fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

ZSRR: Sylwester ważniejszy niż Wigilia

Wikipedia
O wyższości sylwestrowej nocy nad Bożym Narodzeniem – od czasów carskich po ZSRR.

Sowieccy komuniści nie lubili świąt Bożego Narodzenia, ale społeczeństwo trwało przy prawosławnej tradycji. Stalin sięgnął po Nowy Rok, mając nadzieję, że ateistyczne widowisko zastąpi religijny przeżytek. Wtedy mieszkańcy imperium uczynili z sylwestrowej nocy rodzinne święto. Jedyne bez udziału nachalnej ideologii.

Rosyjskie tradycje

Boże Narodzenie pojawiło się na Rusi, gdy w X w. kijowski książę Włodzimierz przyjął chrzest z Bizancjum. Zgodnie z ówczesną tradycją czas świąteczny trwał od dnia Bożego Narodzenia do Maslenicy, czyli końca karnawału. Był to także okres zawierania transakcji finansowych i podejmowania ważnych życiowych decyzji. Jeśli chodzi o obchodzenie Nowego Roku, to w odróżnieniu od zachodniego chrześcijaństwa na Rusi kalendarz liczono w porządku juliańskim od biblijnego stworzenia świata, a nie urodzin Chrystusa, dlatego początek kalendarzowego roku nie przypadał na 1 stycznia. Na przykład do XV w. Nowy Rok następował w marcu, a po 1492 r. – we wrześniu. Niemniej każdy witano bardzo uroczyście, była to bowiem chwila składania carowi poddańczego hołdu. W XVII w., gdy na moskiewskim Kremlu zasiedli przedstawiciele dynastii Romanowów, istniał drobiazgowo regulowany ceremoniał noworoczny. Na Soborowym Placu car przyjmował pozdrowienia od patriarchy Cerkwi prawosławnej, a następnie od rodowych bojarów ubranych w kapiące złotem stroje oraz delegacji poszczególnych warstw ludności. Uroczystość kończyły zbiorowy pokłon do samej ziemi i wystawna biesiada.

Zmiana obyczaju nastąpiła w 7208 r. od początku świata, czyli w 1699 r. po narodzinach Chrystusa. Wtedy to westernizujący Rosję car Piotr I wydał specjalny ukaz o sposobie obchodzenia Nowego Roku. Dokument nakazywał, wzorem „innych narodów i państw chrześcijańskich", wystawienie iglastego drzewka przed każdym domem oraz jego zdobienie. Mieszkańcy Moskwy, niezależnie od pochodzenia i stanu majątkowego, mieli przyodziać najlepsze ubrania oraz pozdrawiać się na ulicach. Ukaz przewidywał także „czynienie fajerwerków oraz palenie z armat i samopałów", zalecając jednak umiarkowane spożycie alkoholu. Car chciał, aby poddani okazywali radość przez siedem dni, a dla opornych przewidziano zwyczajową karę knuta. Dzieło zapoczątkowane przez Piotra I ugruntowało się w rosyjskiej tradycji, przenosząc stopniowo na ojczysty grunt kolejne zachodnie nowinki.

W XIX w. oprócz choinki do Rosji dotarł Święty Mikołaj rozdający dzieciom bożonarodzeniowe prezenty. W tym samym okresie wśród rosyjskiej inteligencji zapanowała moda na rodzimy folklor, dlatego Mikołaja przemianowano na swojskiego Dziadka Mroza. Popularna stała się także bajka o Snieguroczce, czyli ulepionej ze śniegu dziewczynce, która była dobrym duchem zimy, a z nadejściem wiosny odchodziła do lasów dalekiej Północy.

Ale nie od razu bajkowe postaci przyjęły się w bożonarodzeniowej obrzędowości. Początkowo w ludowych podaniach występował Zły Mróz utożsamiany z gubicielem ludzkich dusz, co miało zapewne związek z trudnymi do przeżycia surowymi zimami. Dopiero dramaturg Aleksander Ostrowski i kompozytor Nikołaj Rimski-Korsakow obłaskawili złego ducha, zamieniając go w swoich popularnych utworach na Dziadka Mroza. Wszystko, co piękne, przepadło jednak wraz nadejściem bolszewików.

Od zakazu do nakazu

Wbrew utartej opinii komuniści nigdy nie zakazali prawnie świętowania Bożego Narodzenia i Nowego Roku, co nie znaczy, że aktywnie nie zwalczali obu tradycji. Jak twierdzi publicystka Galina Iwankina, święta zostały poddane zmasowanej krytyce w sowieckiej propagandzie i mediach. Uznano je oficjalnie za przeżytek burżuazyjnej mentalności nieodpowiadający duchowi czasu i rewolucyjnym zmianom obyczajowym, co miało nadać ton całemu społeczeństwu. W ich miejsce powstawała nowa świecka tradycja podporządkowana ideologii komunistycznej, na czele z obchodami 1 maja czy rocznicą bolszewickiego puczu.

Szczególnie Boże Narodzenie wywoływało rozdrażnienie nowych władz, które prowadziły przecież aktywną walkę z religią i Cerkwią prawosławną. W latach 20. XX w. w kampanię antybożonarodzeniową włączyli się awangardowi poeci oraz odgórnie zorganizowany ruch ateistyczny. Zwolennicy tradycji byli publicznie piętnowani, a młodzież usuwana z Komsomołu. Jednak restrykcje nie ograniczały się tylko do ostracyzmu, bo organizacje partyjne powołały do życia specjalne patrole, które w dniach świątecznych śledziły radzieckie rodziny i donosiły o wykrytych przypadkach wieczerzy wigilijnej. O atmosferze tych lat może świadczyć reakcja ówczesnego czytelnika gazety „Prawda" na wiadomość o wydrukowaniu przez państwową pocztę specjalnych pocztówek noworocznych. Jak chcą autorzy telewizyjnego programu „Legendy ZSRR", oburzony „aktywny członek Związku Bezbożników żądał przykładnego ukarania winnych kompromitującej sytuacji". Choć tak naprawdę z Nowym Rokiem sytuacja była nieco inna. Lata 20. to przecież okres Nowej Polityki Ekonomicznej, a nepmani, czyli bogaci przedsiębiorcy, mieli ochotę na wystawny styl życia. Władze, choć chciały, nie były w stanie zabronić wszystkiego, a to z kolei uczyniło możliwym uroczyste odnotowanie zmiany kalendarza. Mimo wysiłków Kremla egzystowały także artele, czyli spółdzielnie pracy zajmujące się wytwarzaniem ozdób choinkowych. Dopiero przejęcie władzy przez Stalina oraz likwidacja NEP (czyli Nowej Ekonomicznej Polityki) zapoczątkowały prawdziwą falę represji. Na początku lat 30. XX w. medialna i propagandowa nagonka uruchomiły zwolnienia z pracy osób wierzących, a niekiedy ich aresztowania, co spowodowało zejście Bożego Narodzenia i Nowego Roku do głębokiego podziemia. Choć sytuacja znowu nie potrwała długo, bo Kreml nie tylko przyjął do wiadomości noworoczny zwyczaj, ale uczynił go propagandowym narzędziem i orężem w walce z religijnym „zabobonem".

W listopadzie 1935 r., przemawiając do uczestników zjazdu stachanowców, tj. przodowników pracy, Stalin wygłosił słynne zdanie: „Towarzysze, w ZSRR żyje się coraz lepiej, żyje się weselej!" – które uczestnicy spotkania przywitali aplauzem. W ślad za tym „wielki karmiciel narodu" nakazał świętowanie Nowego Roku, czego najlepszym dowodem stały się wielkie choinki ustawione na placu Maneżowym i dziedzińcu Kremla. Początkowo było to wyłącznie święto dla dzieci, bo zimą 1936 r. wódz zorganizował w Pałacu Związków Zawodowych pełen przepychu bal otliczników – prymusów komunistycznego wychowania – czyli dziecięcych stachanowców. W ślad za tym Piotr Postyszew (jeden z ówczesnych ideologów partyjnych) opublikował w gazecie „Prawda" specjalny artykuł, w którym wyłożył poddanym intencje Stalina. Autor stwierdził, że skoro w ZSRR żyje się lepiej i weselej, proletariackie dzieci mają prawo do noworocznej zabawy, tym bardziej że rewolucja socjalistyczna odebrała to święto kapitalistom. Artykuł przypominał, że pierwszą choinkę w 1919 r. urządził sam Włodzimierz Lenin. Gdy inny współpracownik Stalina – Łazar Kaganowicz – zapytał dyktatora, która choinka jest najważniejsza w państwie? – usłyszał, że wszystkie. W związku z tym totalitarna machina ruszyła w odwrotnym kierunku, bo władza postarała się w celach propagandowych dotrzeć z podarkami do wszystkich dzieci. Specjalne agitacyjne oddziały spadochronowe desantowały prezenty w najbardziej niedostępnych miejscach kraju. Oczywiście, jako pierwszy skakał ze spadochronem Dziadek Mróz, którego komuniści również zawłaszczyli. Podarki dowożono samolotami, lodołamaczami i aerosaniami.

Wkrótce Stalin wydał specjalne zarządzenie, które nakazywało świętowanie Nowego Roku także przez dorosłych. I w tym tkwiła złowieszcza przewrotność Gruzina, bo wódz wymyślił nową świecką tradycję w latach 1937–1938, czyli w okresie zmasowanego terroru. Zgodnie z jego ideą świętować miano we wszystkich republikach związkowych, w tym również w łagrach Gułagu. Nie były to jednak obchody spontaniczne. Wydział propagandy partii komunistycznej wydał specjalną instrukcję, która bardzo dokładnie opisywała dopuszczalny scenariusz święta. I tak, dorośli obchodzili Nowy Rok wyłącznie w roboczych kolektywach. Dzieci zapraszano na noworoczne bale – poranki organizowane przez związki zawodowe lub rejonowe komitety partii. Mogły się przebierać w zatwierdzone przez WKP(b) stroje, na przykład zajęcy i niedźwiedzi oraz czerwonych bohaterów wojny domowej i kołchoźników. Prowadzący uroczystości Dziadek Mróz recytował jedynie wiersze sławiące wodza i ustrój. Aby dzieci lepiej rozumiały ducha czasu, w jego roli występowali najczęściej przodownicy pracy, znani wojskowi lub np. niezwykle popularni lotnicy arktyczni. Snieguroczka została mianowana wnuczką Dziadka Mroza, pełniąc rolę komsomolskiej pomocnicy. Zresztą wszystkie noworoczne poranki były odgórnie dedykowane najważniejszym celom ideologicznym. I tak, w 1936 r. motywem przewodnim była przyjęta rok wcześniej konstytucja ZSRR. W 1940 r. – aneksja Zachodniej Białorusi i Ukrainy. Podobnie wyglądała sprawa z ozdobami choinkowymi, ponieważ wierzchołek każdej choinki (w miejsce gwiazdy betlejemskiej) musiała zdobić pięcioramienna czerwona gwiazda. Przemysł wytwarzał bombki o symbolice radzieckiej, np. w kształcie samolotów i sterowców, a drzewka zdobiły postaci w strojach ludowych. Poczta drukowała masowo kartki świąteczne, które pionierzy zapełniali życzeniami szczęśliwego losu w świetlanym komunizmie. Radosnej twórczości nie przerwała nawet II wojna światowa, z tym że wówczas Dziadek Mróz i Snieguroczka pełnili istotną rolę patriotyczną.

Święto wiecznego deficytu

Gość programu „Legendy ZSRR" – pisarz Siergiej Litwinow – stwierdził, że w przeciwieństwie do 1 maja czy rocznicy rewolucji październikowej, Nowy Rok stał się jedynym niekomunistycznym świętem o wyłącznie rodzinnym charakterze. Złożyły się na to trzy przyczyny. Po pierwsze, w 1948 r. Stalin zarządził 1 stycznia dniem wolnym od pracy, co pozwoliło rodzinom na wspólne spędzanie sylwestrowej nocy. Po drugie, kluczowym warunkiem takich spotkań był rozwój budownictwa mieszkaniowego w epoce Chruszczowa. Na przełomie lat 50. i 60. XX w. Rosjanie zaczęli przenosić się z zagęszczonych komunalnych pokoi do skromnych, ale własnych mieszkań. Jak mówi historyk radzieckiej kultury Siergiej Żurawliow, dzięki temu Nowy Rok stał się dniem spędzanym niekoniecznie w towarzystwie uciążliwych sąsiadów, których narzucił kwaterunek. Po trzecie, takiego święta życzyła sobie sowiecka nomenklatura, czyli osoby wyróżniane i uprzywilejowane przez system. Dla sytej nomenklatury Nowy Rok był rodzajem potwierdzenia wyjątkowego statusu, czego najlepszym dowodem stawał się bogato zastawiony stół.

W efekcie powstał specyficzny styl obchodów tego święta, w późnym ZSRR awansowany wręcz do rangi kanonu. Nomenklatura była objęta tzw. noworocznym zakazem (zamówieniem), czyli przydziałem niezbędnych produktów żywnościowych, począwszy od wędlin przez owoce i słodycze po alkohol. Dla zwykłych ludzi przygotowania nie były sprawą prostą, bo w kraju funkcjonowała gospodarka wiecznego deficytu towarowego. Dlatego, jak wspomina Litwinow, przygotowania zaczynały się już późnym latem. Każdy żywnościowy delikates lub wyrób nadający się na prezent, który udało się kupić, był skrzętnie chomikowany na sylwestrową noc. Jak zatem wyglądał świąteczny stół i samo święto?

Obowiązkowym daniem noworocznym była sałatka Olivier, czyli znana także w Polsce mieszanka warzywna z majonezem. Według tygodnika „Ogoniok" sałatkę wymyślił jeszcze w carskiej Rosji pewien francuski kucharz o tym imieniu, a jej oryginalna receptura przewidywała tak wykwintny składnik, jak szyjki raków. Oczywiście, w radzieckiej rzeczywistości nie mogło być o nich mowy, dlatego przepis uległ „demokratyzacji" – miejsce raków zajęło mięso kury. Ale tylko do lat 80. XX w., kiedy deficyt żywnościowy osiągnął swoje apogeum. Wtedy miejsce drobiu zajęła kiełbasa doktorska, czyli swojska mortadela... lecz jedynie w Moskwie, gdzie można ją było kupić – w związku z czym sałatkę przemianowano na Stołeczną.

Innym charakterystycznym daniem był „śledź w pierzynce". Według tygodnika „Ogoniok" receptura pochodzi z 1918 r., a jej autorem był niepozbawiony subtelnej ironii moskiewski restaurator. Rozgoryczony faktem, że dorobek jego życia zamieniono na prostacką jadłodajnię, wymyślił sałatkę o politycznych składnikach. Układane warstwami ziemniaki i marchewka symbolizowały sojusz chłopsko-robotniczy. Buraki ćwikłowe – krwawą rewolucję, a śledź i cebula wyobrażały ponurą grozę nadchodzących czasów. Oczywiście, na noworocznym stole można było znaleźć popularne kotlety kijowskie z purée ziemniaczanym oraz niewidziane przez pozostałą część roku abchaskie mandarynki.

Jeśli chodzi o napoje, nie mogło obejść się bez słynnego „sowietskogo szampanskogo", czyli radzieckiego wina musującego. Szampan stał się wręcz sylwestrowym symbolem, dlatego Leonid Breżniew nakazał, aby przemysł alkoholowy zapewnił każdej radzieckiej rodzinie jedną butelkę tego napitku. I choć produkowano cały asortyment, to największą popularnością cieszyły się warianty półwytrawny i półsłodki. Zestaw alkoholu uzupełniała obowiązkowa butelka wódki Stolicznej, ale tylko z zieloną nalepką, bo tylko ten rodzaj alkoholu został uznany przez miejscowych smakoszy. Dzieci raczyły się tradycyjnym sokiem z żurawiny, doskonałymi gruzińskimi lemoniadami, a od lat 80. radzieckim odpowiednikiem coca-coli, napojem gazowanym Bajkał. Jego receptura jest nadal utrzymywana w tajemnicy. Wiadomo, że w skład wchodzi kilkanaście ziołowych i eterycznych ekstraktów, w tym pinia, cytryna, czarna herbata i eukaliptus. Świąteczne obżarstwo kończył tort, najczęściej własnego wyrobu, ponieważ nie każdemu udawało się wystać w kilometrowej kolejce ówczesny hit, tj. czekoladowy tort „Praga".

Mieszkania zdobiły, oczywiście, choinki ubrane bombkami, których tematyka odpowiadała zapotrzebowaniu władz. Za rządów Chruszczowa, zapalonego reformatora rolnictwa, produkowano więc ozdobne kukurydze, winogrona oraz wyobrażenia astronautów – był to przecież okres radzieckich sukcesów kosmicznych. W dobie breżniewowskiej, tj. podczas wyścigu zbrojeń, ozdoby uległy militaryzacji. Przemysł produkował np. choinkowe lampki w kształcie bombowców i rakiet strategicznych. W zestaw wchodziły również lampki słoneczka... kojarzące się wtedy z wybuchem jądrowym.

Noc sylwestrową spędzano najczęściej przed telewizorem. Mimo że w radzieckiej telewizji były tylko dwa kanały, to rozpowszechnienie odbiorników w latach 70. uczyniło ten rodzaj rozrywki szeroko dostępnym. Na ekranie pojawiały się nowe produkcje filmowe, a zwłaszcza ulubione przez Rosjan komedie, takie jak „Iwan Wasiliewicz zmienia zawód" czy „Ironia losu" ze świetną rolą Barbary Brylskiej, która weszła wręcz do obowiązkowego pakietu świątecznego. Oprócz filmów ogromną popularnością cieszył się „Gołuboj Ogoniok" – rodzaj show na żywo z udziałem gwiazd rodzimej estrady i składających noworoczne życzenia przodowników pracy. Rosjanom zgromadzonym przy telewizorach humoru nie psuł nawet Leonid Breżniew, który zapoczątkował tradycję wygłaszania orędzia do narodu. Tym bardziej że wraz z postępującą sklerozą scedował ten zaszczytny obowiązek na telewizyjnych lektorów. Kluczowym punktem wieczoru był program „Rytmy światowych estrad", dzięki któremu można było zobaczyć, zakazane na co dzień, a niezwykle popularne wśród radzieckiej młodzieży, zachodnie zespoły grające muzykę pop. Na wszelki wypadek audycja była nadawana o 4 rano i trwała tylko 30 minut. Nic dziwnego, że większość oglądających próbowała zarejestrować muzykę na taśmie magnetofonowej.

W noworoczny poranek pałeczkę rodzinnej sztafety przejmowały dzieci, które uczestniczyły w tradycyjnych balach. Szczytem ich marzeń było zaproszenie na zabawę najwyższej rangi, w kremlowskim Pałacu Zjazdów. Ponieważ oficjalnym gospodarzem był sekretarz generalny KPZR, całe piętra gmachu zamieniano w bajkowe krainy, a do zabawy zgodnie ze stalinowską instrukcją przygrywały orkiestry przebrane w stroje zajęcy i niedźwiedzi. Jednak gwoździem programu była chwila, gdy 600 wybrańców otrzymywało carski prezent, czyli ogromny ładunek luksusowych wyrobów czekoladowych i cukierniczych umieszczonych w plastikowych imitacjach kremlowskiej Wieży Spasskiej.

Teraz, zgodnie z ukazem Putina, Rosjanie obchodzą i Boże Narodzenie, i Nowy Rok, a świąteczna kanikuła trwa od 1 do 8 stycznia. Dziś, dzięki kapitalistycznym porządkom, noworoczne stoły uginają się od rosyjskich i importowanych potraw. Chociaż akurat w tym roku, z powodu zachodnich sankcji i kremlowskich kontrsankcji, obfitość potraw i prezentów może być nieco mniejsza. Czy do łask powróci zatem sałatka Olivier z mortadelą w roli głównej?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA