W późnej erze Gierka telewizyjnym przebojem był program Olgi Lipińskiej „Właśnie leci kabarecik”. Tłumy rodaków siadały przed telewizorami, by oglądać karykaturę gnijącej rzeczywistości w wykonaniu mistrzów absurdu: Piotra Fronczewskiego, Jana Kobuszewskiego czy Krystyny Sienkiewicz. Jak trafnie ujął to jeden z komentatorów: „To był totalny chaos, w dużym tempie, co można określić soczystym słowem – burdel”. Logika była tam zbędnym luksusem, sens towarem deficytowym, prawda mieszała się z brednią, a rozpacz ratowała się śmiechem.
Co trzecie zdanie Donalda Trumpa w Davos było nieprawdą
Przypomniał mi się ten kabaret, gdy wraz z rzeszą globalnych telespektatorów oglądałem obrady w Davos. Ton temu zgromadzeniu nadawał słynny aktor z Białego Domu. Jego wystąpienie było pokazem intelektualnej pustki opakowanej w megalomanię. Grenlandia mieszała mu się z Islandią, fakty z konfabulacją, strategia z tanią propagandą. Co trzecie zdanie było nieprawdą, co czwarte groźbą, a reszta czystą fantazją. Obrażał sojuszników, hołubił wrogów, przedstawiał swoje porażki jako niebywałe sukcesy.
Nazajutrz zaprezentował własną alternatywę dla ONZ – oczywiście pod osobistą kontrolą. Do swojej Rady Pokoju powołał nawet ludzi podejrzanych przez Międzynarodowy Trybunał Karny o popełnienie zbrodni wojennych. Jego zięć dorzucił prezentację, na której ruiny palestyńskiej Gazy przypominały futurystyczne Las Vegas – apoteoza cynizmu w wersji PowerPoint.
Dopóki całą Europą nie rządzi skrajna prawica, dopóty pojednanie między nową Ameryką Trumpa a starą Europą pozostanie mrzonką
Ten groteskowy spektakl media potraktowały z nabożną powagą, a politycy – jak objawienie. Klakierzy Trumpa tłumaczyli nawet, dlaczego pomylił Grenlandię z Islandią – bo przecież tu i tam zimno i biało. Minister za ministrem zapewniał, że NATO nadal gwarantuje bezpieczeństwo, choć Trump groził sankcjami i interwencją zbrojną nie wobec Rosji, lecz Europy. Na szczęście sprawa Grenlandii okazała się kapiszonem, który Trump szybko schował do kieszeni, gdy rynki finansowe zareagowały nerwowym drgnięciem. Europejczycy odtrąbili sukces, choć doskonale wiedzą, że te same groźby wrócą jutro – w innej formie, innym tweecie, na innej scenie. Bo dopóki całą Europą nie rządzi skrajna prawica, dopóty pojednanie między nową Ameryką a starą Europą pozostanie mrzonką.