Publicystyka

Morawiecki rozsadzi PiS

materiały prywatne
Decyzja o dymisji Beaty Szydło oznacza prawdopodobnie koniec zwycięskiego marszu obozu „dobrej zmiany" – przekonuje politolog.

Bezpośrednio po ogłoszeniu przez Beatę Mazurek, rzecznika PiS, decyzji o dymisji premier Beaty Szydło, w telewizji Trwam usłyszeć można było pierwsze bardzo krytyczne komentarze na temat tego kroku.

Także pojawiające się w internecie wpisy świadczą albo o niezrozumieniu decyzji Jarosława Kaczyńskiego, albo wręcz o całkowitym jej odrzuceniu przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości.

„Kaczyński wyręczył Schetynę", „To, co nie udało się Schetynie, zrobił Kaczyński" – usłyszałem z ust zwolenników PiS po zmuszeniu Beaty Szydło do dymisji. Wydaje się, że jest to pierwszy poważny błąd polityczny PiS, który może mieć bezpośredni wpływ na znaczący spadek zaufania do tej partii, a dokładniej mówiąc, do jej lidera.

Gdzie tu logika?

Prezes Kaczyński nie mógł wybrać gorszego momentu dla dymisji premier Szydło. Przecież tego samego dnia chciała ją odwołać opozycja. Kilka godzin później okazało się, że zrobił to sam Kaczyński. Gdzie tu logika? Przecież można było doprowadzić do dymisji premiera w jakimkolwiek innym momencie.

Większość wyborców PiS przywiązuje dużą wagę do „czystości ideologicznej" polityków. Elektorat ten tolerował dotychczas Morawieckiego, byłego bankiera i współpracownika premiera Tuska, na stanowisku wicepremiera zajmującego się gospodarką. Teraz jest widoczna niechęć do niego jako kandydata na nowego premiera.

Także styl odwołania premier Szydło wprawia w zakłopotanie wyborców PiS. Rano otrzymuje ona kwiaty od szefa partii, wieczorem słyszymy, że nie nadaje się już na premiera. Rzecznik prasowy PiS miota się w argumentacji przed kamerami i oświadcza światu, że premier Beata Szydło złożyła dymisję na ręce... komitetu politycznego PiS, a nie – jak przewiduje prawo – na ręce prezydenta RP. Zostało to zauważone nie tylko przez niechętnych PiS dziennikarzy, ale także przez publicystów sprzyjających tej partii, cieszących się autorytetem wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

Kłopotliwa samodzielność

Oczywiście Mateusz Morawiecki będzie na pewno znacznie lepszym premierem dla Polski niż Beata Szydło, która w zasadzie była wykonawcą decyzji zapadających poza jej gabinetem. Widoczna gołym okiem samodzielność Morawieckiego, jego ukształtowany jeszcze w opozycji antykomunistycznej kręgosłup, będzie jednocześnie atutem i problemem tego polityka. Znając Mateusza Morawieckiego, trudno sobie na przykład wyobrazić, by nie zdymisjonował on ministra, który publicznie oświadcza, że Egipcjanie sprzedali Rosjanom okręty wojenne po jednym dolarze. Premier Szydło w takiej sytuacji była całkowicie bezsilna.

Z drugiej strony, Morawiecki jako „ciało obce" w PiS już wywołuje bunt „zakonu PC". Trzeba pamiętać, iż Kaczyński nie znosi sprzeciwu i samodzielności myślenia swych współpracowników, co znakomicie obrazuje (oczywiście w krzywym zwierciadle) miniserial Roberta Górskiego, „Ucho Prezesa".

Mateusz Morawiecki wydaje się być dobrym premierem dla Polski, ale bardzo niewygodnym dla Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego właśnie poniesie on polityczną porażkę.

Decyzja o dymisji Beaty Szydło oznacza prawdopodobnie koniec zwycięskiego marszu Prawa i Sprawiedliwości. PiS może przegrać w przyszłości nie ze względu na silę opozycji, która w praktyce nie istnieje, lecz z powodu wewnętrznych tarć. ©?

Autor jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem University of Illinois w Chicago, Fellow w European University Institute we Florencji, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, obecnie radny Rady Miejskiej w Tarnowie

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL