Reklama

Rewolucja na froncie. Trwa wojna o kontrolowanie „małego nieba”

O ile wiosną 2022 r. symbolem wojny Rosji z Ukrainą była wielokilometrowa kolumna rosyjskich czołgów i wozów pancernych ciągnąca na Kijów, o tyle rok 2025 stoi pod znakiem wszechobecnych dronów, które tworzą „strefę śmierci” w szerokim na kilkanaście kilometrów pasie po obu stronach frontu. Czy na polu walki już doszło do rewolucji, czy może prawdziwa rewolucja jeszcze przed nami?

Publikacja: 29.08.2025 06:03

Rewolucja na froncie. Trwa wojna o kontrolowanie „małego nieba”

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

W grudniu 2024 r. żołnierze 13. Brygady Gwardii Narodowej Ukrainy, broniący długiego na niespełna 10 km odcinka frontu w rejonie miasteczka Hłyboke (obwód charkowski), stoczyli swoją pierwszą potyczkę, w której żaden z żołnierzy brygady nie brał udziału bezpośrednio. Pozycje posiadających w tym rejonie frontu trzykrotną przewagę w ludziach Rosjan najpierw rozpoznały latające drony, a potem zaatakowały je latające drony-kamikadze, a także te naziemne – zarówno przenoszące ładunki wybuchowe (a więc de facto naziemna wersja dronów-kamikadze), jak i uzbrojone w karabiny maszynowe. Ukraińscy żołnierze, którzy kierowali natarciem, znajdowali się w bezpiecznej odległości w bunkrze, za linią frontu. W ataku brało udział kilkadziesiąt bezzałogowych systemów naziemnych i powietrznych. Natarcie zakończyło się powodzeniem – Rosjanie musieli się wycofać.

To jednak nie tego typu starcia są istotą trwającej w praktyce od 2023 r. wojny dronów na Ukrainie. Drony lądowe wykorzystywane są do walki w ograniczonym zakresie, choć Ukraińcy korzystają z nich coraz częściej do ewakuacji rannych żołnierzy, zdalnego minowania terenu w rejonie przyfrontowym lub dostarczania walczącym amunicji. Żołnierze jednej z kompanii ukraińskiego 108. Samodzielnego Batalionu Piechoty Zmechanizowanej relacjonowali kilka miesięcy temu, że przy użyciu wielofunkcyjnej platformy gąsienicowej „Dzik” żołnierze na jednej z wysuniętych pozycji obronnych przez dwa tygodnie byli zaopatrywani w amunicję, a Rosjanie nie byli w stanie wykryć bezzałogowego „zaopatrzeniowca”. – Dostarczaliśmy wodę, amunicję i różny sprzęt. Rosjanie nie mogli zrozumieć, jak utrzymywaliśmy się przez cały ten czas, ponieważ nie zauważyli tych dostaw – wspominali Ukraińcy.

Mały i tani dron po niewielkich przeróbkach może przenosić granaty czy materiały wybuchowe i służyć

Mały i tani dron po niewielkich przeróbkach może przenosić granaty czy materiały wybuchowe i służyć nawet do ataku na czołgi. Na zdjęciu ukraiński warszta w obwodzie chersońskim, 8 sierpnia 2025 r.

Foto: Fermin Torrano/Anadolu via AFP

W szerszym zastosowaniu dronów lądowych w charakterze środków bojowych przeszkadzają względy techniczne. – Problemem jest kwestia łączności i kierowania. Środowisko lądowe jest specyficzne. Kierowca musi wybierać, po jakiej nawierzchni jedzie, gdzie wjedzie – z pozycji zdalnego operatora takiego drona jest to bardzo trudne. Przełom nastąpi w momencie, gdy systemy te będą w pełni autonomiczne – tzn. sztuczna inteligencja w pełni przejmie kierowanie takim dronem na lądzie, a także będzie w stanie sama wykrywać i zwalczać cele. To kiedyś nastąpi, ale jeszcze nie teraz – mówi w rozmowie z „Plusem Minusem” Jarosław Wolski, cywilny analityk zajmujący się wojskiem i obronnością.

W powietrzu (i w dużej mierze w morskich głębinach) problem ten nie występuje. I to właśnie tam toczy się dziś na Ukrainie zażarta i krwawa wojna dronów.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Radosław Tworus: Wojna nie ma już twarzy. Zabijać można z kawą w ręku

Na początku był Bayraktar. Ale wcale nie był taki dobry

Samo wykorzystanie dronów do celów wojskowych nie jest niczym nowym – pomysły, by za pomocą bezzałogowych systemów wspomagać działania zbrojne pojawiały się już w czasie I wojny światowej. To wtedy Amerykanie rozpoczęli pracę nad projektem „torpedy powietrznej”, czyli protoplasty tzw. amunicji krążącej bądź też dronów-kamikadze. W czasie II wojny światowej Amerykanie produkowali bezzałogowe aparaty latające OQ-2, wykorzystywane jako cele ćwiczebne m.in. dla szkolących się załóg artylerii przeciwlotniczej. Od lat 60. XX wieku brytyjska artyleria zaczęła używać bezzałogowych statków powietrznych do namierzania celów. W 1973 r. Izrael w czasie wojny Jom Kippur wykorzystywał drony do rozpoznawania celów, ale przeprowadził też, przy ich użyciu, atak na pozycje egipskiej obrony przeciwlotniczej. W 1991 r., w czasie operacji „Pustynna Burza”, Amerykanie wykorzystywali drony do prowadzenia rozpoznania, a także w roli wabików dla irackiej artylerii przeciwlotniczej. W XXI wieku drony takie jak MQ-1 Predator czy MQ-9 Reaper były wykorzystywane w działaniach wymierzonych w terrorystów w Iraku czy Afganistanie (namierzając cele i niszcząc je za pomocą rakiet, w które były uzbrajane).

W 2020 r. swój sukces w wojnie o Górski Karabach Azerbejdżan w dużej mierze zawdzięczał użyciu tureckich dronów Bayraktar w roli powietrznych sił uderzeniowych. Przy relatywnie słabej obronie przeciwlotniczej sił ormiańskich i koncentracji tych sił na stosunkowo niewielkim terenie Bayraktary zdziesiątkowały ormiańskie pojazdy opancerzone i artylerię.

Kiedy w lutym 2022 r. Rosjanie rozpoczęli pełnowymiarową inwazję na Ukrainę, w pierwszej fazie wojny, która okazała się nieudaną próbą przeprowadzenia przez Rosjan operacji powietrzno-lądowej na wzór wojen prowadzonych współcześnie przez USA, Bayraktary również zostały bohaterami. Ukraińcy wykorzystywali te drony, zaliczane przez NATO do III klasy (grupa ta obejmuje największe drony o masie powyżej 600 kg), do prowadzenia rozpoznania, ale również do misji bojowych – i to właśnie ich skuteczność w zwalczaniu rosyjskich czołgów i pojazdów opancerzonych sprawiła, że Ukraińcy zaczęli o nich śpiewać piosenki.

Bayraktary odegrały też niepoślednią rolę w zatopieniu krążownika „Moskwa” – przed atakiem z użyciem pocisków przeciwokrętowych Neptun powietrzne drony pojawiły się w pobliżu okrętu w roli „wabików”, angażując Rosjan w próbę strącenia ich i odwracając uwagę od rzeczywistego zagrożenia. Pomogły też w precyzyjnym namierzeniu celu.

Jednak od 2023 r. o Bayraktarach zaczęło robić się coraz ciszej. Powód? Ten sam, który sprawił, że Rosjanie w wojnie z Ukrainą nie osiągnęli dominacji w powietrzu. Po ustabilizowaniu się linii frontu doszło do dużego nasycenia go (z obu stron) systemami obrony przeciwlotniczej. Duży (rozpiętość skrzydeł do 12 metrów) i stosunkowo wolny (do 130 km/h) Bayraktar stał się łatwym celem dla rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Dodatkowo, w odróżnieniu od np. masowo używanych przez Rosjan dronów-kamikadze Shahed-136/Gerań Bayraktar jest dość drogi (potrafi kosztować ok. 5 mln dol., te rosyjskie w najtańszej wersji – zaledwie 20 tys. dol.), więc ekonomika prowadzenia działań wojennych, o której jeszcze wspomnimy, sprawia, że tureckie drony przestają być atrakcyjną bronią.

Reklama
Reklama

Dron, czyli najpopularniejsza zabawka. Teraz może przenosić ładunki wybuchowe

Już od pierwszego roku wojny Ukraińcy, a po pewnym czasie w ślad za nimi Rosjanie, zaczęli odkrywać, że w przedłużającej się wojnie, która zaczęła zmieniać się w pozycyjną, na wyniszczenie wroga, swoją rolę mogą odegrać cywilne drony – dokładnie takie jak te, którymi w warunkach pokoju entuzjaści latają w parkach, a dzieci znajdują je wśród komunijnych prezentów. Chodzi o niewielkie, tanie (kosztujące nawet po kilkaset dolarów) drony FPV, sterowane przy użyciu specjalnych gogli lub na ekranie monitora, które– jak się okazało – mogą, często po pewnych przeróbkach, przenosić granaty, pociski moździerzowe, przeciwpancerne i różne inne, niewielkie, ładunki wybuchowe.

Takim dronem można – po odpowiednim przeszkoleniu – skutecznie zaatakować nie tylko siedzącą w okopach piechotę, ale też znajdujący się w ruchu pojazd przeciwpancerny czy czołg. Owszem, taki atak częściej się nie uda, niż uda – ale jeśli wart kilkaset dolarów dron uszkodzi wart 4,5 mln dol. czołg T-90, to gra jest warta świeczki. – Okazało się, że proporcjonalnie niewielkimi nakładami finansowymi można niszczyć bardziej zaawansowane systemy, które są drogie, a ich zasoby są ograniczone i niewspółmiernie obciążające budżet. Można zatrzymać działania wojsk lądowych przeciwnika, w tym czołgi i bojowe wozy piechoty, używając tanich systemów bezzałogowych – mówi w rozmowie z „Plusem Minusem” gen. rez. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, a dziś przewodniczący senackiej komisji obrony.

Początkowo ukraińska armia uzbrajała się w drony FPV „oddolnie” – kupowali je sami żołnierze, Ukraińcy organizowali zbiórki i wyposażali jednostki ze swojego miasta czy obwodu (odpowiednik polskiego województwa) – do dziś zresztą władze lokalne informują o przekazywanych armii setkach dronów FPV kupionych z lokalnych budżetów. Z czasem jednak użycie takich urządzeń przyjęło wymiar systemowy – zwłaszcza poczynając od 2024 r. i upadku Awdijiwki, co było w dużej mierze spowodowane osiągniętą wówczas przez Rosjan przewagą w pociskach artyleryjskich (w tamtym czasie dostawy broni z USA na Ukrainę zostały wstrzymane w związku ze sporem w Kongresie o przyznanie administracji Joe Bidena dodatkowych środków budżetowych).

6 lutego 2024 r. Ukraińcy powołali Siły Systemów Bezzałogowych Ukrainy, które nie miały być jednak nowym rodzajem wojsk, ale raczej próbą uporządkowania oddolnego wykorzystywania dronów przez ukraińskich żołnierzy, tak aby je zoptymalizować i wykorzystać na szczeblu wyższym niż poziom plutonu czy kompanii i w ten sposób zniwelować braki jeśli chodzi o klasyczne środki rażenia. Ukraińcy zaczęli też formować oddziały operatorów. Równolegle z tymi działaniami ukraiński przemysł zaczął produkować coraz więcej rodzimych dronów (choć przy wykorzystaniu komponentów z zewnątrz – m.in. z Chin). W 2024 r. na Ukrainie wyprodukowanych miało zostać od 1,5 do 2 mln dronów FPV. W 2025 r. liczba ta ma wzrosnąć do 4 mln.

Drony przejmują pole walki. Są jak karabiny podczas I wojny światowej

Drony, drony, drony. Tylko drony. Mnóstwo dronów – tak ukraiński dowódca plutonu w rozmowie z agencją Reutera opowiadał niedawno o tym, jak wygląda codzienność na ukraińskim froncie. Po obu jego stronach rozciąga się tzw. strefa śmierci, czyli obszar, nad którym niepodzielnie panują te urządzenia. Rosjanie bowiem szybko zorientowali się, jak śmiercionośnym narzędziem w wojnie pozycyjnej potrafią być niepozorne drony FPV – i sami zaczęli masowo je produkować, wyposażać w nie żołnierzy, w połowie 2024 r. stworzyli także Centrum Zaawansowanych Technologii Bezzałogowych Rubicon, które koordynuje działania rosyjskich operatorów dronów. Konsekwencją dużego nasycenia pola walki dronami stało się wydzielenie nowej domeny prowadzenia walki – czyli przestrzeni określanej jako „air littoral” (ppłk rez. Maciej Korowaj, z którym rozmawialiśmy, określa ją mianem „małego nieba”). „Małe niebo” to przestrzeń między powierzchnią ziemi a wysokością ok. 3 tys. m, w której działają drony. Kontrola nad tą przestrzenią pozwala osiągać korzyści, jakie daje dominacja na „dużym niebie”, czyli ogranicza swobodę działania wojsk lądowych przeciwnika, ponieważ „odsłania je” przed drugą stroną i naraża na nieustanne ataki. Jest jednocześnie „tańsza” niż próba osiągnięcia klasycznej dominacji w powietrzu, która wymaga dużej liczby kosztownych myśliwców, narażonych na dodatek na zniszczenie przez wszechobecną obronę przeciwlotniczą.

Domena ta jest kluczowa również ze względu rozpoznania prowadzonego nie tylko na szczeblu strategicznym (czyli szczeblu dużych formacji wojskowych czy całej armii), ale też na szczeblu taktycznym (batalionów czy nawet kompanii). Oprócz dronów używanych jako środek walki, obie strony intensywnie wykorzystują też te do rozpoznania – zarówno wspomniane drony FPV, jak i bardziej do tego przystosowane drony takie jak rosyjskie ZALA lub Orlan-10 czy ukraińskie Furia.

Reklama
Reklama

Sęk w tym, że na Ukrainie żadna ze stron nie przejęła kontroli nad tą domeną. – Każda ze stron codziennie używa przynajmniej kilka tysięcy dronów do uderzeń. Są stosowane powszechnie na każdym szczeblu, od drużyny po kompanię i wyżej. Trudno zaskoczyć przeciwnika, bo obie strony osiągają pewien poziom równowagi pod względem tego, co wiedzą o swoich działaniach. Każdy ruch jest alarmem dla obrońców czy wskazówką dla atakujących. I dotyczy to nie tylko linii frontu, ale też jego bliskiego zaplecza, gdzie drony dominują. Wywołuje to problemy z logistyką, ewakuacją rannych, rotacją pododdziałów – mówi Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej”.

– Drony są jak karabiny maszynowe w czasie I wojny światowej, czyli tę wojnę paraliżują – zauważa Norbert Bączyk, współautor Podcastu Wojenne Historie, wydawca książek o tematyce wojskowej. – Stały się małymi, latającymi bombami, które utrudniają ruch i manewr – dodaje.

Zauważa przy tym, że taka sytuacja jest korzystniejsza dla broniących się Ukraińców. – Drony pozwalają narzucić Rosjanom męczącą, długotrwałą wojnę. A poza tym im więcej dronów, tym mniej potrzeba żołnierzy na pierwszej linii frontu – zaznacza. To ostatnie jest nie bez znaczenia dla Ukrainy, która – mając znacznie mniejszą liczbę mieszkańców niż Rosja – boryka się coraz bardziej z brakiem żołnierzy. – Tanie, taktyczne drony zwiększyły głębię pola walki, czyniąc to, co było „głębokim” polem walki dla batalionu, obszarem walki w zwarciu. To przekłada się na większą powierzchnię „ziemi niczyjej” na Ukrainie, a także zwiększa zdolność mniej licznych obrońców do odpierania ataków przez rozpraszanie dużych zgrupowań i przeprowadzanie kierunkowych kontrataków – mówi w rozmowie z „Plusem Minusem” Benjamin Jensen z amerykańskiego think tanku CSIS.

Drony na ukraińskim froncie do karabinów maszynowych w czasie I wojny światowej porównuje też Wolski. – Mamy tam teraz I wojnę światową. Drony, na specyficznym ukraińskim polu walki, ograniczyły ruch i manewr – mówi.

Na ten paradoks zwrócił uwagę francuski admirał Pierre Vandier stojący na czele Sojuszniczego Dowództwa ds. Transformacji. – Ta wojna jest połączeniem I i III wojny światowej – mówił niedawno.

Reklama
Reklama

Doniesienia z ukraińskiego frontu potwierdzają te porównania. Ukraińscy żołnierze przyznają, że w związku z wszechobecnymi dronami rotują się na pozycjach obronnych znacznie rzadziej niż w 2022 czy 2023 r. – Najdłuższy czas, jaki spędziłem na jednym stanowisku, to 31 dni, ale znam chłopaków, którzy spędzili tam 90 albo nawet 120 dni. Zanim pojawiły się drony, rotacje mogły następować co 3-7 dni – mówił w rozmowie z BBC Maksym, żołnierz 5. Brygady Szturmowej. Z kolei ukraińscy żołnierze, z którymi rozmawiał „New York Times”, porównują drony do „tysięcy snajperów na niebie”. – Można ukryć się przed artylerią. Ale drony to inny rodzaj koszmaru – stwierdził zastępca jednej z brygad sformowanych przez ukraińską policję. Zdarza się bowiem, że drony biorą na cel pojedynczych żołnierzy, przez co walczący na froncie czują się, jakby nieustannie trwało na nich polowanie.

Ale i Rosjanie odczuwają skutki wojny dronów. Mimo przewagi liczebnej na froncie wschodnim nie są w stanie doprowadzić do przełamania, bo – w obawie przed dronami – nie podciągają w rejon frontu ciężkiego sprzętu i atakują ukraińskie pozycje niewielkimi grupami piechoty, często poruszając się na motocyklach lub quadach, by po ataku oddalić się jak najszybciej – aby następnie wykryte pozycje obronne Ukraińców zaatakować, a jakże, dronami.

Oczywiście – jak w przypadku każdej broni – jej pojawienie się skutkuje poszukiwaniem środków obrony. W przypadku dronów najskuteczniejszym takim środkiem jest broń do walki radioelektronicznej – czyli różnego rodzaju urządzenia do zakłócania fal radiowych używanych do sterowania. Odpowiedzią na to było z kolei pojawienie się dronów, które zmieniają częstotliwość fal, na których odbierają sygnał, a przede wszystkim dronów światłowodowych, czyli połączonych z operatorem światłowodem – długim nawet na kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów kablem, przez który prowadzona jest komunikacja operatora z dronem. Taka maszyna nie tylko jest niewrażliwa na zakłócanie, ale też może latać niżej niż „klasyczne” drony.

Przed dronami chronią też różnego rodzaju siatki i daszki umieszczane np. nad wieżyczkami czołgów (tak aby nie dało się np. wrzucić granatu do włazu) czy tzw. korytarze antydronowe – rozciągana wzdłuż drogi i nad nią siatka, która tworzy rodzaj „tunelu” chroniącego przemieszczające się po drodze pojazdy przed atakami z powietrza. Ta kreatywność nie powinna dziwić, skoro drony mają odpowiadać dziś nawet za 80 proc. strat ponoszonych na froncie.

Czytaj więcej

Od Konga do Gazy. Co jest ludobójstwem?
Reklama
Reklama

Drony są bronią tych armii, które cierpią na inne braki

Czy to oznacza, że drony w rewolucyjny sposób odmieniły pole walki, więc armie Zachodu, w tym polska, powinny na potęgę pozyskiwać drony wszelkiego rodzaju? I tak, i nie. Dlaczego nie?

– Użycie dronów w takiej liczbie wynika z braków na polu walki. Po obu stronach są to m.in. brak amunicji artyleryjskiej i bardziej klasycznych środków bojowych. Po stronie ukraińskiej dochodzi jeszcze element deficytu kadr, czyli dostępnych na froncie żołnierzy – tłumaczy Mariusz Cielma.

O tym samym mówi Norbert Bączyk, który wskazuje, że drony są skuteczne ze względu na specyfikę wojny prowadzonej na Ukrainie. – Mamy do czynienia z wojną pozycyjną, realizowaną przy użyciu relatywnie małych sił na wielkich przestrzeniach. To sprawia, że jest to wojna powolna. Przy takim charakterze konfliktu drony taktyczne, pełniące rolę latających bomb, się sprawdzają. Ale to jest karykatura nowoczesnej wojny – przekonuje. – Musimy sobie zadać pytanie: czy stać nas na wieloletnią wojnę, w której setki tysięcy osób zginą lub zostaną ranne? Oczywiście, odpowiedź brzmi: nie – dodaje. Bączyk zwraca uwagę, że gdyby jedna z walczących stron miała lotnictwo na tyle silne, by uzyskać przewagę w powietrzu za pomocą klasycznych środków, to „taka wojna dronów, którą obserwujemy na Ukrainie w ogóle nie byłaby możliwa”, gdyż dominacja na niebie zapewniłaby jednej ze stron ogromną przewagę, jeśli chodzi o siłę ognia (niewielkie ładunki przenoszone przez drony są nieporównywalne do kilkusetkilogramowych bomb lotniczych). – Drony są tak skuteczne na polu walki na Ukrainie, ponieważ mamy do czynienia z wojną słabych, w której żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać przewagi – mówi wprost.

Tego samego zdania jest Jarosław Wolski. – Drony są często erzacem tego, czego na Ukrainie nie ma. Wsparcie artylerii jest szybsze i bardziej śmiercionośne niż ataki dronów – mówi ekspert. – Dron przenoszący niewielki ładunek nie zastąpi pocisku artyleryjskiego, który leci nie kilkanaście minut, lecz kilkanaście sekund. A wszystko tak naprawdę rozstrzyga wsparcie lotnicze, ponieważ tysiąckilogramowa bomba lotnicza, która spada na jakiś punkt oporu, po prostu go unicestwia – dodaje. – W armiach, które nie mają takich deficytów artyleryjskich, nie mają deficytu wsparcia lotniczego, ta liczba dronów będzie zdecydowanie mniejsza – podsumowuje.

Eksperci z Królewskiego Instytutu Zjednoczonych Służb (RUSI), brytyjskiego think tanku, zwracają przy tym uwagę, że sprawność w korzystaniu z dronów nie sprawiła, że Ukraińcy zaczęli odnosić sukcesy na froncie w postaci odbijania zajętego przez Rosjan terenu. Na to samo zwraca uwagę Bączyk. – Czy karabin maszynowy dał zwycięstwo w I wojnie światowej? Nie. Czy drony dają zwycięstwo? Nie. Wojna się przedłuża, a liczba zabitych i rannych wyłącznie rośnie. Celem wojny jest jej wygranie, a nie jej toczenie – zauważa. – Po I wojnie światowej wybitni teoretycy wojskowości szukali rozwiązań, jak przełamać kryzys, który wytworzyły karabiny maszynowe, a nie szukali sposobu, jak jeszcze więcej karabinów maszynowych wprowadzić na pole walki – dodaje.

Reklama
Reklama

– Droższa broń artyleryjska i przeciwpancerna jest skuteczniejsza w zatrzymywaniu i rozbijaniu zgrupowań wroga próbującego manewrować, ale Ukraińcy dysponują nią w ograniczonej liczbie, więc ostrożniej z niej korzystają – mówi „Plusowi Minusowi” Justin Bronk, analityk z RUSI.

Warto przy tym zauważyć, że również drony dalekiego zasięgu – rosyjskie Shahedy/Geranie czy ukraińskie UJ-22 i UJ-26 są jedynie mniej skuteczną alternatywą dla znacznie droższych, ale i znacznie skuteczniejszych pocisków precyzyjnych dalekiego zasięgu. – Ukraińcy woleliby posiadać pociski manewrujące o zasięgu kilkuset kilometrów, które są w stanie przenieść głowicę o masie kilkuset kilogramów, zamiast dronów, które przenoszą ładunki o masie kilkudziesięciu kilogramów – mówi Mariusz Cielma.

Czytaj więcej

Prawica tańczy w rytm Trumpa, a czasem i Kremla

Rój dronów ze sztuczną inteligencją może jeszcze bardziej zmienić oblicze wojny

Mimo to wszyscy eksperci, z którymi rozmawiamy, są zdania, że drony będą już stałym elementem pola walki.

– Zmieniają świadomość pola walki, tego, co się na nim dzieje – mówi ppłk rez. Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, ekspert Instytutu Wschodniej Flanki, Uniwersytetu w Białymstoku na Wydziale Stosunków Międzynarodowych. Jak dodaje doświadczenia z użycia dronów na Ukrainie pokazują, że taką wiedzę można zdobywać już na szczeblu taktycznym, czyli na poziomie mniejszych jednostek. – Na polu walki wszystko dzieje się bardzo szybko, ale dzięki dronom nie ma problemów z uzyskaniem informacji na ten temat, bo one uzyskują i przekazują ją bardzo szybko – mówi.

– Na szczeblu batalionu, jeśli chodzi o drony, dokonała się rewolucja. Rozgościły się tam na dobre – i już tam pozostaną. Armie, które nie wdrażają rewolucji dronowej na tym szczeblu będą przegrywać. Mówimy tu o niewielkich dronach rozpoznawczych. Rewolucja dotyczy pola rozpoznania. Dowódcy batalionów dostali możliwość obserwowania w zasadzie na żywo, bez lotnictwa czy dowództw wyższego szczebla, tego, co dzieje się na polu walki – podkreśla Wolski.

O znaczeniu dronów, jeśli chodzi o rozpoznanie i świadomość sytuacji na polu walki, mówi też Bączyk. – Każda nowoczesna armia musi być przesycona w dużej liczbie nowoczesnymi dronami rozpoznawczymi o charakterze taktycznym i taktyczno-operacyjnym. Tutaj drony udowodniły absolutnie swoją przydatność i swoją wartość. Takich musimy mieć na pęczki – mówi.

Gen. Różański zwraca z kolei uwagę, że drony mogą zwiększać potencjał klasycznych systemów uzbrojenia. Do namierzania celów dla artylerii już są powszechnie wykorzystywane. Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych przekonuje jednak, że wkrótce mogą być standardowym wyposażeniem we wszystkich rodzajach sił zbrojnych.

– Myślę, że dron będzie schodził do najniższego szczebla organizacyjnego, jeśli chodzi o siły zbrojne. Wyobrażam sobie, że załoga czołgu, w niedalekiej przyszłości, będzie posiadała autonomiczny dron – i wtedy czołgiści będą mieć obraz sytuacji nie na odległość 3-5 km, którą obejmują dziś za pomocą urządzeń celowniczych, ale na przestrzeni, która znajduje się w zasięgu takiego drona – tłumaczy generał.

Drony mogą być też, nawet przez nowoczesną armię, używane jako środek bojowy, ale w charakterze uzupełnienia posiadanego potencjału, ze względu na ekonomikę ich użycia.

– Użycie dronów jest o wiele tańsze niż użycie artylerii. Artyleria ma dużą moc, ale zestaw artyleryjski dużo kosztuje, trzeba doliczyć jeszcze koszty amunicji artyleryjskiej, systemu rozpoznawczego, przemieszczenia baterii na stanowisko i ochrony tego stanowiska, zabezpieczenia logistycznego – wylicza ppłk Korowaj. Jak dodaje logistyka drona jest o wiele tańsza, podobnie jak produkcja. – Nawet jeśli trzeba zużyć 10 dronów na jeden czołg, to i tak atak jest mniej kosztowny. Ekonomia jest tu po stronie dronów – mówi. Ale zastrzega, że tak użyte drony mogą być tylko uzupełnieniem, a nie zamiennikiem artylerii. – Drony nie zastąpią połączonych rodzajów wojsk. Zapewniają jednak nowe możliwości ogniowe i możliwości działania – mówi z kolei Jensen. Pytany, czy drony stały się nieodzowne na współczesnym polu walki odpowiada krótko: „tak”.

Justin Bronk zwraca natomiast uwagę, że drony mogą być skutecznie użyte, gdy najpierw za pomocą klasycznej broni takiej jak artyleria, artyleria rakietowa czy pociski precyzyjne rozproszy się siły wroga na większym obszarze. – To czyni je bardziej podatne na ataki z użyciem dronów FPV i amunicji krążącej i trudniej jest chronić je ograniczonymi zasobami środków do walki radioelektronicznej i kinetycznych zestawów przeciwdronowych. Innymi słowy drony FPV i amunicja krążąca są znacznie skuteczniejsze, gdy połączy się je z tradycyjnymi środkami ogniowymi, niż gdy są substytutem dla nich – wyjaśnia.

Prawdziwą rewolucją, jeśli chodzi o zastosowanie dronów na polu walki, może być rozwój sztucznej inteligencji. Urządzenia kierowane przez AI będą, po pierwsze, w pełni niezależne od operatorów, co uczyni je odpornymi na środki walki radioelektronicznej, a także jeszcze bardziej ograniczy straty w ludziach. Dziś Rosjanie starają się namierzać punkty kontroli dronów w rejonach przyfrontowych i regularnie informują o atakach na nie, a te są coraz skuteczniejsze – w ostatnich miesiącach straty wśród ukraińskich operatorów dronów zaczęły rosnąć.

Czytaj więcej

Europa wychodzi z cienia Ameryki. Czy obroni Ukrainę?

Po drugie, sztuczna inteligencja może umożliwić koordynowanie działania wielu dronów. Koncepcja roju – bardzo dużej liczby niewielkich bezzałogowców pojawiła się kilka lat temu, a Amerykanie realizują już projekt o nazwie Replicator, którego celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której USA będą szybko wytwarzać i wdrażać do służby dużą liczbę tanich, autonomicznych systemów bezzałogowych, które będą łatwo zastępowalne na polu walki. Drony atakujące w rojach, zwłaszcza działając w koordynacji ze sobą i współpracując z innymi rodzajami sił zbrojnych, mogłyby odgrywać rolę wykraczającą poza bycie „współczesnym karabinem maszynowym”.

Przykłady zastosowania dronów w rojach już zresztą widzimy – zmasowane, punktowe ataki Shahedów (w tym wabików takich jak ten, który niedawno spadł na Lubelszczyźnie) w Ukrainie mają na celu związanie ukraińskiej obrony przeciwlotniczej i umożliwienie przełamania jej pociskom manewrującym czy pociskom balistycznym.

Zaletą takiego zastosowania dronów będzie to, że pozwolą zmniejszyć liczbę żołnierzy niezbędnych na froncie – przez co zmniejsza ryzyko strat w ludziach. O tym aspekcie mówi gen. Różański. – Może się okazać, że armia wcale nie musi być kilkusettysięczna, jeżeli wyposażona będzie w systemy bezzałogowe, które umożliwią sytuację, gdy jeden operator będzie mógł zarządzać rojem dronów – podkreśla. Dodaje, że takie rozwiązania są ważne choćby z perspektywy negatywnych trendów demograficznych, które, jak zaznacza, były dowódca generalny, wpływają na to, jak liczne mogą być w przyszłości siły zbrojne.

– Siły zbrojne nie mogą lekceważyć żadnego kierunku postępu technologicznego. Historia wojen pokazuje, że ci, którzy lekceważyli nowinki techniczne, bardzo źle na tym wychodzili. Nie każda nowinka się przyjmie, nie każda jest właściwym kierunkiem, ale każdą trzeba przetestować, poznać i na zimno przeanalizować – podsumowuje Bączyk.

W grudniu 2024 r. żołnierze 13. Brygady Gwardii Narodowej Ukrainy, broniący długiego na niespełna 10 km odcinka frontu w rejonie miasteczka Hłyboke (obwód charkowski), stoczyli swoją pierwszą potyczkę, w której żaden z żołnierzy brygady nie brał udziału bezpośrednio. Pozycje posiadających w tym rejonie frontu trzykrotną przewagę w ludziach Rosjan najpierw rozpoznały latające drony, a potem zaatakowały je latające drony-kamikadze, a także te naziemne – zarówno przenoszące ładunki wybuchowe (a więc de facto naziemna wersja dronów-kamikadze), jak i uzbrojone w karabiny maszynowe. Ukraińscy żołnierze, którzy kierowali natarciem, znajdowali się w bezpiecznej odległości w bunkrze, za linią frontu. W ataku brało udział kilkadziesiąt bezzałogowych systemów naziemnych i powietrznych. Natarcie zakończyło się powodzeniem – Rosjanie musieli się wycofać.

Pozostało jeszcze 97% artykułu
/
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Reklama
Plus Minus
Rodzice autystyków od polityków wciąż słyszą to samo. Ale straconego czasu nikt im nie odda
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Plus Minus
Kataryna: Czy Jarosław Kaczyński wie, że Konfederacja już rządzi
Plus Minus
Mariusz Cieślik: Ukraina zapracowała sobie na odebranie przywilejów
Plus Minus
Tomasz P. Terlikowski: Putin znów zwyciężył w Polsce
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Plus Minus
Karol Nawrocki idzie jak burza. Czy Donald Tusk to wytrzyma
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama