fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Europejski sąd nad polskim Trybunałem Konstytucyjnym

PAP/EPA
Europarlamentarzyści obawiają się o demokrację nad Wisłą.

To, co udało się osiągnąć Prawu i Sprawiedliwości w styczniu i lutym, tym razem się nie uda. Na początku roku Parlament Europejski po kontaktach z rządem PiS nie zdecydował się przyjąć krytycznej rezolucji na temat sytuacji w Polsce. Od tego czasu jednak stanowisko głównych grup politycznych w PE się zaostrzyło i dziś europosłowie przyjmą taką rezolucję.

„Polityczny i prawny spór (...) doprowadził do powstania obaw dotyczących zdolności Trybunału Konstytucyjnego do obrony konstytucji i zagwarantowania poszanowania rządów prawa" – napisano w dokumencie.

Parlament „wzywa polski rząd do uszanowania, opublikowania i pełnego wprowadzenia w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 r. bez dalszych opóźnień". To wyrok unieważniający ustawę PiS dotyczącą TK, którego rząd ani myśli opublikować.

– Projekt rezolucji jest niekompletny, konfrontacyjny i przynosi ułomny obraz sytuacji. Nie przybliży nas do znalezienia rozwiązania kryzysu wokół TK – uznał minister ds. europejskich Konrad Szymański.

Obawy PE

Parlament jest drugą po Komisji Europejskiej instytucją UE, która zajmuje się sytuacją w Polsce. W połowie stycznia KE wszczęła wobec Polski tzw. procedurę ochrony praworządności.

W swej rezolucji Parlament Europejski wzywa Komisję, by w razie niestosowania się polskiego rządu do rekomendacji dotyczących rozwikłania sporu konstytucyjnego wdrożyła drugi etap procedury i wydała jasne wytyczne dla polskich władz.

Europosłowie PiS zapowiedzieli własny projekt rezolucji, w której za konflikt o TK obwiniają poprzednie władze z Platformy. Swój projekt będzie też mieć frakcja stworzona przez francuski Front Narodowy pod przewodnictwem Marine Le Pen. „Unia Europejska nie ma zdolności ani umocowania, by ingerować w wewnętrzną politykę swych państw członkowskich" – napisano w projekcie.

Arytmetyka jest jednak jasna – krytyczny wobec PiS projekt ma gwarancje większości w europarlamencie. Tekst został przygotowany przez dwie największe frakcje – Europejską Partię Ludową (EPP) oraz Sojusz Socjalistów i Demokratów – i uzyskał poparcie trzech mniejszych ugrupowań. Poprą go m.in. europosłowie Platformy wchodzący w skład EPP.

Liderzy EPP przygotowali ponadto otwarty apel do polskich władz. „Interesy Polski są interesami Unii i vice versa. Niestety, wydaje się, że obecnie Polska nie podziela tego podejścia. Polska administracja nie jest już tak jak w poprzednim okresie aktywnie zaangażowana w kształtowanie polityki unijnej. Może to szkodzić polskim interesom" – napisali m.in. szef EPP, Niemiec Manfred Weber oraz jego zastępcy Esteban González Pons z Hiszpanii oraz Francuzka Françoise Grossetete.

Przyjęcie krytycznej dla PiS rezolucji jest pewne, jako że nie widać szans na rychłe zakończenie konfliktu o Trybunał. Co więcej, temperatura tego sporu rośnie. Rząd nie chce publikować kolejnych orzeczeń TK i ich nie uznaje, co oznacza praktycznie, że w kraju obowiązują dwa porządki prawne.

Z sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej" wynika jednak, że największy odsetek Polaków uważa, iż podstawą rozwiązania sporu o TK jest zaprzysiężenie trzech sędziów wybranych przez PO (46 proc.), przyjęcie przez rząd wytycznych Komisji Weneckiej (41,5 proc.) i publikacja wyroku Trybunału (41 proc.).

Większość Polaków podziela również pogląd wyrażony w projekcie rezolucji Parlamentu Europejskiego, że demokracja w Polsce jest zagrożona. Uważa tak 63 proc. badanych, a liczba ta od końca listopada wzrosła o 8 pkt proc.

Ważne personalia

Jest jeszcze nowy punkt sporu. Chodzi o obsadę miejsc sędziów, których kadencje kończą się w latach 2016–2017. Dziś trójki sędziów wybranych przez PO nie chce zaprzysiąc prezydent, a trójki prawników wskazanych przez PiS nie dopuszcza do orzekania prezes TK Andrzej Rzepliński. Kompromisem miało być przegłosowanie kandydatów wybranych w poprzedniej kadencji przez PO.

Tyle że lider PiS Jarosław Kaczyński nigdy nie przystał na taką propozycję kompromisu.

Pod koniec kwietnia skończy się kadencja sędziego Mirosława Granata. Na jego miejsce Klub PiS zgłosił prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego.

We wtorek doszło w Sejmie do awantury podczas posiedzenia Komisji Sprawiedliwości, która opiniowała jego kandydaturę. Posłowie PiS, broniąc Jędrzejewskiego, wdali się w pyskówki z opozycją. Przodowała w tym Krystyna Pawłowicz, która atakowała Kamilę Gasiuk-Pihowicz. – Jakie ma pani kompetencje do oceny wiedzy prawniczej kandydata? – pytała, zarzucając jej „wylewanie lewackich frustracji".

Ponieważ PiS ma większość w komisji, Jędrzejewski dostał pozytywną opinię. O jego wyborze zdecyduje Sejm, ale to czysta formalność.

Oliwy do ognia dolało nieprzedłużenie przez rząd PiS kadencji polskim członkom Komisji Weneckiej – prof. Hannie Suchockiej i prof. Krzysztofowi Drzewieckiemu.

Rząd miał do tego prawo, jako że kadencje obojga dobiegają końca. Jednak opozycja uznała to za rewanż za to, że Komisja przygotowała krytyczną opinię na temat sytuacji w Polsce, która jest dziś podstawą działań Brukseli wobec rządu PiS.

Nowymi członkami Komisji Weneckiej mają zostać prof. Bogusław Banaszak oraz prof. Mariusz Muszyński. Obaj są bliscy PiS. W sporze o TK Banaszak pisał opinie przychylne działaniom partii. Muszyński zaś to jeden z nominatów PiS do Trybunału, który nie został dopuszczony do orzekania przez prezesa Rzeplińskiego. Jego znaczenie w partii jest zresztą znacznie większe. Według naszych informacji Muszyński był jednym z autorów prawnych trików, które służyły PiS w rozgrywkach przeciw Trybunałowi.

Wicepremier Jarosław Gowin przyznał we wtorek w TVN 24, że Muszyński „prawdopodobnie" nie może łączyć stanowisk w TK i Komisji Weneckiej. – Jeżeli któryś z kandydatów wybranych przez obecny parlament zgodziłby się wycofać swoją kandydaturę, to podobnego gestu oczekiwałbym po drugiej stronie – stwierdził Gowin.

To może oznaczać, że Muszyński zrezygnuje z pracy w TK, a w zamian za to władza chce, by także jeden z prawników wybranych przez Platformę pod koniec jej rządów – a wciąż niezaprzysiężonych przez prezydenta – zrobił to samo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA