4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
To, co jest prawdziwą sensacją – i to polityczną, a nie obyczajową – to zasięg kontaktów Epsteina z otoczeniem Putina i z Rosjanami, a zwłaszcza Rosjankami.
Opublikowano właśnie ponad trzy miliony stron tak zwanych dokumentów Epsteina. Sprawa Epsteina, jego dokumentów, kontaktów i oczywiście światowej seksualnej siatki jest od dawna znana i omawiana. Dokumenty wyciekają partiami i wedle niektórych obserwatorów liczba i jakość tych stosów rzucanych na pożarcie dziennikarzom i ludowi zależą od atmosfery politycznej, a zwłaszcza od oceny Trumpa i jego otoczenia, czy jest akurat dobry moment, by skierować uwagę opinii publicznej na wydeptane ścieżki gwarantujące ogólne podniecenie. Ostatnia partia, największa jak dotąd, ale stanowiąca tylko około połowy całości, wywołała oczekiwaną pseudosensację. I tak znane były już nazwiska większości koleżków Epsteina, wiadomo było, że Trump i Epstein byli kiedyś, do czasu, przyjaciółmi i wspólnikami w rozpuście, teraz tylko potwierdziła się pogłoska, że powodem ich rozstania czy jednym z powodów było, że Trump przechwycił Epsteinowi atrakcyjną modelkę i zgwałcił ją, choć Epstein miał ochotę na jej dziewictwo. Nie jest też sensacją, że były książę Andrew ma więcej na sumieniu niż myślano, a jacyś inni miliarderzy nabawili się przy okazji chorób wenerycznych. Oczywiście w wyścigu do sensacji każde nazwisko jest dobre. Polska jest raczej na słabym miejscu; jak dotąd tylko Fibak, gwiazda tenisa sprzed prawie pół wieku, pojawia się w aktach Epsteina na jakimś tam dalszym miejscu i to wcale niekoniecznie związanym z seksem.
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Czy Polsce potrzebna jest „imperialna opowieść”, czy raczej chłodna podmiotowość państwa średniego? W podcaście...
„Niebo. Rok w piekle” zmusza nas do odpowiedzi na kilka trudnych pytań.
Szum wiatru i tęsknota. Dźwięki ulotne i delikatne, a jednak rezonujące w słuchaczu z ogromną mocą.
„Ride 6” to okazja, by bezpiecznie poszaleć na motocyklu.