W „Rzeczpospolitej” ukazał się ważny tekst Mateusza Mikowskiego „Bezkarni prokuratorzy. Za swoje błędy nie płacą z własnej kieszeni”, wraz z bardzo trafnym komentarzem redaktor Ewy Szadkowskiej „Bezkarny jak prokurator”. Warto ten temat pociągnąć, ponieważ narastający problem, mimo że sygnalizowany od lat, nie znajduje rozwiązania.
Państwo przyznało prokuratorskiej grupie zawodowej olbrzymie uprawnienia w postaci możliwości podejmowania decyzji o zatrzymywaniu obywateli, składania wniosków o areszt oraz przedstawiania zarzutów karnych. Jednocześnie nie stworzyło rzeczywistego nadzoru nad pracą prokuratorów ani działającego systemu pociągania ich do odpowiedzialności za popełniane nadużycia. Wspomniany na wstępie artykuł jest tego najlepszym przykładem – pokazuje bowiem, że mimo istnienia podstawy prawnej państwo nie pociągnęło do odpowiedzialności finansowej żadnego prokuratora z powodu błędów, za które musiało samo wypłacić odszkodowania pokrzywdzonym.