów grozić będą operatorom kary finansowe do 50 mln euro. Hejt, jak widać, robi się nieznośny dla niektórych przynajmniej państw, panie mecenasie?

 

Paweł Litwiński: Hejt robi się nieznośny, ponieważ pozorna anonimowość i bezkarność w świecie cyfrowym, znoszą często nasze hamulce: w sieci robimy to, czego byśmy nie zrobili poza siecią.

Niemcy idą drogą karania operatorów, czy mniejsze (słabsze) kraje mają szanse takie sankcje zastosować?

Po pierwsze, niemiecki pomysł może być niezgodny z prawem europejskim, czyli z dyrektywą 2000/31. Ta dyrektywa ustanawia zasady, na jakich operatorzy takich portali, jak Facebook (tzw. pośrednicy, ISP) mogą ponosić odpowiedzialność za treści, które nie pochodzą od nich, bo pochodzą od użytkowników tych portali, a które portale udostępniają. Żeby to ocenić, trzeba poznać szczegóły, niemniej punktem odniesienia powinna być właśnie dyrektywa. Po drugie. jest oczywiście problem egzekwowania ew. kar – Facebook jest podmiotem zasadniczo spoza UE, zasadniczo, bo formalnie usługi dla obywateli UE świadczy spółka zależna od FB z siedzibą w Irlandii).

Jak zatem ewentualne kary egzekwować?

To jest pytanie. Jest to zresztą szerszy problem, bo np. nowe europejskie prawo ochrony danych osobowych (będzie stosowane od 25 maja przyszłego roku) nakazuje, aby podmioty spoza UE stosowały prawo europejskie, jeżeli przetwarzają dane obywateli Unii – a naruszenie tego obowiązku może oznaczać kary: tylko jak je właśnie wyegzekwować?

Czy możliwa jest skuteczna kontrola, odsiewanie hejtu?

 

Jest możliwa, ale pod warunkiem, że zgodzimy się na ingerowanie pośredników w treści, które udostępniają. Dzisiaj model funkcjonowania ISP polega na tym, że tylko przesyłają (udostępniają, przechowują) treści, które tworzy ktoś inny. Tylko je udostępniają, nie ingerując w nie – a więc nie odpowiadają za nie, chyba że się dowiedzą o tym, że są bezprawne; nie maja też obowiązku filtrowania tych treści.

Kontrola hejtu jest możliwa, jeżeli nałożymy taki obowiązek na ISP – ale wtedy zmienia się paradygmat funkcjonowania tych podmiotów w Internecie: z roli biernej przyjmowałyby rolę czynną, stawałyby się swoistymi filtrami. Dla nich samych oznacza to, że nie mogłyby już nie ponosić odpowiedzialności za treści, które udostępniają – czy się więc na to zgodzą ? Dla nas oznacza to, że jakieś podmioty prywatne (przysłowiowe wielkie korporacje) kontrolowałyby treści pochodzące od nas i przychodzące do nas. To jest wielkie zagrożenie dla wolności słowa.

Co pan mecenas by wybrał?

Ja osobiście jestem przeciwnikiem nakładania na ISP obowiązku monitorowania treści, choćby w celu eliminacji hejtu: bo czym jest ten hejt ? Dla jednego tym, dla innego czym innym; dając podmiotom prywatnym władzę decydowania o tym, co widzimy, czytamy, co możemy opublikować w sieci, czynimy z nich cenzorów i sędziów, i to sędziów we własnej sprawie – jeżeli Facebookowi będzie grozić kara za przepuszczenie hejtu, to poprzeczka hejtu pójdzie tak wysoko, żeby hejtu na tym portalu w ogóle nie było, co spowoduje tyle, że wiele treści nie będącym hejtem też z portalu zniknie). I to jest bardzo niebezpieczne.

Jest jednak problem mowy nienawiści, obrażania ludzi z imienia i nazwiska w Internecie na takich portalach. Oni nie mają prawa do obrony?

Mają i dlatego jestem zwolennikiem – w miejsce ograniczania wolności słowa – stworzenia skutecznych mechanizmów dochodzenia odpowiedzialność wobec autorów mowy nienawiści. Mam tutaj na myśli dwa reżimy odpowiedzialności: po pierwsze, odpowiedzialność karną – prokuratorzy powinni zajmować się najbardziej drastycznymi przypadkami; po drugie, odpowiedzialność cywilną – poszkodowani przez zjawisko hejtu muszą mieć możliwość ustalenia danych osobowych autora i pozwania go przed sądem cywilnym. Niestety, właśnie z odpowiedzialnością bywa u nas różnie – prokuratorzy nie palą się do ścigania hejtu, a uzyskanie danych osobowych autora wpisu graniczy nieraz z cudem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA