„Modus operandi był zawsze taki sam: zero zainteresowania
treścią wystąpienia czy konferencji, za to obowiązkowe selfie zrobione za
wszelką cenę z możliwie jak największą liczbą publicznych osób. Ze wszystkimi,
z którymi rozmawiałem o tej »działalności« dochodziliśmy do tego samego wniosku – sprawa Marii Butiny cały czas jest żywa” – napisał w internecie rosyjski
emigracyjny działacz Leonid Wołkow.
Jego uwagi dotyczyły 34-letniej Nommy Zarubinej, która
przyszła na jedno z publicznych spotkań z nim. Pochodząca z syberyjskiego
Tomska „aktywistka” próbowała robić karierę w USA w różnych organizacjach,
trafiła nawet na stypendium do bardzo znanego waszyngtońskiego think tanku CSIS
(jej profil usunięto z internetowej strony tej instytucji zaraz po aresztowaniu kobiety przez FBI).