W grudniu 1980 roku na kolorowej okładce magazynu „Time” znalazł się Lech Wałęsa. Robotnicy zbuntowali się przeciwko komunistycznej władzy. Uboga Polska nagle trafiła do centrum świata. Później pisano o bólach transformacji, o ryzyku populizmu, o kosztach wolności. Dziś zachodnia prasa pisze o czymś innym. O sile polskiej gospodarki – na tle własnej stagnacji. Nie chodzi już o pojedyncze newsy, lecz o zimne porównania tabel PKB i długich szeregów danych. We francuskim radiu ekonomista cmokał: nad Wisłą trwa cicha reindustrializacja, łagodny keynesizm, trzy dekady pragmatycznych rządów. I jeszcze to sprytne pozostawanie poza strefą euro.
Czytaj więcej
Nie ma już jednego Zachodu. Są dwa modele polityki, dwie logiki działania, dwa języki wartości. T...
U statystycznego Polaka takie pochwały budzą jednak podejrzenia. Zbyt dobrze to brzmi. Tym bardziej że nic tak nie kontrastuje z peanami „The Economist” czy „L’Express” jak nasze krajowe debaty. Strach stał się najpewniejszą walutą polityki. Wizje nowych rozbiorów, wojny domowej i końca państwa mieszają się dziś z fantazjami o breweriach pana Grzegorza Brauna u władzy. Krótko mówiąc: Sodoma, Gomora i szybki upadek Rzeczypospolitej.
Chcemy stawiać mury wokół naszej Zielonej Wyspy
Jednak dopiero zestawienie zachodnich „ochów” i „achów” z tą retoryką daje ciekawy efekt. Jeszcze w 2015 roku można było wygrać wybory hasłem „Polska w ruinie”. Dziś to nie do pomyślenia. Poziom życia rośnie. Ulice bywają czystsze niż na Zachodzie. Wracamy na Zieloną Wyspę. Tyle że część z nas chce dokoła niej postawić mury, uruchomić drony i zaryglować bramy. Niech globus chwieje się pod ciosami trumpizmu. My się wzbogaciliśmy. Czas przekręcić klucz w zamku. Tak oto Polacy – od prawa do lewa – przeszli od populizmu biednych do egoizmu bogatych.
I wtedy przypomina się okładka Time’a z 1980 roku. I jedno pytanie nie daje spokoju. Czy naprawdę o to chodziło w tych buntach, strajkach i ofiarach? Żeby wreszcie było dobrze i żeby nikogo więcej nie wpuszczać? Być może tak.