fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Witold Waszczykowski: Zapomniana dyktatura

Aleksander Łukaszenko (z lewej) z Władimirem Putinem (z prawej) od dłuższego czasu prowadzą ze sobą grę nie tylko w hokeja. Na zdjęciu: prezydenci w czasie ostatniego spotkania w Soczi
AFP
Warto podjąć rozmowy z Waszyngtonem na temat wspólnych działań w stosunku do Łukaszenki.

Kilka tygodni temu Donald Trump przypomniał nam o nierozwiązanym konflikcie izraelsko-palestyńskim. Wizyta Mike'a Pompeo w Mińsku przypomniała światu o Białorusi.

Kwestia Białorusi pojawiła się na arenie międzynarodowej kilka miesięcy temu. O Białorusi przypomniał sobie ostatnio Putin. Od kilku dekad Białoruś i Rosja są powiązane przez ZBiR. Związek Białorusi i Rosji. Geneza tego tworu to jeszcze czasy późnego Jelcyna i początki Putina. Czasy słabej Rosji i iluzji prezydenta Łukaszenki, że może kiedyś stać się przywódcą nowego państwa. Jednak z czasem pozycja Łukaszenki i Białorusi słabła, a gwiazda Putina i Rosji świeciła coraz mocniej. Putin przypomniał sobie ostatnio o ZBiR w kontekście zakończenia swojej prezydentury za kilka lat, w 2024 roku. Oczywiście Putin może próbować wewnątrz rosyjskich roszad pomiędzy prezydentem i premierem. Raz z Miedwiediewem się udało. Ostatnie zmiany i wzmacnianie prerogatyw rządu rosyjskiego mogą wskazywać, że manewr utrzymania władzy przez stworzenie silnego urzędu kanclerskiego (dla Putina) i zredukowanie urzędu prezydenta (dla kogokolwiek) do roli reprezentacyjnej jest poważnie rozpatrywany.

Stany Zjednoczone patrzą na Wschód

Innym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie instytucji ZBiR do stworzenia nowego państwa, może z nową konstytucją i oczywiście „nowym" prezydentem Putinem. Od pewnego czasu Białoruś i Rosja rozmawiają o pogłębionej integracji, o 31 mapach drogowych, a nawet wspólnych instytucjach ponadnarodowych.

Do realizacji takiego planu potrzebna jest neutralizacja, podporządkowanie lub eliminacja Łukaszenki. Putin nie będzie dążył do wywołania demokratycznej rewolucji w Mińsku. Nie jest demokratą. Stosuje zatem ekonomiczne środki nacisku na państwo znajdujące się w trudnej sytuacji ekonomicznej i geopolitycznej.

Białoruś pozbawiona jest własnych źródeł energii. Nie ma węgla, ropy, gazu. Musi importować. Łatwo zatem szantażować Mińsk i Putin to robi. Ostatnie rozmowy przyniosły umiarkowane rezultaty. Białoruś uzyskała pewne koncesje gazowe, ale nie utargowała państwowych cen na ropę. Będzie zdana na dyktat poszczególnych dostawców rosyjskich. Dawno skończyły się marzenia o ropie wenezuelskiej.

W takim momencie pojawił się w Mińsku amerykański sekretarz stanu. Przez lata relacje z USA były napięte. W 2005 roku C. Rice określiła Białoruś ostatnią dyktaturą Europy. W 2008 wyjechał z Mińska amerykański ambasador. Pojawiły się też amerykańskie sankcje gospodarcze. Obecnie Pompeo zapowiedział powrót amerykańskiego ambasadora i zaoferował dostawy ropy. Zganił braki w przestrzeganiu praw człowieka, ale docenił pewien wysiłek na rzecz reform gospodarczych.

Moskiewska wasalizacja

Nie można mówić o przełomie po tej wizycie. W kontekście rosyjskich planów wchłonięcia Białorusi wizyta Amerykanina może być traktowana raczej jako rozpoznanie sytuacji, ale i sygnał, że Stany Zjednoczone nadal zachowują geopolityczną czujność. Amerykanie rozpoznali rosyjskie zamiary wobec Białorusi.

Dostrzegli też pewien opór Łukaszenki wobec całkowitego podporządkowania się Moskwie. Białoruski prezydent sprawuje władzę od 1994 roku. Przyzwyczaił się zapewne, że lepiej być pierwszym w Mińsku niż jednym z wielu w Moskwie. Wizyta Pompeo w Mińsku była więc sprawdzeniem determinacji władz białoruskich do utrzymania niepodległości. Była wskazaniem, że Białoruś nie jest skazana jedynie na moskiewską wasalizację.

Polskie gesty wobec Mińska

W 2016 i 2017 r. podejmowałem podobne wysiłki, aby pokazać władzom białoruskim alternatywną drogę wobec podporządkowania się Moskwie. Polska wówczas dokonała poważnych gestów. Po mojej wizycie w marcu 2016 r. w Mińsku pojawił się ówczesny polski wicepremier Mateusz Morawiecki z ofertą współpracy gospodarczej. Następnie wizytę złożył marszałek Senatu Stanisław Karczewski z propozycją szerokiej współpracy politycznej oraz kulturalnej i oświatowej. Było też wiele innych spotkań resortowych. Uznawaliśmy wtedy, że warto przyciągać Białoruś na naszą stronę, zarówno w kontekście naszych relacji z Rosją, jak i relacji z Ukrainą. Wówczas prezydent Łukaszenko był współinicjatorem i gospodarzem mińskiego procesu pokojowego, do którego rząd Tuska, choć zapraszany, nie chciał przystąpić. Uważałem wówczas i uważam dzisiaj, że właśnie w kontekście relacji z Ukrainą należy mieć Białoruś po polskiej stronie.

Polskie gesty spotkały się z umiarkowanym odzewem. Może należało wykazać się większą determinacją i cierpliwością? Ciekawe, czy obecne gesty amerykańskie doczekają się pozytywnej reakcji ze strony Mińska. Czy Waszyngton wykaże się większą determinacją i cierpliwością wobec Mińska niż nasza dyplomacja? Warto podjąć rozmowy z Waszyngtonem na temat ewentualnych wspólnych działań. Stany Zjednoczone są zainteresowane tym przypadkiem z geopolitycznego punktu widzenia. Dla Polski zaś ten przypadek to bezpośredni sąsiad, który może zepsuć sąsiedztwo lub przyczynić się, przy naszym wsparciu, do harmonijnej współpracy.

Autor jest europosłem PiS, byłym ministrem spraw zagranicznych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA