Reklama

Rosja i Starlink. Kradzione nie tuczy

Zapowiedź odcięcia rosyjskiej armii od jej nielegalnych połączeń z siecią Elona Muska wywołała wybuch wściekłości w Moskwie. Armia Kremla jest bardzo uzależniona od kradzionego internetu.

Publikacja: 04.02.2026 04:30

Według Kijowa atak na pasażerski pociąg Charków–Lwów, do którego doszło pod koniec stycznia, został

Według Kijowa atak na pasażerski pociąg Charków–Lwów, do którego doszło pod koniec stycznia, został przeprowadzony przez ulepszonego Szahida prowadzonego online dzięki terminalowi Starlink

Foto: EPA/STATE EMERGENCY SERVICE HANDOUT

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były reakcje rosyjskich propagandystów na odcięcie ich armii od łączności satelitarnej Elona Muska
  • Dlaczego rosyjskie działania przy wykorzystaniu technologii Starlink były postrzegane jako zagrożenie dla Ukrainy i jej sąsiadów?
  • W jaki sposób Ukraina stara się ograniczać rosyjskie użycie Starlinka przy wsparciu Elona Muska?
  • Jakie alternatywne rozwiązania proponowano w Rosji na problemy z komunikacją wojskową?
  • Jakie są praktyczne możliwości blokowania i obrony przed nielegalnym wykorzystaniem technologii Starlink?

– Wszystko nad czym pracował Musk działa w interesie wojny przeciw Rosji. Dlatego nie rozumiem, dlaczego na przykład sputniki Muska nie są dla nas prawomocnymi celami wojskowymi? Detonacja jednego ładunku jądrowego w kosmosie całkiem solidnie rozwiązuje ten problem – mówił w programie telewizyjnym główny propagandysta Kremla Władimir Sołowiow.

Swą propozycją wywołał w Moskwie popłoch nie mniejszy niż decyzja Amerykanina o blokowaniu terminali Starlink, jakie posiada rosyjska armia. „No, niech mu ktoś wytłumaczy, że Starlink to ponad 6,5 tys. małych sputników, których nie da się zniszczyć nawet wybuchem atomowym” – jęknął jeden z rosyjskich „wojennych blogerów”.

Od zwiadu nad linią frontu do zagrożenia całej Ukrainy

– Istnieje duża szansa rozwalenia w ten sposób i naszych sputników łączności oraz zwiadu, których jest mało, ale innych nie mamy. Całkiem też możliwe, że zniszczymy przy tym sputniki przyjaciół. (…) Pewne jest, że się zdenerwują, jeśli rozwalimy ich sputniki – bloger ukrywający się pod pseudonimem „Fighterbomber” cierpliwie tłumaczył propagandyście zagrożenia związane z atakowaniem m.in. chińskich satelitów.

Wszystko zaczęło się od decyzji Elona Muska o blokowaniu terminali jego sieci Starlink, używanych przez rosyjską armię na dronach dalekiego zasięgu Szahid, atakujących Ukrainę. „Są dziwnie zdenerwowani” – podsumował reakcje Rosjan jeden z zachodnich analityków.

Reklama
Reklama

Pierwsze informacje o montowaniu amerykańskich terminali na rosyjskich dronach pojawiły się już w listopadzie ubiegłego roku. Wtedy ukraińscy żołnierze wykryli zwiadowczy bezzałogowiec krążący za linią frontu w okolicach Pokrowska. Nie można go było uziemić przy pomocy standardowych środków walki radioelektronicznej.

Czytaj więcej

Elon Musk skrytykował Radosława Sikorskiego, ale zadziałał. „Dajcie nam znać”

– Konwencjonalne środki walki elektronicznej zakłócają sygnały przesyłane nad ziemią. Są one jednak praktycznie bezsilne wobec wąskiej wiązki skierowanej pionowo w górę, w stronę satelity – wyjaśniał jeden z rosyjskich wojskowych, dlaczego ukraińskich obrońców tak zaniepokoił kremlowski dron nad Pokrowskiem.

Ale w listopadzie Rosjanie używali bezzałogowców niewielkiego zasięgu na linii frontu i na jej bezpośrednim zapleczu. W następnym miesiącu terminale Muska pojawiły się już na dronach dalekiego zasięgu z rodziny Szahidów i stały się śmiertelnym zagrożeniem dla Ukrainy.

Rosjanie testują swoją broń atakując cywilów

Dzięki łączności z satelitami bezzałogowców nie można było już uziemić przy pomocy broni elektronicznej, stały się one też trudne do zestrzelenia. Dotychczas Rosjanie je wystrzeliwali, a one leciały po z góry założonej trasie (choć i z zakrętami). Teraz operator zaczął nimi kierować jak dronem FPV z kamerą, właśnie dzięki terminalom łączności satelitarnej. Mogły już nie tylko atakować z góry wyznaczone cele, ale i polować na nie, nawet gdy się poruszały.

Czytaj więcej

Rewolucja na froncie. Trwa wojna o kontrolowanie „małego nieba”
Reklama
Reklama

– Atak na pasażerski pociąg Charków–Lwów został przeprowadzony przez ulepszonego Szahida prowadzonego online dzięki terminalowi Starlink. To umożliwiło mu uderzenie w centrum składu – wyjaśniał doradca obecnego ukraińskiego ministra obrony, specjalista od dronów Serhij Beskrestnow szczegóły rosyjskiego uderzenia nową bronią na pociąg 27 stycznia w obwodzie charkowskim.

Podobnie było z atakiem 1 lutego dronem na autobus wiozący górników w obwodzie dniepropietrowskim. Pierwszy dron uderzył w pojazd, gdy ten się zatrzymał, a ludzie zaczęli z niego wybiegać, uderzył drugi zabijając 15 osób.

Jak się wydaje, w obu wypadkach Rosjanie zabijając cywilów testowali nowe możliwości swej broni, które nagle pojawiły się, gdy zamontowano na dronach terminale Starlink.

Amerykański think tank ISW podsumowując ostrzegał, że terminale łączności sputnikowej wydłużają zasięg rosyjskich dronów. „Jeśli są wystrzeliwane z okupowanych terytoriów Ukrainy lub z Rosji mogą dotrzeć nad całą Ukrainę, całą Mołdawię oraz część Polski, Rumunii i Litwy” – opisywali Amerykanie.

Biurokracja na wojnie czyli jak zagłuszyć Rosjanom łączność satelitarną

Widząc bezużyteczność dotychczasowych środków walki, Kijów rzucił przeciw dronom… urzędników. Dzięki współpracy Elona Muska Ukraina stworzyła „białą listę” terminali Starlink legalnie działających w kraju (w tym wojskowych). Niezarejestrowane będą głuszone przez firmę Amerykanina.

Musk pozwolił Ukraińcom używać swoich terminali od początku wojny, jednocześnie zabraniając ich używania na terenie Rosji. Jesienią 2023 roku doprowadziło to do spięcia z Kijowem. Ukraińscy wojskowi prosili o odblokowanie dostępu do Starlinków na okupowanym Krymie, chcieli ich używać na swych morskich dronach do atakowania rosyjskich okrętów. Ale Musk nie zgodził się.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Elon Musk: Ukraina może stracić Odessę. Czy straci też dostęp do Morza Czarnego?

Teraz rosyjscy wojskowi dzielą się instrukcjami, jak uniknąć blokady. „Należy restartować system i łączność powinna wrócić” – przekazują sobie. Ich porady dotyczą jednak głównie terminali naziemnych.

Rosyjska armia trzyma się na nielegalnym dostępie do łączności satelitarnej

Przy okazji rosyjscy wojskowi ujawnili bowiem, że Starlink również u nich (a nie tylko w armii ukraińskiej) zapewnia znaczną część łączności wojskowej. Mimo blokady w sprzedaży do Rosji terminali, armia Kremla posiada ich bardzo dużo – przede wszystkim z przemytu, ale też zdobycznych.

„Z łącznością Starlinka żyją też nasi chłopcy” – piszą rosyjscy „blogerzy wojskowi”. Trudno określić, jaką część komunikacji na froncie zapewniają Rosjanom amerykańskie sputniki. Niektórzy ich blogerzy piszą nawet o możliwej dezorganizacji działań całej armii najeźdźczej, co niestety wydaje się przesadą.

„Jeśli Musk blokuje Rosji użycie Starlink w Ukrainie, Rosja musi zablokować Starlink dla Ukrainy. Inaczej Ukraina będzie miała i łączność, i dostęp do internetu na linii frontu, a my nie będziemy mieli nic. Jak mamy walczyć?” – jęknął jeden z nich. I znów zaproponował uderzenie nuklearne w kosmosie.

Konflikty zbrojne
Zełenski chciał odpowiedzi USA na rosyjski atak. Trump: Putin dotrzymał słowa
Konflikty zbrojne
Wojsko USA zestrzeliło irańskiego drona zbliżającego się do lotniskowca USS Abraham Lincoln
Konflikty zbrojne
Mark Rutte w Kijowie. Mówi o „trudnych wyborach” na drodze do pokoju
Konflikty zbrojne
Trump powiedział, że „idzie mu dobrze z Ukrainą i Rosją”. Potem Rosja zaatakowała Kijów
Konflikty zbrojne
Jak Władimir Putin wykorzystuje Rosjanki jako tajną broń przeciw Zachodowi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama