Reklama

Roman Kuźniar: Ekosfera Epsteina wobec wojny Rosji z Ukrainą

Nihilizm Putina i jego elity władzy świetnie się spotykał z nihilizmem klanu Trumpa. Nic dziwnego, że cyniczny władca Kremla oraz człowiek, który kieruje się nie prawem, lecz własną moralnością, świetnie się czują w swoim towarzystwie - pisze prof. Roman Kuźniar, politolog i dyplomata.

Publikacja: 12.02.2026 18:48

Władimir Putin i Donald Trump

Władimir Putin i Donald Trump

Foto: PAP/Newscom

Jak wiadomo, ogólnie przez ekosferę rozumie się strefę wokół gwiazdy, w której możliwe są określone formy życia. I metaforycznie rzecz ujmując, podobnie było z Jeffreyem Epsteinem, który stworzył swoistą ekosferę dla ludzi władzy politycznej, wielkiego pieniądza oraz świata mediów i rozrywki. Trzeba powiedzieć, że nie był sam. Tę ekosferę współtworzyli inni możni reprezentujący te środowiska, ale on stał się jej twarzą ze względu na najbardziej mroczny wymiar, który do niej wnosił.

Koniec liberalnego porządku międzynarodowego

Zacznijmy jednak od sprawy najważniejszej. Otóż liberalny porządek międzynarodowy, zwłaszcza w obrębie strefy euroatlantyckiej oraz regionów i państw z nią powiązanych, definitywnie legł w gruzach wraz z drugim zwycięstwem Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich. Owszem, śmiertelny cios temu porządkowi chciał zadać Putin napadając na Ukrainę w 2022 r. Ale Putin, nawet wspomagany przez Xi Jinpinga, był na to za mały.

Liberalny porządek międzynarodowy, niezależnie od presji zewnętrznej, upadł w ogromnym stopniu pod wpływem własnych słabości. Choć dla świata uczynił wiele dobrego, a Polska od 1989 r. była jednym z jego głównych beneficjentów. Nie potrafił się jednak ustrzec błędów i schorzeń, które przyczyniły się do jego kresu. Tkwiły nie tylko w jego warstwie finansowo-gospodarczej i polityczno-militarnej, ale też kulturowej. Była ona wytworem porządku liberalnego i miała degenerujący wpływ na te dwie pierwsze.

Wieloletni przyjaciel Epsteina, Donald Trump i jego klan, są nieodrodnymi dziećmi kulturowej degeneracji liberalnego porządku. I zwrotnie wnosił on w ten proces poważny wkład. Świadczy o tym m.in. typ biznesu, który uprawiał, instrumentalny stosunek do kobiet, postawa wobec ataku tłumu jego zwolenników na Kapitol 6 stycznia 2021 r., za co nie zdążył ponieść odpowiedzialności, ponieważ... powtórnie został prezydentem.

Moralny upadek części amerykańskich elit

Zdaniem komentatorów przyglądających się aferze Epsteina, wskazuje ona przede wszystkim na moralny upadek znacznej części elit współczesnej Ameryki. Niekiedy odnosi się ten moralny upadek do całej klasy rządzącej Ameryką, choć zapewne taka ocena byłaby niesprawiedliwa. Na szczęście w tym co było jej istotą, ekosfera Epsteina tylko w niewielkim stopniu zdołała zarazić elity europejskie. Na czym ona polegała? Na poczuciu wszechmocy i bezkarności znacznej części osób władzy powiązanych ze światem pieniądza i środków masowego przekazu. Facebook Zuckerberga czy platforma X Elona Muska są środkami masowego przekazu, a wszyscy oni należeli do ekosfery Epsteina. Cechą tego środowiska był także wręcz brak moralności, jak u Donalda Trumpa, który publicznie oświadczył, że nie ograniczają go żadne normy poza jego własną moralnością. Mówienie o własnej, odrębnej moralności świadczy o braku moralności w ogóle, bowiem moralność jest wytworem kulturowym. W przypadku Zachodu mówimy o moralności judeochrześcijańskiej. Kontestowanie tej moralności, jak u nadczłowieka Nietzschego czy bolszewików, otwierało drogę do moralnego nihilizmu w polityce i życiu społecznym.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jerzy Surdykowski: Smród w raju bogatych i wpływowych

Euroazjatycki burdel-tata

Epstein wnosił do tej sfery specyficzny rodzaj moralnego upadku w postaci bezkarnego, swobodnego korzystania z uciech seksualnych, na życzenie beneficjentów, dostarczanych także przez osoby nieletnie. Epstein jako istotny współtwórca tej ekosfery wcielił się w rolę bohatera „Pantaleona i wizytantek” ze znanej powieści Vargasa Llosy, tyle że na skalę euroatlantycką; stał się euroatlantyckim burdel-tatą. W jego przypadku obwoźne domy publiczne obsługiwały nie wojsko (jak w powieści Llosy), ale część elit władzy, pieniądza, mediów Ameryki, a nawet Europy. Uprzywilejowani beneficjenci ekosfery Epsteina mogli nie tylko korzystać bez obaw i skrępowania z uciech przezeń im dostarczanych. Oni w tym procesie formowali specyficzny typ mentalności warstwy rządzącej Ameryki. Jak pisał prof. Pratap Mehta z Uniwersytetu Princeton, jej moralna korupcja, poczucie bezkarności, bezwstyd, wyuzdanie, miały swój wpływ na politykę, także międzynarodową.

Czytaj więcej

Jak Epstein dorobił się takich kontaktów? Przyciągał nawet zaciekłych rywali

Nie ma już w niej wielkich celów i zasad, a nawet politycznej ekonomii, są za to szemrani pośrednicy, nadwrażliwi egocentrycy, osobnicy bystrzy i przebiegli w robieniu interesów, ale moralnie wypłukani, niezdolni do myślenia i działania w kategoriach odpowiedzialności za większe społeczności. Przyjaciel Epsteina Donald Trump był i pozostaje integralną częścią tego środowiska, przedstawicielem tej mentalności.

Dla Rosji, w tym służb Putina, to wymarzona sytuacja. Przede wszystkim dlatego, że spora, bardzo atrakcyjna część „towaru”, który Epstein oferował swym przyjaciołom od szemranych biznesów, to były dziewczęta z Rosji. Z ich usług wywiad rosyjski i sowiecki korzystał od dawna. W ekosferze Epsteina bynajmniej niekoniecznie chodziło o zdobywanie tajnych informacji. Chodziło o kontakty w ogóle, o znajomości, o skracanie dystansu między biznesem rosyjskim i amerykańskim, o efekt osmozy. Nihilizm Putina i jego elity władzy świetnie się spotykał z nihilizmem klanu Trumpa. Wprawdzie Putinem kierują instynkty geopolityczne, a ludźmi Trumpa i szerzej obecną klasą biznesową USA naga pazerność („greed is good”), ale jedni i drudzy nie kierują się żadnymi wartościami czy normami. W mentalności ludzi ekosfery Epsteina nie ma miejsca na lojalność, prawo czy sentyment kulturowy, nie czują się ludźmi Zachodu. Własny, doraźny zysk przedkładają nad długofalowy interes własnego państwa.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: 3 mln stron dokumentów Epsteina uwidaczniają idiotyzm elit
Reklama
Reklama

Negocjując pokój Donald Trump chce zrobić interes życia 

I tu dochodzimy do rzekomych negocjacji pokojowych toczonych przez Trumpa i jego ludzi z Rosją i Ukrainą. Nie są to klasyczne negocjacje dyplomatyczne, których celem jest zakończenie wojny i zawarcie trwałego pokoju. Ze strony USA nie prowadzą ich przecież zawodowcy z Departamentu Stanu. Prowadzą ich ludzie ekosfery Epsteina należący do klanu Trumpa, czyli jego kolega od biznesu real estate i golfa oraz jego zięć. To nie są przedstawiciele administracji Stanów Zjednoczonych w klasycznym rozumieniu. Takiej żyły złota (większej niż Grenlandia), jaką jest deal z Rosją i dostęp do jej zasobów, Trump by nie wypuścił z własnych rąk, mają się nią opiekować ludzie zaufani, a nie zawodowi dyplomaci.

Pierwszy, 28-punktowy „plan pokojowy”, ten istny dyplomatyczny gargamel, ulepiony przez Steve'a Witkoffa i Kiryła Dmitrijewa (zaufanego człowieka Putina od dużego biznesu) został przecież stworzony w jednym z klubów golfowych na Florydzie, czyli z dala od Departamentu Stanu. Było tam sporo o zyskach, jakie Trump miał otrzymywać dzięki zawarciu tego porozumieniu (zupełnie jak w Radzie Pokoju – po miliardzie dolarów od każdego jej marionetkowego uczestnika). Bo też dla Trumpa i jego ludzi agresja Rosji na Ukrainę nie ma związku z łamaniem fundamentów prawa międzynarodowego, nie jest wojną totalitarnej dyktatury przeciwko demokratycznemu państwu pragnącemu być częścią cywilizowanej Europy. To nie jest świat ich pojęć. W tej wojnie klan Trumpa widzi jedynie okazję do zrobienia wielkiego interesu. Stąd od początku Trump wywiera nacisk na Ukrainę, nie na Rosję (pamiętamy brutalną awanturę z 28 lutego 2025 r. w Białym Domu). Ofiara ma ustąpić, agresor ma być nagrodzony, po to, aby na końcu można było ogłosić „and the winner is Donald Trump”. I nie chodzi o Pokojowego Nobla, którego chcą wymusić na Norwegii lobbyści Trumpa, tylko o interes życia dla niego i jego klanu.

Czytaj więcej

Administracja Donalda Trumpa zwiększa presję na Ukrainę i Rosję. Padł termin podpisania porozumienia pokojowego

Europa musi posłużyć się siłą

Negocjacje prowadzone przez Trumpa i przezeń zmonopolizowane, nie są prowadzone w dobrej wierze, ponieważ zasada bona fides, dobrej wiary, nie należy do wyposażenia kulturowego ekosfery Epsteina. I tu się ona spotyka z polityką Rosji, która nie przeszła przez ten okres rozwoju cywilizacyjnego, w którym mogłaby się zetknąć z zasadą bona fides. Dlatego cyniczny nihilista Putin oraz człowiek, który kieruje się nie prawem, lecz własną moralnością, świetnie się czują w swoim towarzystwie. Widzieliśmy to w czasie spotkania na Alasce 15 sierpnia 2023 r. i w czasie spotkań ich biznesowych wysłanników. Dlatego jedni i drudzy starają się trzymać Europę z daleka od tych negocjacji, bo Europa chciałaby uczciwego, trwałego pokoju, umocowanego w prawie i instytucjach międzynarodowych.

Duet Trumputin prowadzi tę grę przeciwko Ukrainie i Europie. Dlatego Europa, broniąc przed Trumpem i Putinem własnego skrawka liberalnego porządku, tej resztki Zachodu, która pozostała po odwróceniu się odeń obecnej administracji USA, musi posłużyć się siłą, aby nie dopuścić do kapitulacji Ukrainy. Tą siłą, którą Europa dysponuje, aby obronić swoje zasady i racje Ukrainy. Ale jak pisał niegdyś Zbigniew Brzeziński, ochrona bezpieczeństwa Europy wymaga także mocnego ducha i tego mocnego ducha Europa musi w sobie odnaleźć.

Można być może współczuć obecnemu ambasadorowi USA w Polsce, ponieważ musi bronić polityki, która ma czasem korzenie w ekosferze Epsteina. Niekiedy może to być zatem mission impossible i żadne mocne słowa tego nie zmienią. Ale chyba wiedział, na co się decydował, więc może to współczucie nie jest potrzebne.

Reklama
Reklama

Roman Kuźniar

Politolog i dyplomata. Był doradcą ds. międzynarodowych prezydenta Bronisława Komorowskiego w latach 2010–2015 

Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. I nie są to groźby na wyrost
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Światowy chaos z cłami Trumpa
Publicystyka
Marek Migalski: Czy mężczyźni odwrócą się od rządu? Polityczna cena ignorowania ich frustracji
Publicystyka
Michał Kolanko: Tajemniczy kandydat na premiera. Kaczyński podgrzewa atmosferę w PiS
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama