Irena Lasota

Irena Lasota

Stała współpracowniczka Plusa Minusa, weekendowego wydania "Rzeczpospolitej"

Irena Lasota: Zdjęcie do sztambucha

Sama nie jestem może zbyt skromna, niewidzialną osobą, ale tyle przebywałam z ludźmi, którzy takimi byli, że umiem przynajmniej zobaczyć różnicę między przyzwoitym i nieprzyzwoitym mówieniem o swoich zaletach – i ocenić, kto niezasłużenie pcha się do przodu (na szkło, jak się dziś mówi), a kto stoi z tyłu bez potrzeby wypychania się naprzód. Napaść Rosji na Ukrainę, wojna i miliony uchodźców stworzyły szczególną sytuację. Z jednej strony – jak wiemy – ogromne rzesze obywateli indywidualnie i w ad hoc stworzonych oddolnie strukturach zaczęły bezinteresownie pomagać Ukraińcom. Władze państwowe i lokalne też w dużej mierze stanęły na wysokości zadania. Ale zaczął się już podział na mniej i bardziej skromnych.

Irena Lasota: Ambasador Andriejew nie był pierwszy

Gribojedow miał na imię Aleksander. Niektórzy, starsi, pamiętają go z bon motu Janusza Szpotańskiego, który w czasach stalinizmu studiował na Uniwersytecie Warszawskim: „Szekspir to Gribojedow angielskiej literatury". Jak twierdziły ówczesne podręczniki: „Jego kreacje są genialne, jego pamięć jest nieśmiertelna". Inni mogą pamiętać, że był ambasadorem Rosji w Teheranie i został tam zlinczowany w 1829 roku przez tłum rozwścieczony podpisanym właśnie korzystnym dla Rosji traktatem w Turkmenczaj.

Irena Lasota: Rosja jak Dzika bestia

Zdania na temat tego, co dzieje się obecnie na arenie wojny rosyjsko-ukraińskiej, są bardzo podzielone. Co jest jednak dziwne w czasach, kiedy dostęp do informacji jawnej – a czasami i tajnej – jest tak powszechny. Sympatie kierują często naszą interpretacją zjawisk. Ale niekoniecznie. Można być całym sercem i głową po stronie Ukrainy i bardzo martwić się tym, co Rosja ma jeszcze w zanadrzu, co jeszcze nowego szykuje.

Irena Lasota: Ratować kota czy sąsiadkę

Kilka dni temu moja spokojna dzielnica w Waszyngtonie była w centrum wiadomości nie tylko lokalnych, ale i krajowych.

Irena Lasota: Ukraina jest pełna mogił ONZ i OBWE

Na terenie całej Ukrainy znajdują się mogiły ONZ i OBWE. Są to mogiły dzieci, staruszek, młodych zdrowych ludzi, mogiły, na których zamiast – nieznanego – nazwiska powieszono tabliczkę rejestracyjną samochodu, w którym znaleziono spopielone zwłoki, mogiły zbiorowe. Jeszcze długo te mogiły będą się mnożyć, a mordercą jest Rosja Putina zasiadająca w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych i będąca wciąż pełnoprawnym członkiem Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Politycy, dyplomaci i inni, którzy powinni wiedzieć lepiej, udają, że te organizacje robią więcej dobrego niż złego.

Irena Lasota: Nadreprezentacja to nie większość

Wysokonakładowa gazeta w Polsce opublikowała w zeszłym tygodniu artykuł pod tytułem „Większość żołnierzy w armii Putina to nie Rosjanie". Jest to stały temat propagandy sowieckiej i rosyjskiej. W czasie II wojny Berlin i inne miasta oswabadzali słowiańscy, rosyjscy żołnierze blondyni, ale gwałtów dokonywali Kałmucy i im podobne dzikusy, które nie wiadomo skąd się wzięły w tym samym Berlinie.

Irena Lasota: Rosjanie są inni

Znany ukraiński historyk Jarosław Hrycak opublikował 5 kwietnia w tygodniku „Time" bardzo ciekawy artykuł: „Problemy Rosji wykraczają daleko poza Putina" („Russia's Problems Go Far Beyond Putin"). Zaczyna od tego, że przez pierwsze 40 dni wojny nie otrzymał od żadnych Rosjan z Rosji nawet najmniejszego pozdrowienia czy wyrazów sympatii. Odezwało się tylko dwoje emigrantów rosyjskich – i oczywiście znajomi z całego świata. Rozumiem dobrze profesora Hrycaka. To jedno jego zdanie ożywiło moje wspomnienia, które skłoniły mnie do podobnych wniosków.

Irena Lasota: Jak może dojść do deputinizacji

W piątek, 18 marca, Putin zebrał tłum na Łużnikach. Mogło być od 100 do 200 tysięcy ludzi, bo tak jak i z rosyjskimi ofiarami wojny nikt nie zna i nikt nie wierzy w jakiekolwiek liczby. Trójkolorowych flag było tyle, że można by z nich uszyć triumfalny dywan dla Putina od Moskwy do Kijowa lub nawet Odessy. Gdyby tylko te miasta zdobył.

Irena Lasota: To, co niewyobrażalne już tu jest

Noc z 8 na 9 marca 2022. Ukraina budzi się (jeśli tam w ogóle ktoś śpi) do 14. dnia wojny. My, którzy obserwujemy tę wojnę z daleka, powoli się do niej przyzwyczajamy. Najpierw był horror, że Rosja otacza Ukrainę z wszystkich stron, w grudniu przyszło ultimatum Putina, potem byliśmy świadkami konsultacji wewnątrz NATO i wszelkich innych trójkątnych, ośmiokątnych i ośmiorniczych aliansów porozumień i organizacji. Nagle wszyscy zaczęli do wszystkich jeździć, spotykać się i wydawać oświadczenia, wszystkie w duchu: jeśli jeszcze raz włożysz palec do budyniu, to tym razem naprawdę dam ci w tyłek.

Irena Lasota: Rosja bez Putina

Nikt nie przygotowywał się na wojnę, taką prawdziwą, z bombami, ostrzałem artyleryjskim, trupami, rannymi, z milionami uchodźców – i to tak blisko nas: nie w Afryce, nie w dalszej czy bliższej Azji, ale u nas, w Europie, pod bokiem. Może tylko Ukraina była przygotowana, nawet jeśli nie do końca militarnie, to na pewno psychologicznie i psychicznie. My, uzbrojony po zęby Zachód, wspaniałe NATO, nie mieliśmy pomysłu, co zrobić, jeśli Rosja znowu zaatakuje Ukrainę. Na wszelki wypadek udawaliśmy, że Rosja jest taka sama jak my, że Putin jest – w gruncie rzeczy – taki sam jak my, że to nieładnie, że zabrał Krym, ale przecież to już zdobyła Katarzyna Wielka, Rosjanie tak się przyzwyczaili, że to jest ich, i tak dalej, i tak dalej.