fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Czas na Europę, w której centrum jest człowiek

Fotorzepa, Piotr Guzik
Znów potrzebujemy solidarności. Nie tylko tej przez wielkie „S", ale też tej małej, codziennej. Bo tylko wspólnota obroni nas przed wzbierającą falą populizmu i nacjonalizmu – twierdzi lider partii Wiosna.

Od początku mojej aktywności publicznej przyświecało pewne marzenie. Marzenie o Polsce, w której wszyscy jesteśmy różni, ale każdy jest równie ważny. O Polsce, gdzie wszyscy będziemy tworzyć wspólnotę, która nikogo nie wyklucza i nikogo nie pozostawia z tyłu. Właśnie ta nadzieja i to marzenie dają mi odwagę i energię do działania.

Polski nie stać już na dłuższe trwanie w jałowym politycznym sporze pomiędzy dwoma głównymi partiami. Istnieje model państwa poza liberalizmem i prawicowym konserwatyzmem. Dychotomia, przed którą stawiają nas główne partie polityczne w Polsce, jest fałszywa. Chcę Polkom i Polakom zaproponować inny wybór. Nieodżałowany prof. Karol Modzelewskiego w jednym z wywiadów powiedział: „ze szczytnego hasła »wolność, równość, braterstwo« w III RP wyszła nam tylko wolność".

Przez osiem lat liberalnych rządów priorytetem był wzrost gospodarczy i wskaźnik PKB, a nie poziom zarobków, wyrównywanie szans i nierówności społecznych, dbałość o czyste środowisko czy jakość usług publicznych. Całe grupy społeczne i duże obszary państwa zostały opuszczone, pozostawione swojemu losowi. Prawa kobiet, mniejszości, ochrona środowiska, nowoczesna edukacja, sprawna służba zdrowia, sprawne, informatyczne państwo – wszystko to było odkładane ad acta, z odręcznym dopiskiem „jeszcze nie czas". „Ciepła woda w kranie" przypominała administrację nastawioną na trwanie, a nie politykę z wizją przyszłości, inspirującą Polki i Polaków. „Zmień pracę, weź kredyt" aż nadto przypominały „niech jedzą ciastka" Marii Antoniny. Jej rządy zakończyła rewolucja francuska.

Trudno się dziwić, że kiedy populiści zaoferowali program 500+ oraz ułudę podmiotowości, miliony Polek i Polaków im uwierzyły. Ale to właśnie brak polityki społecznej utorował im drogę do władzy. Wskaźniki gospodarcze rosły, ale miliony ludzi czuły, że nie uczestniczą w tym sukcesie, że ten wzrost ich nie dotyczy.

Pozostawieni z boku patrzyli na beneficjentów rozwoju z narastającą zazdrością. Ta frustracja zrodziła obecne rządy. Rządy, które słono każą płacić za każdą rozdaną złotówkę, bo ceną jest wolność, a godność pozostała propagandowym frazesem.

Zamiast podmiotowości mamy ograniczenie wolności obywatelskich i praw kobiet. Zamiast narodowej godności, dyplomatyczny ostracyzm i politowanie. Zamiast prawa i sprawiedliwości – deptanie konstytucji, upolitycznione sądy i prokuraturę, upartyjnioną administrację oraz sojusz tronu i ołtarza, czego symbolem jest zakonnik z Torunia, do którego na jedno skinienie pielgrzymuje prezydent, premier i cały rząd.

Zamiast silnego państwa mamy narastający chaos, zamiast jedności – podziały, zamiast państwa służącego ludziom mamy państwo służące jednej partii i działaczom, którzy się na nim skutecznie uwłaszczyli. W efekcie Polska stała się własnością jednego człowieka i jego nominatów. To prosta droga do autorytaryzmu i z tej drogi musimy jak najszybciej zejść, ale powrót do „tego, co było" nie jest rozwiązaniem.

Człowiek

„Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli" – art. 1 konstytucji. Państwo jest dla ludzi, nie dla partii i polityków. Współczesna polityka nie skupia się na rozwiązywaniu realnych problemów, ale stała się cyniczną grą o stołki i przywileje, w której główna zmiana polega na tym, że największe partie co kilka lat zamieniają się miejscami. A ludzie umierają od smogu, tak jak umierali, czekając w wydłużających się kolejkach do lekarzy.

Być może politycy po prostu nie widzą tych problemów – z zacisza partyjnych gabinetów i zza przyciemnianych szyb rządowych limuzyn smogu nie widać. Oni sami leczą się w rządowych klinikach, kolejki ich nie dotyczą. Ale ignorancja nie zwalnia z odpowiedzialności.

Wspólnota

14 lat ciągłej wojny polsko-polskiej sprawiło, że Polki i Polacy są głęboko podzieleni. Na tym polega logika konfliktu politycznego – na zbudowaniu dychotomii, w której każdy musi opowiedzieć się po jednej ze stron. Nie ma już ludzi, są elektoraty. A zantagonizowanym społeczeństwem łatwiej jest zarządzać. Tymczasem w zmieniającym się świecie, gdy pojawiają się nowe, nieznane zagrożenia, my – Polki i Polacy – potrzebujemy wspólnoty.

Dwa tygodnie temu premierę miał film braci Sekielskich, który obnażył nie tylko skalę zbrodni pedofilii w polskim Kościele, ale również systemowe mechanizmy jej ukrywania. A także hipokryzję władzy, która od 30 lat tkwi w sojuszu tronu i ołtarza.

Pedofilia w Kościele to nie problem ostatnich lat. To jest systemowa patologia III RP. I żaden rząd – lewicowy, prawicowy czy tzw. liberalny – nie zrobił niczego, by chronić dzieci i ukarać kościelnych pedofilów.

O tym, o czym nieliczni działacze i obrońcy ofiar mówili od lat, teraz krzyczy cała Polska. A politycy, którzy jeszcze do niedawna w zamian za poparcie Kościoła udawali, że nie widzą i nie słyszą tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami kurii i zakrystii, dziś wzywają do ukarania sprawców. Lepiej późno niż wcale, chociaż nie wolno zapominać, że każdy dzień bezczynności ze strony rządzących to potencjalne zagrożenie dla kolejnych dzieci. Symptomatyczne jest także to, że fundacja wspomagająca ofiary i film, który ma szansę oczyścić nasze społeczeństwo, powstały bez państwowego dofinansowania, dzięki publicznej zbiórce wśród obywateli. Jeden z najważniejszych problemów społecznych współczesnej Polski obywatele muszą rozwiązywać sami. Państwo pozostało kompletnie bezczynne. Ten fakt obrazuje skalę problemu. Musimy odzyskać państwo!

Jestem przekonany, że film, który zobaczyło już ponad 20 mln widzów, stanie się zaczątkiem zmiany, jaka w Europie dokonała się lata temu. Musimy uregulować wreszcie stosunki państwa z Kościołem, bo to właśnie on jest w tej chwili jednym z największych hamulcowych naszego rozwoju cywilizacyjnego.

Nie jest moim celem walka z Kościołem rozumianym jako wspólnota wiernych. Wolność sumienia jest jednym z podstawowych praw człowieka. Nie godzę się natomiast na sojusz tronu i ołtarza. Nie godzę się na to, by Kościół ingerował w politykę, i nie godzę się, by w zamian za polityczne poparcie przestępcy w sutannach pozostawali bezkarni, by hierarchowie byli wyjęci spod prawa. Biskup jest takim samym obywatelem jak każdy człowiek innego zawodu. I jest to obywatelstwo państwa polskiego, nie Watykanu. Chcę skończyć z finansowaniem Kościoła z budżetu państwa. Wyprowadzić lekcje religii ze szkół. Jestem przekonany, że wielomiliardowe środki, które otrzymuje Kościół katolicki z budżetu, z naszych podatków, można zdecydowanie lepiej spożytkować, inwestując w rozwiązywanie palących problemów społecznych, jak edukacja, ochrona zdrowia, wyrównanie szans społecznych, polityka socjalna, ograniczenie smogu i wiele innych. Kościoły powinni finansować wierni.

Państwo, któremu ufam

Konstytucja to nie tylko niezależne sądownictwo i apolityczna prokuratura. My, obywatele, w konstytucji zapisaliśmy bowiem jeszcze inne, fundamentalne dla nas wartości. Równość wobec prawa, rozdział państwa od Kościoła, równe prawa kobiet i mężczyzn, dostęp do opieki zdrowotnej, sprawiedliwość społeczna, ochrona środowiska, a nawet wolność twórczości artystycznej – na to umówiliśmy się w konstytucji. I jeśli chcemy, żeby Polska była krajem faktycznie praworządnym, jeśli chcemy, żeby Polki i Polacy ufali swojemu państwu, każda z tych zasad musi być bezwzględnie przestrzegana. I od tego są politycy. Od tego jest rząd. Od tego jest prezydent.

Między jawnym gwałceniem konstytucji a milczącym nierealizowaniem jej poszczególnych zapisów różnica wydaje się czysto semantyczna. Musimy jednak pamiętać, że za tą semantyką kryją się dramaty i tragedie prawdziwych ludzi. Dramat Alicji Tysiąc, której lekarze odmówili prawa do decydowania o swoim zdrowiu i życiu, czy 14-letniego Dominika z Bieżunia, który popełnił samobójstwo, nie mogąc znieść homofobicznej nienawiści. Miliony Polek i Polaków czeka w wielomiesięcznych, czasami wieloletnich kolejkach do operacji lub lekarza specjalisty. Miliony emerytów zamiast cieszyć się jesienią życia, muszą martwić się o kolejny dzień. Przedsiębiorcy zamiast rozwijać swój biznes, większość czasu spędzają na walce z absurdalnymi przepisami. Młodzi ludzie od lat pracują na darmowych stażach lub tzw. śmieciówkach bez prawa do zwolnienia lekarskiego czy urlopu i bez zabezpieczenia emerytalnego.

Dlatego, jeśli chcemy odbudować zaufanie obywateli do państwa i do polityki, musimy powrócić do korzeni. Do przestrzegania konstytucji w jej całościowym brzmieniu.

Credo

„Człowiek. Wspólnota. Państwo, któremu ufam" – to moje credo. To właśnie te idee przyświecały mi 4 września ubiegłego roku, gdy na warszawskim pl. Konstytucji ogłosiłem powstanie Wiosny. Mało kto wierzył, że nasze marzenia mogą stać się rzeczywistością, że w Polsce rozdartej konfliktem jest miejsce na trzecią drogę. Kiedy 3 lutego ogłaszaliśmy nasz program wyborczy, politycy ze wszystkich stron zarzucali nam populizm. Dziś licytują się na pomysły dotyczące służby zdrowia, wykluczenia transportowego, godnych emerytur. I bardzo dobrze – na tym właśnie polega polityka. Na debacie i dialogu, szukaniu rozwiązań.

Z perspektywy tych miesięcy mogę powiedzieć, że Wiosna odniosła swój pierwszy wielki sukces – tematy dla mnie ważne: człowiek, walka ze smogiem, rezygnacja z węgla, sprawna służba zdrowia, prawa osób LGBT, równość małżeńska, prawo do aborcji, a przede wszystkim świeckie państwo i relacje państwo–Kościół, wszystkie, bez wyjątku, stały się głównymi tematami debaty publicznej w Polsce. To, co jeszcze pół roku temu wydawało się marginalnymi hasłami oderwanych od rzeczywistości marzycieli, dzisiaj jest w głównym nurcie polityki. Warto było. Opłaciło się być odważnym, choć wielu traktowało mnie jak utopistę.

Drugi mój największy sukces to fakt, że z sukcesem zaproponowałem pozytywny program. Program nie przeciw czemuś, lecz za czymś. Dziś Wiosna jest trzecią siłą polityczną w Polsce i ludzie, który wierzą, że nadszedł kres balansowania, zamiast głosować przeciwko czemuś, nareszcie mogą zagłosować za czymś. Zamiast wybierać mniejsze zło, mogą wybrać większe dobro. Przełamaliśmy złą passę wtórności, negatywizmu i braku propozycji polskiej opozycji. Koalicji Europejskiej też wyszło to na dobre. Rywalizacja jest solą demokracji.

26 maja – głosujcie

Mamy za sobą fantastyczne 30 lat w Europie. Polska gospodarka urosła prawie trzykrotnie. Zbudowaliśmy autostrady, drogi i chodniki. To był dobry czas, konieczna faza rozwoju na drodze do europejskiego poziomu życia. Ale teraz czas na nowy etap. Wyznaczenie sobie nowych celów i odważny krok naprzód. Dla Polski i dla Europy. Najwyższy czas, aby do infrastruktury – do dróg, mostów i stadionów – włączyć człowieka. Czas na Europę, w której centrum jest człowiek.

Czas na europejski standard życia, ochrony zdrowia i praw człowieka. Czas na europejskie wynagrodzenia i godne emerytury. Czas na ochronę przyrody. Czas na europejską solidarność.

30 lat temu Polska dała impuls do bezkrwawej rewolucji, która w naszym regionie przyniosła wolność, a w skali Europy i świata – pokój. Dziś, wobec nowych zagrożeń, Europa znów potrzebuje solidarności. Nie tylko tej pisanej przez wielkie „S", ale także tej małej, codziennej. Bo tylko wspólnota obroni nas przed wzbierającą falą populizmu i nacjonalizmu. Tylko wspólnie poradzimy sobie z wyzwaniami, przed którymi dziś stoi Polska i Europa.

Nie będę namawiał do głosowania na Wiosnę. Proszę tylko o jedno – 26 maja idźcie do wyborów i głosujcie na Polskę. Idźcie do wyborów i głosujcie na Europę. Idźcie do wyborów i głosujcie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA