Owszem, oburzają nas relacje ze świata występku, choć jeszcze mocniej fascynują i pociągają. Tym bardziej, im więcej w nich pieniędzy, przemocy, seksu, a jeszcze lepiej krwi, albo przynajmniej cierpienia. Chcemy wiedzieć, kto kogo zgwałcił albo oszukał i przy czyim współudziale, a najlepiej, jeśli to się dzieje między tarzającymi się w złocie miliarderami albo podziwianymi przez tłum gwiazdami filmu i telewizji.

Targowisko próżności przyciąga bardziej niż teatr czy filharmonia

Śledząc takie relacje, sami czujemy się lepsi, ale to jeszcze nie wystarcza na wytłumaczenie powodzenia, jakim cieszy się każdy powiew smrodu płynący z niedostępnych enklaw raju. Lepiej spytajmy, dlaczego tylu bogatych, sławnych i przystojnych mężczyzn zabiegało, aby choć raz dostać się na rajską wyspę Epsteina, by tam otrzeć się o Billa Clintona albo Woody Allena i przeżyć z jakąś przypadkową kobietą epizod, który mógłby się przydarzyć – bez tego nakładu finansów i nerwów – w lokalnym burdelu albo własnej sypialni? Przecież ci bogaci i utytułowani panowie powinni świecić zbawiennym przykładem, czytać filozofów, ciągnąć do teatru i filharmonii, a nie na tarło do Epsteina. Przecież nie są naiwni, wiedzą, że targowisko próżności i gwałtu przyciąga nade wszystko agentów wszelkich możliwych wywiadów, a pierwszą osobą, jaką tam spotkają, będzie oszust zamierzający ich poniżyć i wykorzystać. Może kobiety są lepsze? Przeczy temu pełne chciwości targowisko matrymonialne, jakie się tam odbywało.

Czytaj więcej

Jak Epstein dorobił się takich kontaktów? Przyciągał nawet zaciekłych rywali

Świat istnieje dzięki ludziom, których nie nęci brud

Dlaczego tak niepostrzeżenie utraciliśmy wstyd, zamieniając go na przyzwolenie? Może stumanieni literaturą i innymi bajędami przeceniamy nasz gatunek? Może Bóg nie stworzył nas na obraz i podobieństwo swoje, tylko zupełnie inaczej? Albo ewolucja ukształtowała nas w inny sposób, niż uroili sobie prostomyślni filozofowie do dziś zapatrzeni w starego Platona? Albo – jak głosił św. Augustyn – większość z nas skazana jest na potępienie, a do raju trafią tylko nieliczni wybrańcy? Czy taka jest cała nauka płynąca z akt Epsteina? Ale przecież żyją wśród nas ludzie, którym nie po drodze z tym brudem, których nie nęci ten smród. Są doprawdy nieliczni, ale dzięki nim świat istnieje nadal.

Czytaj więcej

Tomasz P. Terlikowski: Jak system umożliwił działalność Epsteina