4 zł tygodniowo przez rok!
Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!
Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.
Kliknij i poznaj szczegóły.
"Można sobie pomarzyć, że jakaś papuga wyciągnie kiedyś z milionów nazwisk idealnego prezydenta. Lub choćby wójta" – pisze Irena Lasota.
Tak w każdym razie uważali amerykańscy politycy, ideolodzy i grupa ludzi, która z czasem stała się brygadami demokratyzacji. Brygady nosiły różne nazwy, w Polsce były to „brygady Marriotta”, w Gruzji czy Bułgarii – „brygady Sheratona”, od nazw najdroższych hoteli w danym kraju. Z czasem amerykańskich pracowników na polu demokracji było coraz więcej, ich organizacje nosiły różne, mało komu co mówiące nazwy, jak USAID, NED, IRI. NDI, CIPE, IFESS – żeby wymienić tylko kilka przodujących. Już wcześnie zaobserwowałam pewien paradoks: w wielu postkomunistycznych krajach obywatele mieli dużo lepiej rozwinięty instynkt co do tego, czym jest demokracja i jak powinny wyglądać wolne wybory. Zachodni zaś doradcy mieli podręcznikowe, zazwyczaj skąpe, poglądy, czego mają uczyć autochtonów. Na Kaukazie i w krajach bałtyckich autochtoni zdali egzaminy z demokracji już w 1989 i 1990 r. w wyborach organizowanych przez Gorbaczowa i jego drużynę. Tam właśnie, bez doradców i nauczycieli z Zachodu, ludzie poszli masowo głosować i to na przeciwników władzy w Moskwie. W wielu republikach istniały Fronty Narodowe, często manipulowane przez komunistów, ale jak się okazało – bezskutecznie. Od tych właśnie wyborów zaczął się upadek Związku Sowieckiego. Pionierem była Litwa, której parlament, zwany jeszcze Sowietem, ogłosił niepodległość 11 marca 1990 r. Za Litwą poszły inne republiki.
Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!
Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.
Kliknij i poznaj szczegóły.