fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dyscyplinarki łatwo skompromitować

Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Prewencja ogólna i cele wychowawcze dyscyplinarek mogą łatwo je skompromitować.

Postępowania dyscyplinarne są jawne od wielu lat, ale nigdy nie budziły takiego zainteresowania jak obecnie. W sumie nic dziwnego – sądownictwo od dwóch lat znalazło się na głównej linii ostrego sporu politycznego, a postępowania dyscyplinarne są niewątpliwie oczkiem w głowie obecnych władz. Nowe instytucje, w postaci rzeczników dyscyplinarnych szczebla centralnego, sądów dyscyplinarnych przy apelacjach czy wreszcie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, budzą uzasadnione zainteresowanie. Zwłaszcza że wraz z wprowadzeniem nowej procedury dyscyplinarnej wieszczono wręcz hekatombę w środowisku sędziowskim.

Czytaj także: Dyscyplinarki sędziów: nie każda głupota stanowi delikt

Wiele zależy od tego, kto i w jaki sposób będzie te nowe narzędzia stosował. Pierwsze przykłady nowych postępowań dyscyplinarnych mamy już za sobą. Nie widać w nich żadnego specjalnego zaostrzenia. Mamy raczej do czynienia z kontynuacją linii orzecznictwa zawartej w komentarzu autorstwa sędziego Kozielewicza. Ba, w jednej z pierwszych spraw nie zostało nawet uwzględnione odwołanie ministra sprawiedliwości. Na podstawie tych pierwszych spraw nie da się obronić tezy o zaostrzeniu odpowiedzialności dyscyplinarnej oraz pełnej zależności sędziów SN od ministra.

Strzelba już załadowana

Podobnie zresztą jest w postępowaniach pierwszej instancji, znanych mi z własnego doświadczenia, jako sędziego sądu dyscyplinarnego. Tu również gwałtownego zwiększenia represji nie widać. Nie tylko nie zapadają drakońskie orzeczenia, ale wręcz nie uwzględnia się zażalenia ministra sprawiedliwości na odmowę wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Plusem jest uczestnictwo w sądach dyscyplinarnych sędziów różnych szczebli, dzięki czemu stały się one mniej oderwane od rzeczywistości niż dotychczasowe składy złożone wyłącznie z sędziów apelacyjnych. Jak widać, obawy o niezawisłość sędziów orzekających w składach dyscyplinarnych na tym szczeblu okazują się na wyrost, nawet jeśli zostali oni powołani arbitralną decyzją ministra.

Faktem jest, że dotychczasowe orzecznictwo dotyczy deliktów o charakterze pospolitym. Nie trafiły dotąd na wokandę sprawy z pierwszych stron gazet. I nie wiadomo, jak w takich właśnie sprawach może zachować się Izba Dyscyplinarna SN. Nie jestem zwolennikiem ataku paniki, ale przyznać trzeba, że wyłonienie sędziów tej izby budzi zastrzeżenia tak pod względem formalnym (bardzo pospieszna procedura), jak i merytorycznym (wyraźna nadreprezentacja prokuratorów). To oczywiście niczego nie przesądza, ale na pewno trzeba przyglądać się działaniom izby. Mówiąc obrazowo – wisząca dotąd na ścianie strzelba została zdjęta i załadowana. Czy ktoś pociągnie za spust? Zobaczymy. To przyszłość.

Na razie największe zainteresowanie opinii publicznej budzą sprawy dyscyplinarne znajdujące się na wstępnym etapie, czyli postępowanie wyjaśniające prowadzone przez rzeczników dyscyplinarnych szczebla centralnego. Pojawiło się już tak wiele półprawd i mitów, że warto przyjrzeć się prowadzonym postępowaniom. Z racji sprawowanej funkcji nie mogę oceniać merytorycznie poszczególnych spraw, ale ogólne spostrzeżenia dotyczące procedur dyscyplinarnych wydają się konieczne.

Pierwszą istotną kwestią proceduralną jest zakres postępowania dowodowego w fazie wyjaśniającej, tj. przed postawieniem zarzutów. A ściślej – możliwości przesłuchiwania na tym etapie sędziów w charakterze świadków. Wiele takich przesłuchań w ostatnim czasie się odbyło. Niektóre przybrały nawet formę spektakularnych happeningów. W kwestii dopuszczalności przesłuchań pojawiło się wiele głosów, na ogół krytycznych. Jak to wygląda po pominięciu otoczki propagandowej? Same przepisy o przebiegu postępowania wyjaśniającego w sprawach dyscyplinarnych są dość lakoniczne. Rzecznik dyscyplinarny może wezwać sędziego do złożenia pisemnego oświadczenia dotyczącego przedmiotu tych czynności, może również odebrać od sędziego oświadczenie ustne. I to wszystko. O żadnych innych czynnościach przepisy nie mówią, odsyłając do odpowiedniego stosowania procedury karnej.

I tu zaczyna się problem, w jaki sposób i w jakim zakresie należy stosować przepisy kodeksu postępowania karnego w „dyscyplinarkach". Problem jest o tyle istotny, że procedura karna przewiduje trzy fazy postępowania przygotowawczego: sprawdzające, postępowanie w sprawie do czasu przedstawienia zarzutów i postępowanie przeciwko osobie po przedstawieniu zarzutów. W przypadku postępowań dyscyplinarnych wyróżnia się jedynie czynności wyjaśniające i właściwe postępowanie dyscyplinarne.

Jak w procedurze karnej

Autorzy opinii prawnych często utożsamiają pierwsze fazy obu postępowań i uznają, że w czasie czynności wyjaśniających obowiązują te same zasady co w pierwszej fazie postępowania karnego. Konsekwencją takiego stanowiska jest twierdzenie, że w czasie czynności wyjaśniających nie można przeprowadzać dowodów zakazanych w fazie sprawdzającej, m.in. przesłuchiwać świadków.

Utożsamienie czynności wyjaśniających w „dyscyplinarkach" z postępowaniem sprawdzającym w k.p.k. wydaje się jednak chybione. Czynności wyjaśniające – jeśli potwierdzą delikt – kończą się wszczęciem postępowania dyscyplinarnego i przedstawieniem zarzutu. Tym samym postępowanie wyjaśniające obejmuje także czynności, których w procedurze karnej dotyczy faza druga (in personam). Należy więc uznać, że pierwsza faza postępowania dyscyplinarnego (do przedstawienia zarzutów) obejmuje dwie pierwsze fazy postępowania karnego (również do przedstawienia zarzutów).

Wynikają z tego ważne konsekwencje. Przede wszystkim, w czasie czynności wyjaśniających rzecznik dyscyplinarny może przeprowadzać wszelkie czynności niezbędne do ustalenia, czy delikt miał miejsce. Co więcej, ma obowiązek przeprowadzenia takich czynności, aby sprawdzić, czy jest podstawa do stawiania zarzutów.

Samo odebranie oświadczenia od sędziego (pisemnie lub ustnie) często może nie być wystarczające do ustalenia, czy delikt zaistniał. Przyjęcie koncepcji odmiennej prowadziłoby do absurdalnego wniosku, że rzecznik w sprawie wątpliwej musi najpierw postawić zarzuty tylko po to, by móc przeprowadzić dowody potwierdzające słuszność tych zarzutów. Trudno akceptować sytuację, w której z powodu zakazu dowodowego najpierw stawia się sędziemu zarzuty, a później wyjaśnia ich słuszność.

Nie ulega więc wątpliwości, że obecny model postępowania wyjaśniającego pozwala na prowadzenie wszelkich czynności dowodowych przewidzianych w procedurze karnej, w tym na przesłuchiwanie świadków. Wyjątkiem jest domniemany sprawca, którego w charakterze świadka przesłuchiwać się nie powinno, ograniczając się do odebrania pisemnego bądź ustnego oświadczenia. Oświadczenie to ma zresztą charakter fakultatywny i jego brak nie wstrzymuje biegu postępowania. Innych sędziów można w tej fazie postępowania przesłuchiwać jako świadków. Nie ma w tym nic zdrożnego, chociaż oczywiście nie w każdej sprawie musi to być rzeczywiście niezbędne, a nie stanowi jedynie drobnej złośliwości.

Trzymać się tematu

Druga mocno nagłośniona kwestia to obecność pełnomocników świadków podczas ich przesłuchania. W tym przypadku nie ma żadnych przepisów szczególnych regulujących te kwestie, stosuje się zatem ogólne zasady procedury karnej. Osoba, która nie jest stroną (np. świadek), może ustanowić pełnomocnika, gdy wymagają tego jej interesy w danym postępowaniu. Ocena, czy obrona interesów świadka wymaga dopuszczenia pełnomocnika do udziału w przesłuchaniu, należy do organu prowadzącego czynność, czyli w tym przypadku rzecznika dyscyplinarnego. To on ostatecznie decyduje, czy w sprawie interes świadka wymaga dopuszczenia pełnomocnika. Warto zaznaczyć, że najgłośniejsze tego typu postępowanie zostało ostatecznie umorzone. Trudno więc mówić o naruszeniu prawa świadka do obrony.

Zupełnie inaczej wygląda ocena zakresu postępowań wyjaśniających. Jak wynika z doniesień medialnych, zastępcy rzecznika nie koncentrowali się wyłącznie na kwestiach będących pierwotnym przedmiotem postępowania, dokonywali także analizy statystyk sędziów, których to postępowanie dotyczyło. Skutkowało to postawieniem dwóm sędziom z Gorzowa i Poznania zarzutów dotyczących przekroczenia terminów sporządzenia uzasadnień, co w żaden sposób nie wiązało się z pierwotnym zakresem postępowania, czyli wypowiedziami dla mediów i udziałem w symulacji rozprawy na festiwalu muzycznym.

Tak szeroki zakres czynności wyjaśniających jest nieprawidłowy. Rzecznik dyscyplinarny podejmuje czynności wyjaśniające po wstępnym ustaleniu okoliczności koniecznych do stwierdzenia znamion przewinienia dyscyplinarnego. Wynika z tego jednoznacznie, że czynności wyjaśniające powinny dotyczyć wyłącznie konkretnego domniemanego deliktu dyscyplinarnego, a nie całokształtu działalności danego sędziego. Tym samym tzw. postępowania trałowe, charakterystyczne dla niektórych śledztw prokuratorskich w sprawach gospodarczych, nie są dopuszczalne w postępowaniach dyscyplinarnych. Postępowanie wyjaśniające powinno dotyczyć innego zakresu niż konkretne zdarzenie, na podstawie którego zostało wszczęte. Sprawdzanie referatu sędziego, w poszukiwaniu jakichś uchybień, jako żywo przypomina znaną maksymę o znalezieniu paragrafu dla wyznaczonego człowieka...

Rzecz jasna fakt, że obwinione nie są osobami przypadkowymi, lecz znanymi działaczkami SSP Iustitia, stawia działania rzeczników w szczególnie niekorzystnym świetle. I muszę przyznać, że nie bardzo rozumiem celowość takiego działania. Skutków w zakresie prewencji ogólnej w ten sposób się nie osiągnie. Wręcz przeciwnie – można łatwo skompromitować całą ideę postępowań dyscyplinarnych. W zakresie prewencji indywidualnej i celów wychowawczych również trudno będzie o sukces. Czyli w sumie – po co to wszystko?

Co do meritum zarzutów trudno się wypowiadać, nie znając szczegółów. Sam fakt stwierdzenia opóźnień w sporządzaniu uzasadnień nie przesądza jeszcze zawinionego deliktu dyscyplinarnego. Nawet jeśli w badanym okresie trzech i pół roku było to 170 przypadków. I nawet jeśli wszystkie one były nieusprawiedliwione. Wszystko zależy od szeregu okoliczności, w tym objętości referatu, stanu kadrowego wydziału, ogólnej ilości wniosków o uzasadnienia w danym referacie, urlopów, zwolnień lekarskich itp. Dopiero analiza wszystkich okoliczności może prowadzić do stwierdzenia, że nastąpiło rażące, oczywiste i zawinione naruszenie prawa. Przy braku wiedzy na ten temat nie sposób się wypowiedzieć bardziej konkretnie. Zresztą z uwagi na sprawowaną funkcję i tak bym nie mógł tego zrobić.

Jeszcze poczekajmy

W ostatnim czasie ujawniła się nowa sfera aktywności rzeczników dyscyplinarnych. Jak donosi prasa, zainteresowali się oni podejmowanymi na wielu sędziowskich zgromadzeniach ogólnych uchwałami o wstrzymaniu opiniowania kandydatów na sędziów do czasu wydania rozstrzygnięcia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Już na wstępie ten kierunek działania musi budzić zdziwienie. Uchwały zgromadzeń są podejmowane kolegialnie, dotyczą od zawsze różnych kwestii ustrojowych, zatem – niezależnie od oceny tych konkretnych uchwał – trudno mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialności dyscyplinarnej w tym zakresie. Tym bardziej że wstrzymanie opiniowania nie blokuje procedury nominacyjnej i ma charakter wyłącznie symboliczny. W dodatku głosowanie jest tajne i nie da się ustalić, kto stał za poparciem danej uchwały.

Jeszcze większe zaskoczenie wywołuje opublikowana w mediach treść pism przesłanych prezesom sadów przez zastępcę rzecznika, w których domaga się również podania informacji o osobach, które zgłaszały i rozpowszechniały projekt uchwały, także za pomocą poczty elektronicznej. I tu następuje konsternacja. O ile osoba zgłaszająca dany projekt jest zwykle ujęta w protokole, o tyle kwestia ustalenia osób, które projekt rozpowszechniały, wymaga co najmniej przesłuchania świadków, a w skrajnym przypadku – ingerencji w tajemnicę korespondencji w ramach służbowej poczty elektronicznej.

Mam nadzieję, że nie taka była intencja kolegi rzecznika, aczkolwiek pismo zostało sformułowane w sposób umożliwiający niestety także taką interpretację. A co do pytania o listy obecności... Cóż, podobnej treści uchwały zapadły dotąd w 16 sądach. Jeśli rzecznik zamierza przesłuchiwać ponad tysiąc sędziów biorących w nich udział, to pozostaje pogratulować pomysłu na marnotrawienie czasu sędziów i środków publicznych.

Podsumowując, nowy tryb postępowań dyscyplinarnych budzi mieszane uczucia. Jak dotąd praktyka nie jest tak tragiczna w skutkach jak wieszczono. Nie ma jakichś masowych represji. Kilka głośnych postępowań wyjaśniających zostało umorzonych, a ogólna linia orzecznicza nie została wyraźnie zaostrzona.

Zapowiadana apokalipsa nie nastąpiła. Są też jednak elementy niepokojące. „Trałowe" postępowania dyscyplinarne nie mieszczą się w dopuszczalnych standardach prawnych. Nie wiadomo, jak ostatecznie ukształtuje się linia orzecznicza w Izbie Dyscyplinarnej. Pozostaje czekać na rozwój wypadków i bacznie obserwować przebieg sędziowskich postępowań dyscyplinarnych, gdyż mogą mieć one istotny wpływ na gwarancje praw obywatelskich w Polsce.

Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Płocku, prezesem Oddziału Płockiego SSP Iustitia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA