– Droższa broń artyleryjska i przeciwpancerna jest skuteczniejsza w zatrzymywaniu i rozbijaniu zgrupowań wroga próbującego manewrować, ale Ukraińcy dysponują nią w ograniczonej liczbie, więc ostrożniej z niej korzystają – mówi „Plusowi Minusowi” Justin Bronk, analityk z RUSI.
Warto przy tym zauważyć, że również drony dalekiego zasięgu – rosyjskie Shahedy/Geranie czy ukraińskie UJ-22 i UJ-26 są jedynie mniej skuteczną alternatywą dla znacznie droższych, ale i znacznie skuteczniejszych pocisków precyzyjnych dalekiego zasięgu. – Ukraińcy woleliby posiadać pociski manewrujące o zasięgu kilkuset kilometrów, które są w stanie przenieść głowicę o masie kilkuset kilogramów, zamiast dronów, które przenoszą ładunki o masie kilkudziesięciu kilogramów – mówi Mariusz Cielma.
Rój dronów ze sztuczną inteligencją może jeszcze bardziej zmienić oblicze wojny
Mimo to wszyscy eksperci, z którymi rozmawiamy, są zdania, że drony będą już stałym elementem pola walki.
– Zmieniają świadomość pola walki, tego, co się na nim dzieje – mówi ppłk rez. Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, ekspert Instytutu Wschodniej Flanki, Uniwersytetu w Białymstoku na Wydziale Stosunków Międzynarodowych. Jak dodaje doświadczenia z użycia dronów na Ukrainie pokazują, że taką wiedzę można zdobywać już na szczeblu taktycznym, czyli na poziomie mniejszych jednostek. – Na polu walki wszystko dzieje się bardzo szybko, ale dzięki dronom nie ma problemów z uzyskaniem informacji na ten temat, bo one uzyskują i przekazują ją bardzo szybko – mówi.
– Na szczeblu batalionu, jeśli chodzi o drony, dokonała się rewolucja. Rozgościły się tam na dobre – i już tam pozostaną. Armie, które nie wdrażają rewolucji dronowej na tym szczeblu będą przegrywać. Mówimy tu o niewielkich dronach rozpoznawczych. Rewolucja dotyczy pola rozpoznania. Dowódcy batalionów dostali możliwość obserwowania w zasadzie na żywo, bez lotnictwa czy dowództw wyższego szczebla, tego, co dzieje się na polu walki – podkreśla Wolski.
O znaczeniu dronów, jeśli chodzi o rozpoznanie i świadomość sytuacji na polu walki, mówi też Bączyk. – Każda nowoczesna armia musi być przesycona w dużej liczbie nowoczesnymi dronami rozpoznawczymi o charakterze taktycznym i taktyczno-operacyjnym. Tutaj drony udowodniły absolutnie swoją przydatność i swoją wartość. Takich musimy mieć na pęczki – mówi.
Gen. Różański zwraca z kolei uwagę, że drony mogą zwiększać potencjał klasycznych systemów uzbrojenia. Do namierzania celów dla artylerii już są powszechnie wykorzystywane. Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych przekonuje jednak, że wkrótce mogą być standardowym wyposażeniem we wszystkich rodzajach sił zbrojnych.
– Myślę, że dron będzie schodził do najniższego szczebla organizacyjnego, jeśli chodzi o siły zbrojne. Wyobrażam sobie, że załoga czołgu, w niedalekiej przyszłości, będzie posiadała autonomiczny dron – i wtedy czołgiści będą mieć obraz sytuacji nie na odległość 3-5 km, którą obejmują dziś za pomocą urządzeń celowniczych, ale na przestrzeni, która znajduje się w zasięgu takiego drona – tłumaczy generał.
Drony mogą być też, nawet przez nowoczesną armię, używane jako środek bojowy, ale w charakterze uzupełnienia posiadanego potencjału, ze względu na ekonomikę ich użycia.
– Użycie dronów jest o wiele tańsze niż użycie artylerii. Artyleria ma dużą moc, ale zestaw artyleryjski dużo kosztuje, trzeba doliczyć jeszcze koszty amunicji artyleryjskiej, systemu rozpoznawczego, przemieszczenia baterii na stanowisko i ochrony tego stanowiska, zabezpieczenia logistycznego – wylicza ppłk Korowaj. Jak dodaje logistyka drona jest o wiele tańsza, podobnie jak produkcja. – Nawet jeśli trzeba zużyć 10 dronów na jeden czołg, to i tak atak jest mniej kosztowny. Ekonomia jest tu po stronie dronów – mówi. Ale zastrzega, że tak użyte drony mogą być tylko uzupełnieniem, a nie zamiennikiem artylerii. – Drony nie zastąpią połączonych rodzajów wojsk. Zapewniają jednak nowe możliwości ogniowe i możliwości działania – mówi z kolei Jensen. Pytany, czy drony stały się nieodzowne na współczesnym polu walki odpowiada krótko: „tak”.
Justin Bronk zwraca natomiast uwagę, że drony mogą być skutecznie użyte, gdy najpierw za pomocą klasycznej broni takiej jak artyleria, artyleria rakietowa czy pociski precyzyjne rozproszy się siły wroga na większym obszarze. – To czyni je bardziej podatne na ataki z użyciem dronów FPV i amunicji krążącej i trudniej jest chronić je ograniczonymi zasobami środków do walki radioelektronicznej i kinetycznych zestawów przeciwdronowych. Innymi słowy drony FPV i amunicja krążąca są znacznie skuteczniejsze, gdy połączy się je z tradycyjnymi środkami ogniowymi, niż gdy są substytutem dla nich – wyjaśnia.
Prawdziwą rewolucją, jeśli chodzi o zastosowanie dronów na polu walki, może być rozwój sztucznej inteligencji. Urządzenia kierowane przez AI będą, po pierwsze, w pełni niezależne od operatorów, co uczyni je odpornymi na środki walki radioelektronicznej, a także jeszcze bardziej ograniczy straty w ludziach. Dziś Rosjanie starają się namierzać punkty kontroli dronów w rejonach przyfrontowych i regularnie informują o atakach na nie, a te są coraz skuteczniejsze – w ostatnich miesiącach straty wśród ukraińskich operatorów dronów zaczęły rosnąć.
Po drugie, sztuczna inteligencja może umożliwić koordynowanie działania wielu dronów. Koncepcja roju – bardzo dużej liczby niewielkich bezzałogowców pojawiła się kilka lat temu, a Amerykanie realizują już projekt o nazwie Replicator, którego celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której USA będą szybko wytwarzać i wdrażać do służby dużą liczbę tanich, autonomicznych systemów bezzałogowych, które będą łatwo zastępowalne na polu walki. Drony atakujące w rojach, zwłaszcza działając w koordynacji ze sobą i współpracując z innymi rodzajami sił zbrojnych, mogłyby odgrywać rolę wykraczającą poza bycie „współczesnym karabinem maszynowym”.
Przykłady zastosowania dronów w rojach już zresztą widzimy – zmasowane, punktowe ataki Shahedów (w tym wabików takich jak ten, który niedawno spadł na Lubelszczyźnie) w Ukrainie mają na celu związanie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej i umożliwienie przełamania jej pociskom manewrującym czy pociskom balistycznym.
Zaletą takiego zastosowania dronów będzie to, że pozwolą zmniejszyć liczbę żołnierzy niezbędnych na froncie – przez co zmniejsza ryzyko strat w ludziach. O tym aspekcie mówi gen. Różański. – Może się okazać, że armia wcale nie musi być kilkusettysięczna, jeżeli wyposażona będzie w systemy bezzałogowe, które umożliwią sytuację, gdy jeden operator będzie mógł zarządzać rojem dronów – podkreśla. Dodaje, że takie rozwiązania są ważne choćby z perspektywy negatywnych trendów demograficznych, które, jak zaznacza, były dowódca generalny, wpływają na to, jak liczne mogą być w przyszłości siły zbrojne.
– Siły zbrojne nie mogą lekceważyć żadnego kierunku postępu technologicznego. Historia wojen pokazuje, że ci, którzy lekceważyli nowinki techniczne, bardzo źle na tym wychodzili. Nie każda nowinka się przyjmie, nie każda jest właściwym kierunkiem, ale każdą trzeba przetestować, poznać i na zimno przeanalizować – podsumowuje Bączyk.