fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Amazon. Największy handlarz w cyberprzestrzeni

Jeff Bezos
Jeff Bezos, założyciel Amazona. Jego dziś gigantyczna firma zaczynała od internetowego handlu książkami. Seattle, 1 stycznia 1997 r.
Getty Images, Paul Souders
Dziś za pomocą handlu elektronicznego można kupić i sprzedać wszystko, a okres pandemii zdecydowanie sprzyja rozwojowi takiej formy wykorzystania internetu.

We wcześniejszych felietonach należących do tej serii opisywałem dzieje firm i instytucji, które działają w obszarze informacji – tekstów, obrazów, nagrań i filmów wytwarzanych, udostępnianych, wyszukiwanych i ocenianych przez użytkowników. Ale to wszystko są dobra niematerialne. Natomiast dziś opowiem o początkach handlu elektronicznego, o jego twórcach i o największym rekinie w tym obszarze: firmie Amazon.

Jak to się zaczęło?

Zakupy korespondencyjne były znane jeszcze w XIX wieku. Do domów potencjalnych klientów dostarczano katalogi produktów, które można było kupić, pisząc list do sprzedawcy lub (gdy ktoś się spieszył) wysyłając telegram. Zamówiony towar był dostarczany pocztą lub kurierem, płatność organizowano zazwyczaj metodą „za pobraniem", a reklamacje też załatwiało się drogą pocztową. Piszę o tym, bo w większości współczesnych opracowań na temat handlu elektronicznego prezentuje się możliwość zdalnego kupowania towarów i usług jako coś, co zaistniało wraz z rozwojem sieci komputerowych. Tymczasem sama idea jest starsza – co zresztą bardzo pomogło w rozwijaniu e-commerce. Nawiasem mówiąc, będę używał tej nazwy, chociaż z zasady jestem przeciwny zachwaszczaniu języka polskiego angielskimi terminami – ale ten jest powszechnie używany i już się przyjął w języku polskim, podobnie jak anglojęzyczny „interfejs", który kiedyś chciano zamienić na... „międzymordzie".

Początki wykorzystania technik informatycznych do usprawnienia działalności gospodarczej dotyczyły głównie firm. Gdy powstały pierwsze sieci komputerowe, zaczęła się rozwijać technika EDI (Electronic Data Interchange – elektroniczna wymiana danych). Firmy chętnie wymieniały różne informacje elektronicznie, bo to ułatwiało współpracę. Dzisiaj tę formę e-commerce określa się skrótem B2B (Business to Business) i nie będzie ona szerzej omawiana w tym felietonie.

Początki e-commerce otwartego dla klientów (oznaczanego czasem jako B2C oraz C2B) wiąże się z nazwiskiem Michaela Aldricha. W 1979 r. opracował on technikę podłączania domowego telewizora (nieco przerobionego) do sieci EDI za pomocą kabla telefonicznego. W ten sposób firma mogła wysyłać swoją ofertę do klienta, który mógł ją oglądać na ekranie i za pomocą udostępnianego menu decydować, co chce kupić. Reakcja zarówno firm, jak i klientów była entuzjastyczna, ale upowszechnienie nowej technologii wymagało pewnych zabiegów technicznych, co opóźniało rozpowszechnienie wynalazku. No bo kto ma ochotę majstrować przy dobrze działającym telewizorze?

Przełamana bariera

Pomógł eksperyment społeczny, który w latach 80. zaplanowano w niewielkim mieście Gateshead w północnej Anglii. Wprowadzono tam eksperymentalnie system, który miał pomagać samotnym seniorom, a w ramach tego systemu oferowano za pomocą techniki Aldricha ponad 4000 produktów dostępnych w lokalnych sklepach. Odnotowano, że pierwszego zakupu dokonała w maju 1984 r. Jane Snowball, 72-latka unieruchomiona w swoim mieszkaniu z powodu złamanego biodra. Kobieta zamówiła produkty spożywcze (w internecie można znaleźć ich pełną listę!) i z radością odebrała zakupy dostarczone wprost do jej domu. Oczywiście spodobało się to także innym mieszkańcom Gateshead, a potem zostało wprowadzone w mieście Bradford.

Amerykanie spóźnili się na starcie tego wyścigu, ale potem nadrobili to z typowo amerykańskim rozmachem. W tym samym 1984 r., kiedy Anglicy robili nieśmiałe próby z udostępnianiem e-commerce w pojedynczych miastach, amerykańska firma CompuServe dostarczająca różne usługi online utworzyła Electronic Mall, który działał według reguł Aldricha, ale miał w swoim zasięgu cały kraj (ogromny przecież!).

Liczba transakcji zawieranych za pomocą Electronic Mall była jednak dość ograniczona i prawdziwy rozwój e-commerce nastąpił dopiero po upowszechnieniu się internetu. Wprowadzenie stron WWW w 1991 r. przez Tima Bernesa Lee oraz wynalezienie w 1994 r. protokołu SSL (Secure Socket Layer – „warstwa bezpiecznej wtyczki"), który pozwalał przesyłać przez internet wrażliwe dane dotyczące płatności, otworzyło nową epokę.

Powstaje Amazon

Człowiekiem, który znakomicie wykorzystał owo otwarcie, był Jeffrey Preston Bezos, znany szeroko pod skróconym imieniem Jeff. W 1994 r. miał 30 lat i dobre stanowisko analityka finansowego w firmie D. E. Shaw & Co. Był – jak to się mówi – życiowo ustawiony, od roku żonaty, umiarkowanie zamożny. I nagle 5 lipca 1994 r. porzucił pracę i założył firmę, która miała sprzedawać przez internet książki. Sam uważał, że ten pomysł jest bardzo egzotyczny, nazwał więc swoją firmę Amazon – od odległej egzotycznej rzeki. Inna wersja pochodzenia tej nazwy wiąże ją z tym, że rzeka Amazonka niesie bardzo dużo wody, Bezos chciał więc przez tę nazwę zasugerować bardzo duży przepływ towarów przez tworzony przez siebie wirtualny sklep.

Trzeba przyznać, że trafił w dziesiątkę. Jak wspomniałem wyżej, w 1994 r. były już strony WWW oraz bezpieczne przesyłanie elektronicznych płatności za pomocą protokołu SSL; techniczny fundament dla e-commerce został zbudowany, a jednocześnie w obszarze, który wybrał Bezos, nie było żadnej konkurencji. Nikt nie wpadł na to, żeby przez internet sprzedawać książki. Produkty spożywcze? Owszem! Konfekcję? Jak najbardziej! Ale książki? Tymczasem książkę łatwiej wysłać, zwłaszcza na dużą odległość, niż jajka czy parówki. Klienci rzadziej zwracają książki niż za ciasne sukienki. Na książkę każdy poczeka cierpliwiej niż na najnowsze perfumy.

W związku z tym firma Amazon od razu dobrze usadowiła się na międzynarodowym rynku. Już w pierwszym roku sprzedawane przez nią książki można było kupić w 46 krajach. Dodatkowo klienci mogli w serwisie zamieszczać swoje recenzje o kupionych książkach, co budowało pozytywne więzi społecznościowe, a firma Amazon ułatwiała wyszukanie potrzebnej książki, bo były one grupowane według kategorii.

Nie tylko książki

Zdobywszy mocną pozycję rynkową, Amazon znacząco poszerzył zakres swojej oferty. Oprócz książek zaczął sprzedawać elektronikę, np. szeroko znane czytniki elektronicznych książek Kindle, a także tablety Fire, Fire TV i urządzenia Echo – odpowiadające na pytania zadawane głosem. Nie poprzestając na tym, wprowadził do swojej oferty kolejno: gry wideo, odzież, meble, zabawki, kosmetyki i biżuterię. Potem poszerzył ofertę o oprogramowanie, m.in. stał się znany z programów pełniących rolę personalnych asystentów wyposażonych w sztuczną inteligencję. Oprogramowanie z Amazona sprzedaje się do dziś jak świeże bułeczki i przynosi znaczące zyski! W obszarze informatyki Amazon bardzo szybko odkrył także zalety platformy przetwarzania w chmurze i utworzył spółkę (zależną od siebie) pod nazwą Amazon Web Services, oferującą w tym zakresie szeroki wachlarz usług. To także źródło poważnych dochodów.

Amazon stworzył też usługi streamingu (strumieniowego dostarczania) muzyki i filmów wideo, a potem (w 2010 r.) otworzył własne studio filmowe i telewizyjne Amazon Studios produkujące seriale, a także własne wydawnictwo – Amazon Publishing.

Na koniec wszedł też na rynek internetowej sprzedaży żywności (wcześniej skrzętnie omijany) i tak się na tym rynku umocnił, że w 2017 r. wykupił (za 15,4 mld USD!) międzynarodową sieć supermarketów Whole Foods Market, Inc., dodając do swoich zasobów ponad 400 sklepów na całym świecie, znanych z tego, że oferują żywność wysokiej jakości i propagują zdrowe odżywianie. Jego usługa nazwana Amazon Prime, dająca użytkownikom odpłatnie pewne dodatkowe przywileje (np. gwarancję najwyżej dwudniowego czasu dostawy), została zaabonowana przez ponad 100 mln subskrybentów na całym świecie. Można powiedzieć, że Amazon dawał ludziom to, czego chcieli – a oni byli skłonni za to zapłacić. A było warto zapłacić, bo zakupy w Amazonie są zwykle dla subskrybentów Amazon Prime bardzo korzystne cenowo. Na przykład w 2020 r. Amazon gwarantował im 80 proc. zniżki na leki generyczne i do 40 proc. niższe ceny na leki markowe, dzięki czemu korzysta z nich coraz większa liczba osób. Leki można otrzymać wysyłkowo, ale można je też odebrać w jednej z 50 tys. aptek w USA.

Amazon w Polsce

Polska jest jednym z kilkunastu krajów, w których Amazon ma swoje centra dystrybucyjne. Pierwsze otwarto w październiku 2014 r. w Bielanach Wrocławskich i w Sadach. W 2017 r. otwarto kolejne centra w Sosnowcu i Kołbaskowie,w 2019 r. – w Okmianach i w Pawlikowicach, a w 2020 r. uruchomiono wielki magazyn Amazona w Gliwicach. Firma zainwestowała w Polsce ponad 4 mld zł i zatrudnia 18 tys. stałych pracowników i 10 tys. sezonowych. Powstał już portal Amazon.pl, gdzie można robić zakupy, a sprzedawcy e-commerce z Polski mogą rejestrować swoje produkty. Opinie są mieszane – od entuzjastycznych do krytycznych – ale na wnioski jeszcze za wcześnie.

Duża popularność to wielkie bogactwo. Dobry pomysł i jego konsekwentna realizacja doprowadziły do tego, że Amazon stał się najcenniejszą marką na świecie, a sam Bezos wysunął się na czoło listy najbogatszych ludzi, wyprzedzając dzierżącego przez wiele lat palmę pierwszeństwa Billa Gatesa, twórcę firmy Microsoft. Zarobki firmy Amazon są naprawdę imponujące: w 2020 r. dochody wyniosły 386 064 mld USD. Czysty zysk netto to 21 331 mld USD. Ten zysk wypracowuje na całym świecie 1 298 000 pracowników. Sam Bezos ma podobno 192,6 mld USD osobistego majątku. W 2020 r. na skutek epidemii Covid-19 wzrósł on o około 24 mld USD.

Bezos bardzo dba o swój wizerunek medialny. W tym celu 6 sierpnia 2013 r. kupił największą i najstarszą gazetę codzienną USA „The Washington Post", co zresztą bardzo się nie spodobało politykom. Ale zwykli ludzie to zaaprobowali. Chociaż w historii Amazona bywało z tym różnie. Na przykład wtedy, gdy Bezos, chcąc podnieść prestiż swojej firmy, poszedł o krok za daleko i zrobiła się z tego afera: w sierpniu 2018 r. wykryto, że Amazon opłaca boty internetowe – programy, które, udając klientów, wytwarzały w mediach społecznościowych wpisy wychwalające tę firmę. No cóż, nie ma rzeczy idealnych. Na Słońcu też wykryto plamy...

Autor jest profesorem AGH w Krakowie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA