Reklama

24 min. 53 sek.

„Rzecz w tym”: Czym Donald Trump chwalił się w Davos i co właściwie chce tym przemówieniem osiągnąć?

Prezydent USA mówił na Forum Ekonomicznym w Davos, że kocha Europę, ale nie idzie ona w dobrym kierunku. Chwalił się, że Putin sam go prosi, by zakończył kolejne wojny. I otwarcie zapowiedział, że potrzebuje tytułu własności Grenlandii. Ale co tak naprawdę wynika z długiego przemówienia Donalda Trumpa? O tym Michał Płociński na gorąco rozmawia z Jerzym Haszczyńskim.

Publikacja: 21.01.2026 17:00

Wystąpienie Donalda Trumpa w szwajcarskim Davos trwało ponad godzinę. Jerzy Haszczyński zwraca uwagę, że było to przede wszystkim przemówienie o nim samym. – Mówił o tym, jak wielki jest Donald Trump, jak wiele mu się udało w ciągu pierwszego roku drugiej kadencji – podkreśla, dodając, że Davos stało się dla prezydenta USA sceną do mobilizacji własnego elektoratu przed wyborami połówkowymi do Kongresu.

Reklama
Reklama

Jednocześnie pojawił się wątek, który najbardziej niepokoi Europę – Grenlandia. Trump zapewniał, że nie użyje siły, ale jednocześnie jasno mówił o potrzebie „tytułu własności”. – „Nie, nie, nie użyję siły po to, żeby zdobyć Grenlandię”, co nie znaczy, że zrezygnował z jej zdobycia w całkiem dosłownym sensie – zauważa Haszczyński, wskazując, że retoryka złagodniała, ale cel pozostał ten sam.

Czytaj więcej

Donald Trump w Davos o Grenlandii: Tylko USA są w stanie ją zabezpieczyć

Donald Trump w Davos po raz pierwszy zdradził pasję do historii

Nowym elementem była trumpowska lekcja historii. Prezydent USA mówił o II wojnie światowej, Niemcach i Danii, próbując uzasadnić swoje roszczenia. – On odrobił jakąś lekcję czy ktoś coś mu podpowiedział, że taki wątek historyczny był w II wojnie – ocenia Haszczyński, zwracając uwagę, że pozornie anegdotyczny ton dotyczył spraw o fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczeństwa Europy.

W tej narracji pojawia się też niepokój o konsekwencje presji na Danię. Haszczyński podkreślił, że nawet bez użycia siły Grenlandia pozostanie punktem zapalnym w relacjach transatlantyckich i wewnątrz NATO.

Reklama
Reklama

Trump dużo miejsca poświęcił również „zakończonym wojnom” i własnej roli jako globalnego rozjemcy. Wspominał o rozmowach z Putinem i konflikcie Armenii z Azerbejdżanem. – Prawie każde zdanie Trumpa wymagałoby takiej ramki, jaki jest kontekst, w jakim stopniu to jest prawda – zaznacza Haszczyński, studząc entuzjazm wobec tych deklaracji.

Czytaj więcej

Dania rzuca rękawicę Trumpowi. Pozbędzie się wszystkich amerykańskich obligacji

Donald Trump chce uczynić Europę znowu wielką?

Trump Europę jednocześnie komplementował i ostro krytykował. „Europa zmierza w złym kierunku” – to zdaniem Haszczyńskiego stały element trumpowskiej mantry, łączącej wątki migracyjne, klimatyczne i ideologiczne. Wystąpienie w Davos miało jasno wyznaczyć, kto według Trumpa prowadzi Europę „nad przepaść”.

Symboliczne było też wskazanie konkretnych europejskich przywódców. Mark Rutte pojawił się jako przykład „tego dobrego”, który rozumie Trumpa i jego wizję NATO. „To ja uratowałem NATO, wymuszając zwiększenie wydatków przez państwa sojusznicze na obronę” – przypomina Haszczyński bardzo mocne słowa prezydenta USA, zwracając uwagę na dużą dozę przesady w tych twierdzeniach.

Z kolei Emmanuel Macron stał się symbolem europejskiego oporu wobec USA i flirtu z Chinami. – Towarzysze z Pekinu się nie zmienią – ostrzega Haszczyński, podkreślając, że krótkoterminowa gra przeciw Trumpowi może wciągnąć Europę w długofalową zależność od Chin.

Na koniec rozmówcy próbowali odpowiedzieć na pytanie, po co Trump w ogóle przyleciał do Davos. – Chodzi o ogólne wrażenie: „Ja, Donald Trump, zmieniam gospodarkę całego świata” – podsumowuje Haszczyński, wskazując, że stawką są nie tylko globalne ambicje, ale przede wszystkim wewnętrzna walka polityczna w USA i próba zdążenia z realizacją najbardziej kontrowersyjnych projektów, zanim skończy się czas niekontrolowanej władzy Trumpa.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama