Reklama

Afera Epsteina to rosyjski „kompromat”? Niemieccy politycy pełni obaw o bezpieczeństwo

Niemiecki rząd przygląda się sprawie Epsteina, ale, w przeciwieństwie do Polski, nie zamierza analizować akt przestępcy seksualnego. Politycy zajmujący się w Bundestagu kwestiami bezpieczeństwa są zaniepokojeni.
Przestępca seksualny Jeffrey Epstein z obecnym prezydentem USA Donaldem Trumpem

Przestępca seksualny Jeffrey Epstein z obecnym prezydentem USA Donaldem Trumpem

Foto: Epstein Estate/House Oversight Committee/ZUMAPRESS/picture alliance

Wielka Brytania, Norwegia, Francja i kraje bałtyckie: skandal wokół amerykańskiego przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina wywołał poruszenie również w krajach europejskich. Nikt nie wie, jakie informacje zostaną jeszcze ujawnione. Do tej pory amerykański wymiar sprawiedliwości opublikował około trzech milionów dokumentów dotyczących skandalu Epsteina: maile, listy, zdjęcia, filmy.

Także niemiecki rząd uważnie śledzi analizę akt Epsteina. – Sprawa ma oczywiście wymiar polityczny, więc uważnie jej się przyglądamy – zapewnił w Berlinie rzecznik rządu Stefan Kornelius. – Obserwujemy to, co wychodzi na jaw w innych krajach i sprawdzamy, jaki ma to wpływ na politykę – powiedział.

Czytaj więcej

Co Donald Trump wiedział o Jeffrey'u Epsteinie? Nowe fakty

Jasne jest – i Kornelius również to podkreślił – że jeśli z dokumentów wynikają aspekty karne dotyczące niemieckiej sytuacji prawnej, to kompetencje w tej sprawie należą do organów śledczych, a nie do niemieckiego rządu. – Rząd nie jest organem śledczym – powiedział. Jak jednak zaznaczył, w tej chwili „nie są mu znane” żadne postępowania karne w tej sprawie.

„Potencjał kompromitacji”. Czy najwyżsi decydenci byli szantażowani?

Inaczej na publikację nowych akt dotyczących przestępcy seksualnego Epsteina zareagował polski rząd. Premier Tusk ogłosił powołanie zespołu, który ma zająć się polskimi wątkami afery, a także podnoszoną przez ekspertów kwestią zaangażowania rosyjskich służb.

Reklama
Reklama

Zaniepokojeni ogólnoświatowym zasięgiem sprawy są politycy zajmujący się w Bundestagu kwestiami bezpieczeństwa. – W niewyobrażalne machinacje Epsteina zamieszani byli najwyraźniej wysokiej rangi decydenci ze świata gospodarki, polityki i społeczeństwa – powiedział w wywiadzie dla gazety „Handelsblatt” poseł chadeckiej CDU Marc Henrichmann. Przewodniczący parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych przestrzegł, że ujawnione informacje stwarzają „znaczny potencjał kompromitacji i szantażu” . Jego zdaniem należy sprawdzić, czy mogło to wpłynąć na decyzje „na niekorzyść bezpieczeństwa Niemiec i Europy”.

BND i kontrwywiad wkraczają do gry. Bundestag żąda wyjaśnień

Członkowie parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych (PKGr) mają kontrolować Federalną Służbę Wywiadowczą (BND), Niemiecki Kontrwywiad Wojskowy (MAD) oraz Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV). W związku z tym rząd Niemiec ma obowiązek informować komisję o wydarzeniach o szczególnym znaczeniu. Według Henrichmanna Bundestag „zada odpowiednie pytania właściwym organom bezpieczeństwa”.

Czytaj więcej

Jak Epstein dorobił się takich kontaktów? Przyciągał nawet zaciekłych rywali

Obecnie uwaga mediów w Niemczech skupia się na konkretnych nazwiskach wymienionych w aktach Epsteina lub na konkretnych zdjęciach. W centrum doniesień znajdują się brytyjska i norweska rodzina królewska, które przyznają się do powiązań poszczególnych osób z seksualnym przestępcą.

Jednak zdaniem niemieckich polityków systematyczna analiza obszernych dokumentów powinna wykraczać poza domniemane kontakty poszczególnych jednostek. Ważne jest, czy sieć kontaktów i powiązania Epsteina miały wpływ na politykę lub gospodarkę.

Bundestag domaga się informacji o międzynarodowych powiązaniach Epsteina

Poprzednik Henrichmanna na stanowisku przewodniczącego PKGr, Konstantin von Notz z partii Zielonych, nalega na podjęcie szybkich działań. – Rząd musi udzielić informacji na temat tego, w jakim stopniu niemieckie służby wywiadowcze i inne organy bezpieczeństwa posiadały wiedzę na temat czynów Epsteina i stojących za nimi „wyzyskujących, przestępczych lub pedofilskich sieci” oraz ich międzynarodowych powiązań – powiedział wiceprzewodniczący frakcji Zielonych w Bundestagu w rozmowie z gazetą „Handelsblatt”.

Reklama
Reklama

Terminem, który często pojawia się w Niemczech w doniesieniach dotyczących Epsteina, jest słowo „kompromat”. Oznacza ono materiał kompromitujący określoną osobę lub organizację, za pomocą którego można kogoś zdemaskować lub szantażować. Całkiem możliwe, że niemieckie służby nie wiedziały o poszczególnych osobach zamieszanych w sprawę, ale miały informacje kompromitujące inne osoby.

Czy sprawa Epsteina to operacja rosyjskich służb? W Niemczech rosną pytania

Także rzecznik ds. polityki wewnętrznej z klubu poselskiego socjaldemokratycznej SPD Sebastian Fiedler, wypowiedział się w „Handelsblatt” na temat spekulacji dotyczących ewentualnego aspektu wywiadowczego tej sprawy.

Odniósł się on do podejrzeń wyrażonych przez polskiego premiera Donalda Tuska, że może to być operacja rosyjskich służb specjalnych. Jego zdaniem rodzi to wiele pytań, które dotyczą również Niemiec. Biorąc pod uwagę „liczne powiązania w europejskich kręgach władzy”, „powiązania mogą również pojawić się w Niemczech”. Odnosząc się do sprawy Epsteina, polityk SPD mówił o formie „najpoważniejszej przestępczości zorganizowanej”, jaka przeniknęła instytucje, gospodarkę i kulturę ponad granicami państwowymi.

Czytaj więcej

Norweska monarchia trzęsie się w posadach. Poważne problemy ma księżna Mette-Marit i jej syn

Rzecznik rządu Stefan Kornelius nazwał spekulacje na temat akt Epsteina i potencjalnego szantażu „bardzo hipotetycznymi”. Jak powiedział, będzie się nimi martwił dopiero, gdy sprawa się skonkretyzuje.

Temat ten będzie jednak jeszcze długo zajmował ekspertów i podsycał spekulacje polityczne. Nie wszystkie dokumenty, maile, zdjęcia i filmy z archiwów amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości zostały bowiem udostępnione. A niektóre fragmenty ujawnionych dokumentów są nieczytelne i zamazane. Dopiero teraz przedstawiciele Izby Reprezentantów USA mogą zapoznać się z dokumentami bez tych fragmentów.

Reklama
Reklama

Czy sprawa Epsteina „zagraża demokracji”?

Peter Dabrock, etyk z Uniwersytetu w Erlangen i Norymberdze, zwraca uwagę na szerszy wymiar społeczny akt Epsteina, wykraczający poza toczącą się debatę. Ujawniane szczegóły sprawy sprawiły, że również w Niemczech „byliśmy oburzeni”. Jednak, biorąc pod uwagę jej rozmiar i zasięg, należy raczej obawiać się rezygnacji niż konkretnej reakcji politycznej.

Dabrock, który wykłada etykę teologiczną i w latach 2016-2020 był przewodniczącym Niemieckiej Rady Etyki, w rozmowie z Deutsche Welle ostrzegł przed osłabianiem demokracji. – Ogrom informacji i domniemane powiązania wynikające z akt Epsteina są niepokojące, ludzie oburzają się, ale nie słychać głosów domagających się konsekwencji politycznych tego skandalu. Nie można ulegać tej pokusie – mówi Dabrock. I apeluje, by nalegać na demokratyczne procedury i transparentność sprawy.

Czytaj więcej

Buckingham komentuje doniesienia ws. byłego księcia i Epsteina. „Król wyraził się jasno”

– Należy przy tym jasno stwierdzić, że transparentność, której stało się zadość przez publikację akt Epsteina, została zniweczona przez ocenzurowanie treści. Ich publikacja jest sygnałem alarmowym, aby ponownie zastanowić się nad transparentnością w erze cyfryzacji i sztucznej inteligencji – komentuje rozmówca Deutsche Welle.

Polityka
Duńczycy pójdą do urn. Premier zachowa władzę dzięki Donaldowi Trumpowi?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Polityka
Tajne „państwo w państwie”. Jak ajatollah Chamenei kieruje Iranem z podziemnego bunkru
Polityka
Viktor Orbán pisze do Wołodymyra Zełenskiego. Chce misji UE na Ukrainie
Polityka
Światowi przywódcy - komu ufamy, a komu nie? Spore zaskoczenia w sondażu CBOS
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama